73.

235 15 3
                                        

ALEC

Magnus wszedł do Instytutu, a ja podążyłem tuż za nim. Kiedy delikatnie położył dziewczynę na łóżku, obok nas pojawili się Zachariasz i Raphael.

- To jad - wyjaśnił spokojnie Hiszpan, zerkając na bladą twarz dziewczyny.

- Wyjdźcie - rozkazał czarownik, a w jego głosie drżał gniew.

- Nie zostawię jej - odpowiedziałem, rzucając ostatnie spojrzenie znikającemu wampirowi.

- Wyjdź - powtórzył stanowczo. Tym razem z o wiele większą siłą.

Nie miałem wyboru. Cofnąłem się w cień, choć serce rwało się, by zostać.

---

ROSE

Byłam w ciemności. Przestrzeń wokół mnie była gęsta, lepka jak dym, nie do przebycia. Nagle pośród czerni pojawiła się kobieta. Piękna. Zbyt piękna, by była ludzka.

- Kim jesteś? - zapytałam ostrożnie, nie odrywając wzroku od jej zmysłowej twarzy.

- Lilith. Królowa piekła. A ty, ślicznotko? - uśmiechnęła się łagodnie, lecz w jej oczach czaił się mrok.

- To niemożliwe... Nie mogłam trafić do piekła - szepnęłam, cofając się.

- Nie umarłaś. Jesteś w swojej podświadomości - powiedziała, zbliżając się. - Jak się nazywasz?

- Rose... Rose Gold.

W tej samej chwili mrok rozdarł się światłem. Zobaczyłam biały pokój i anioła o twarzy spokojnej jak poranek.

- Twój czas jeszcze nie dobiegł końca - wyszeptał, a w mojej piersi wybuchł ból tak ogromny, że myślałam, że rozpadnę się na tysiąc kawałków.

MAGNUS

- Umarła. Nie wytrzyma tego - powiedziałem cicho. - Mamy mało czasu, Alec. Wyjdź.

- Nie. - Jego głos był twardy jak stal.

- Alec... proszę.

- Kocham ją - wyrzucił z siebie, patrząc na mnie oczami wypełnionymi rozpaczą.

Zacisnąłem usta. Chwyciłem jej zimną dłoń. Szeptałem zaklęcia, jedno po drugim, desperacko. Ale było za późno.

- Zachariaszu... - zwróciłem się, głos mi się załamał.

- Pogrzeb odbędzie się jutro wieczorem - odparł cicho brat.

Alec wybiegł z sali, łzy mieszały się ze złością. Zachariasz podążył za nim. Ja zostałem. Sam, z ciałem mojej przyjaciółki.

- Powiem im za tydzień, gdy ochłoną... - Łza spłynęła po moim policzku. - Przepraszam cię, Rose. Zawiodłem cię.

Drzwi rozwarły się z hukiem. Do środka wbiegli Izzy, Jace, Marisa i Konsul.

- Żyje? Udało się?! - zapytała roztrzęsiona Isabelle.

Wstałem powoli.

- Było za późno - powiedziałem, a słowa ciążyły mi w ustach jak ołów.

Izzy przytuliła Jace'a, zanosiła się od płaczu. On ją objął, a po jego policzku również popłynęły łzy.

- Zorganizuję pogrzeb jutro - przerwała ciszę Konsul.

- Nie - odparłem chłodno. - Ja to zrobię. Ty jej nie znałaś... nie tak jak ja.

- Ostrzegała nas - powiedział Jace. - A ja... pozwoliłem jej odejść. Byłem głupi.

Nocna ŁowczyniOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz