Rose
Na ścianie wisiały głowy Nocnych Łowców. Poczułam, jak lodowaty dreszcz przebiega mi po kręgosłupie. Obróciłam się gwałtownie - tuż obok mnie stał jeden z nich. Nim zdążyłam zareagować, chwycił mnie za gardło. Zacisnął palce, a powietrze uwięzło mi w płucach.
Alec
Zobaczyłem Maxa, który podbiegł do mnie, niemal wpadając do fontanny.
- Gdzie byłeś? - zapytałem, klękając przy nim.
- Rose mówiła, że się martwisz - odpowiedział, zerkając na mnie spokojnie.
- A gdzie ona teraz jest?
- Chyba wróciła do domu - wzruszył ramionami.
- Izzy, pilnuj go. Ja idę sprawdzić, co z Rose - rzuciłem i ruszyłem w stronę domu. Wyciągnąłem łuk. Usłyszałem hałas z góry.
Wbiegłem po schodach i otworzyłem drzwi do jednego z pokoi. Zobaczyłem mężczyznę, który dusił Rose. Nie myśląc, napiąłem cięciwę i wystrzeliłem. Strzała przeszyła mu tył głowy. Rose wyrwała się z jego uścisku i błyskawicznie rozcięła mu gardło sztyletem. Spojrzała na mnie, a ja - oszołomiony - zarejestrowałem dopiero teraz wiszące na ścianie głowy Nocnych Łowców.
Rose
Podniosłam się powoli, czując, jak drży mi całe ciało. Spojrzałam na Aleca - był w szoku.
- Wyjaśnisz mi, co tu się stało? - zapytałam, próbując opanować emocje.
- Przeszukiwałam dom... znalazłam to... a potem on i ty... - zaczęłam, wzdychając ciężko.
Otarłam krew cieknącą z nosa. Alec bez słowa podszedł do mnie i wsparł mnie, chwytając pod ramię.
- Rose... - szepnął.
- Alec, dziękuję... ale proszę, zostaw mnie - odsunęłam się i ruszyłam do swojego pokoju.
Zrzuciłam z siebie zakrwawione ubranie i weszłam pod prysznic. Ciepła woda spływała po mojej skórze, zmywając brud i resztki krwi. Rozprowadziłam żel po ciele, spłukałam się, umyłam włosy. Wyszłam z łazienki, wysuszyłam się i założyłam czarne rurki oraz t-shirt w tym samym kolorze. Zeszłam na dół.
W kuchni wstawiłam wodę na kawę. Wyciągnęłam kubek, nasypałam kawy. Ręce mi drżały. Wzięłam kilka głębokich oddechów i zalałam napój. Usiadłam przy stole. Za oknem Idris tonął w ciszy, tylko Cisi Bracia zabierali ciała. Zauważyłam brata Zachariasza.
Wzięłam bluzę z krzesła i wyszłam. Zaczepiłam go delikatnie, dotykając ramienia. W tej chwili przemknęła mi przed oczami wizja: czarnowłosy chłopak i blondyn. Usłyszałam głos:
„Will, kochasz Tessę. Nie traktuj jej tak."
- Coś się stało? - zapytał brat Zachariasz, patrząc na mnie z lekkim niepokojem.
- Ja... chciałam porozmawiać - odparłam cicho.
Odszedł ze mną na bok.
- O co chodzi?
- Jestem aniołem i Nocną Łowczynią. Potrafię robić rzeczy, które przypominają magię czarowników. Ostatnio przeniosłam jad demona z czyjegoś ciała do własnego. Kiedyś spałam przez tydzień, a teraz... wyleczenie zajęło mi cztery godziny - wyjaśniłam.
- Twoja moc rośnie. Uodparniasz się na pewne rzeczy - skinął głową.
- Wiem, że to brzmi głupio, ale... czy mogę wyłączyć uczucia?
- Wątpię. A jeśli byś potrafiła, ich powrót byłby bolesny. Dlaczego pytasz?
- Są dwaj Nocni Łowcy. Jeden - dobry, opiekuńczy. Drugi - morderca. Ale przy mnie... jest inny. Moja anielska natura wpływa na niego.
Zachariasz zamyślił się.
- Masz ten sam problem, co Tessa.
- Nie znam jej... Ale mówi się, że do dobrych się wraca. A ty, Zachariaszu, wrócisz do żywych - powiedziałam bez zastanowienia.
- W jakim sensie?
- Nie wiem... czasem mówię rzeczy, zanim je przemyślę. Przepraszam. Muszę już iść - poprawiłam kosmyk włosów.
- Odpowiedziałaś sobie właśnie na pytanie - powiedział cicho. Przysiągłabym, że lekko się uśmiechnął.
- Do zobaczenia, Zachariaszu.
- Do zobaczenia, Rose.
Wróciłam do domu. Usiadłam przy stole, upiłam łyk kawy.
- Izzy! Gdzie jest moja bluza?! - usłyszałam z drugiego pokoju.
- Jest okropna! Nie tknęłabym jej kijem! - odpowiedziała Izzy.
Przewróciłam oczami, biorąc kolejny łyk. Do kuchni wszedł Jace i usiadł naprzeciwko mnie.
- Jak się czujesz?
Zmarszczyłam brwi.
- A jak mam się czuć?
- Zabiłaś większość Łowców Valentine'a, demony w sali anioła, do tego przetrwałaś jad...
- Nic mi nie jest. Czuję się lepiej. Brat Zachariasz twierdzi, że się uodparniam - wzruszyłam ramionami.
- Wyglądasz strasznie - mruknął.
- Jesteś okropny - uśmiechnęłam się krzywo. - Jak się czuje Max?
- Lepiej. Ale wszyscy jesteśmy zmęczeni. Konsul jeszcze nic nie ogłosiła...
- Nieważne. Valentine zaatakuje za tydzień, może dwa.
- Skąd to wiesz?
- Od demona, który go obserwuje - odparłam, przemilczając całą resztę, szczególnie „romans" z bratem Clary.
- Czyli mówiłaś serio o pakcie z diabłem? - uniósł brew.
Uśmiechnęłam się zmęczona.
- Nigdy nie żartuję z takich rzeczy.
- Jace! Oddawaj moją bluzę! - Alec wszedł do kuchni. Zsunęłam jego bluzę i rzuciłam mu.
- Na miejscu konsul wysłałabym Łowców do instytutów. Reszta powinna odbudować bariery i wieże.
- Idealny plan - prychnął Jace.
- Żelazne Siostry też muszą być gotowe.
- Czemu?
- Bo tworzą broń. Bez niej jesteśmy martwi.
- Rose - powiedział Alec.
- Co znowu? - odwróciłam się.
- Twoja kawa...
Spojrzałam. Kubek był pusty, a zawartość unosiła się nad głową Jace'a. Skierowałam wzrok na napój - ten natychmiast wpadł z powrotem do kubka.
Jace i Alec spojrzeli na mnie szeroko otwartymi oczami.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
Fiksi PenggemarRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
