Wiedziałam, czym dla wampirów jest picie krwi - pożywienie albo... coś bardziej intymnego. Ale dla mnie to była zwykła zapłata. Nic więcej.
- Nikomu ani słowa, jasne?! - warknęłam, spoglądając na Raphaela ostrym wzrokiem.
- Oczywiście. - Uśmiechnął się szeroko, ukazując kły, zadowolony jak kot po misce mleka.
Oparłam się plecami o chłodną ścianę i westchnęłam. Czułam, jak adrenalina powoli ze mnie uchodzi. Miałam chwilę spokoju - co dalej?
- Nad czym tak intensywnie myślisz? - zapytał, ale zanim odpowiedziałam, uniósł palec do ust. Cisza. Ktoś nadchodził.
Po chwili szepnął z uśmiechem: - Clave cię szuka.
- Wiem. - Skrzywiłam się. - Chciałam porozmawiać po dobroci, ale nie chcieli mnie wysłuchać. Postawiłam warunki. Później jeden z łowców mnie sprowokował i powiedziałam, że nie wrócę. - Przesunęłam dłonią po włosach. - Do Magnusa nie pójdę, tam mnie znajdą. Najwyżej poszwendam się po mieście...
- Chodź do mnie.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- A co będziesz z tego miał?
- Towarzystwo. - Wzruszył ramionami, jakby to było najoczywistsze na świecie.
- Trochę to podejrzane... - zmrużyłam oczy.
- Bo jestem wampirem? Co za dyskryminacja - zażartował z teatralnym oburzeniem.
Parsknęłam śmiechem, ale szybko spoważniałam.
- Wszyscy jesteśmy równi. Przynajmniej... powinniśmy być.
- Powinnaś zostać wysłannikiem Podziemia - rzucił nagle, a ja zmarszczyłam brwi.
- Każda z waszych frakcji już ma wysłannika. Nie mów głupot - powiedziałam twardo.
Rozmowa przerodziła się w dłuższą dyskusję. W końcu, gdy zapadła noc, Raphael zabrał mnie do swojego apartamentu.
- Rozejrzyj się. Tak jak ustaliliśmy - powiedział. - Ja idę uczyć Simona. Masz tydzień. Maksymalnie.
- Pewnie - odpowiedziałam.
Zniknął bezszelestnie. Usiadłam na kanapie i włączyłam hiszpański serial. Po kilku odcinkach sen mnie pokonał.
Obudziłam się o świcie. Telefon zawibrował dziesiątkami nieodebranych połączeń i wiadomości. Konklawe przesunięto na trzynastą. Była ósma. Raphael krzątał się w kuchni.
- Wow, potrafisz gotować? - rzuciłam z ironią, opierając się o framugę.
- Potrafię. - Dumnie położył naleśniki na talerzu.
Zjadłam w ciszy, a potem spojrzałam mu w oczy.
- Clave przesunęło zebranie. Idę. Przy okazji zabiorę kilka rzeczy.
- Nie wracasz do instytutu? - zapytał zaskoczony.
- Mówiłeś, że mogę zostać tydzień. I zamierzam to wykorzystać.
Rzucił mi w powietrzu klucze. Złapałam je bez trudu.
- To do zobaczenia.
- Pa.
Wyszłam, nakładając runę niewidzialności. Metro zawiozło mnie prosto pod instytut. Bariery nie było. Weszłam do środka i od razu ruszyłam do swojego pokoju. Szybki prysznic. Ubrałam czarny, przylegający top, spodnie i skórzaną kurtkę. Włosy lekko pofalowałam, zrobiłam makijaż. Punkt trzynasta byłam gotowa.
Sala narad była wypełniona po brzegi. Lightwoodowie - wszyscy poza Izzy i Jace'em. Hodge, inni łowcy. Spojrzałam na nich chłodno i zajęłam miejsce.
- Przez twoją lekkomyślność przełożyliśmy radę - oznajmiła konsul z wyrzutem.
Wstałam i uderzyłam pięścią w stół.
- Nie jestem waszym nocnym łowcą. Nie podlegam waszym zasadom. Chcieliście rady - oto jestem. Mówcie, o co chodzi! - Głos miałam zimny i twardy jak stal.
- Jesteś córką Annabelle Gold. Nocnej łowczyni z krwią Anioła, która zdradziła nas, dołączając do Kręgu - powiedziała konsul z pogardą. Czułam, jak wszystko we mnie zaczyna wrzeć.
- Mieliście w dupie moje pochodzenie! Gdy przez rok szukałam prawdy, nikogo to nie obchodziło! A teraz nagle macie czelność mi to wypominać?! - wrzasnęłam.
- Uspokój się - powiedziała Maryse, próbując tonować sytuację.
- Jestem spokojna - odpowiedziałam, uśmiechając się sztucznie.
- Nie wygląda na to - wtrącił Alec. Posłałam mu spojrzenie, którym mogłabym zabić.
- Jeśli pozwolicie kontynuować - wtrąciła konsul. - Od jutra obowiązują godziny wyjść dla niepełnoletnich. Dla waszego bezpieczeństwa.
- To idiotyczne! - uderzyłam znowu w stół. Moje runy zapłonęły złotem. - Clave za dużo sobie pozwala!
- Za podważenie decyzji Clave mogą zostać ci odebrane runy.
- I w ten sposób pokażecie, jaka z was potęga prawa. Typowe. Spróbujcie, a przekonacie się, że przy mnie Valentine Morgenstern to przedszkolak. - Odwróciłam się na pięcie i wyszłam, trzasnąwszy drzwiami.
W pokoju zaczęłam się pakować. Walizka zapełniała się rzeczami, a ja oddychałam coraz ciężej. Po dwudziestu minutach usłyszałam skrzypienie drzwi. Konsul. Zamknęła je za sobą i spojrzała na mój bagaż, potem na mnie.
- Rada dobiegła końca. Nie zgłoszę twojego zachowania, bo wiem, jakim jesteś zagrożeniem. Twoja matka była znakomitą łowczynią, ale nie miała takich zdolności jak ty.
- Skąd pani wie, co potrafię?
- Zbierałam relacje od mieszkańców instytutu. Postanowiliśmy, że po ukończeniu osiemnastu lat zostaniesz doradcą rady. Jesteś szczera do bólu, i to cenię najbardziej.
- Dziękuję...
- Możesz opuszczać instytut tylko w wyjątkowych sytuacjach. Tak jak wszyscy.
- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się grzecznie. Kłamałam.
Odłożyłam walizkę. Przeprowadziłyśmy długą rozmowę. Przeprosiła mnie - za brak nadzoru, za tajemnice mojego pochodzenia. Byłam dla niej wyrozumiała. Ona też straciła rodzinę.
Kiedy skończyłyśmy, odprowadziłam ją do drzwi. Czekał tam Magnus. Wyczarował portal. Konsul odwróciła się raz jeszcze, spojrzała na mnie uważnie, a potem zniknęła.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
