Usiadłam obok Aleca. Ten wstał nagle, kierując się ku ławie. Jeden po drugim, każdy z obecnych w instytucie w Nowym Jorku zabrał głos. Konklawa powoli dobiegła końca. Byłam jedną z pierwszych osób, które opuściły salę. Wyszłam na zewnątrz, wchodząc w ciemną, wąską uliczkę. Jako pierwsza przekroczyłam próg domu Lightwoodów. Pobiegłam prosto do swojego pokoju, otworzyłam walizkę i szybko przebrałam się w strój bojowy. Przypięłam pas z bronią u boku, a włosy związane w wysoki kucyk podkreślały moją determinację.
Gdy byłam już gotowa do wyjścia, usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam, a do środka wszedł Max. Usiadł na łóżku, spoglądając na mnie z ciekawością.
- Naprawdę jesteś aniołem? Słyszałem, że będziemy rodziną, a podobno Alec to twój chłopak - rzucił z nieco złośliwym uśmiechem.
Westchnęłam ciężko i przewróciłam oczami. Ciekawe, kto mu takich bzdur nagadał.
- Max, nie mam czasu na twoje głupoty. Alec nie jest moim chłopakiem, a tak - jestem aniołem. Teraz zmykaj - pogoniłam go z łóżka.
- Dokąd idziesz? - spytał, nie kryjąc podejrzeń.
- Odwiedzić znajomego - rzuciłam krótko. Kiedy wyszedł, wymknęłam się przez okno na tyły domu.
Było już ciemno, co ułatwiało mi poruszanie się ukradkiem po mrocznych uliczkach Idrisu. Nagle usłyszałam hałas, sięgnęłam za pas i odebrałam telefon, który dostałam od Magnusa.
- Rose, gdzie do cholery jesteś? - spytał zdenerwowany głos Aleca.
- Co się stało? - wyszeptałam, opierając się o zimną ścianę.
- Wracamy do instytutu, portal czeka - wyjaśnił.
- Kurwa, zaraz będę - odparłam, rozłączając się.
Wślizgnęłam się do środka, ignorując wszystkich, zabrałam walizkę i przeszłam przez portal. Wylądowałam na dziedzińcu instytutu.
- Dlaczego jesteś w stroju bojowym? - zapytał Jace, uważnie się mi przyglądając.
- Tak wygląda strój bojowy? - zdziwiła się Clary.
- Tak - potwierdziła Isabelle.
- Musiałam coś załatwić, ale wrócę dokończyć tą sprawę później - powiedziałam wymijająco.
- Nie byłaś ze znajomym? - Alec rzucił złośliwie. - Myślałem, że anioły nie kłamią.
Zignorowałam go i weszłam do instytutu. Przekraczając próg, uderzyła mnie fala wspomnień - ale nie moje. Widziałam anioła zamkniętego w lochu, krzyczącego z bólu. Otrząsnęłam się i poszłam dalej. Po rozpakowaniu walizki postanowiłam odwiedzić Magnusa.
Weszłam do jego mieszkania. Siedział na kanapie, trzymając drinka.
- Dostałaś paczkę - odparł uśmiechnięty
- Jaką paczkę? - spojrzałam na niego zaskoczona.
Wskazał róg pokoju, gdzie leżał karton. Podeszłam, otworzyłam go i zobaczyłam białe róże oraz list. Przeczytałam uważnie:
"Mam wampira. Przyjdź nad nabrzeże dziś o dwudziestej. Róże zanieś do instytutu, pokłóć się z nimi. Oddam wampira, jeśli będziesz dyskretna. Do zobaczenia, Gold."
Wzięłam karton.
- Dzięki, mag - rzuciłam z zamiarem wyjścia.
- Od kogo to? - dopytał, przeglądając paczkę podejrzliwie.
- Widocznie mam wielbicieli - uśmiechnęłam się lekko.
- To świetnie, do później - powiedział wesoło, biorąc łyk alkoholu.
- Pewnie - odparłam i wyszłam.
Po drodze wyrzuciłam karton i spaliłam list. Weszłam do instytutu z uśmiechem, trzymając kwiaty w dłoni. Poszłam do kuchni, gdzie wszyscy już byli. Miałam rację.
- Od kogo? - zaczęła Isabelle.
- Nie ważne - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej.
- Pewnie od znajomego - rzucił złośliwie Alec.
- Nie - odpowiedziałam krótko, mając już wymyśloną wymówkę.
- To od kogo? - ciekawiła się Clary.
- Mam chłopaka - oznajmiłam z uśmiechem.
Jace spojrzał na Aleca, a Isabelle na mnie.
- Jesteście razem? - spytała zakłopotana Clary. - No wiesz, ty i Alec?
- Nie, skąd ten pomysł? - zaprzeczyłam stanowczo.
Zapadło milczenie.
- Kłamiesz - zaczął rozżalony Alec.
- Niby po co miałabym kłamać? Myślałam, że jesteśmy "przyjaciółmi". Będziecie się cieszyć? Nie? To nie. - Rzuciłam w niego bukietem i wyszłam.
Stanęłam na placu, a w ciemności dostrzegłam znajomą sylwetkę. Zrobiłam krok do przodu, ale nagle ktoś chwycił mnie za ramię.
- Co się z tobą dzieje?! - Alec mówił z wyrzutem, niemal krzycząc. - Dlaczego nie powiedziałaś, że kogoś masz?!
Odwróciłam się gwałtownie, moje oczy błyszczały pod wpływem emocji.
- Nie krzycz na mnie! - warknęłam, czując, jak w gardle rośnie mi gorzki smak rozczarowania i złości.
Alec zmarszczył brwi, jego spojrzenie było mieszanką złości, smutku i bezradności.
- To nie krzyk, Rose. To troska! - powiedział, głos mu się łamał. - A ty po prostu mnie zostawiłaś...jakby nic się nie liczyło...
- Bo nic się dla ciebie nie liczyło! - odpowiedziałam, zaskoczona własną gwałtownością. - Przez cały czas udawałeś, że wszystko jest w porządku, podczas gdy ja... ja potrzebowałam czegoś więcej niż instytut, więcej niż waszą ciągłą kontrolę.
- To nie jest takie proste - Alec odsunął się lekko, próbując złapać oddech. - Wiesz, jak bardzo się o ciebie martwiłem? Każdy dzień bez wieści o tobie był jak tortura.
Spojrzałam mu prosto w oczy, choć serce mi się ściskało.
- A ja? - zapytałam szeptem. - Ty nigdy nie zapytałbyś, czego naprawdę chcę. Zawsze oczekiwałeś, że będę taka jak wy - posłuszna, niezawodna, gotowa poświęcić siebie. Ale ja chcę żyć inaczej. Chcę kochać i być kochana, a nie tylko walczyć.
- To nie znaczy, że musisz uciekać - jego głos był miękki, niemal błagalny. - Możesz mieć to wszystko tutaj, z nami.
Zatrzymałam się na chwilę, widząc w jego oczach coś, czego dawno nie dostrzegałam - prawdziwą troskę, a może nawet strach.
- Nie mogę - powiedziałam cicho. - Nie dla ciebie. Nie dla instytutu. Bo jeśli zostanę, to stracę siebie. A to, co czuję do niego, jest prawdziwe, jedyne, co mam.
Alec spojrzał w bok, zaciskając szczękę.
- A więc to już koniec? - zapytał, głos z trudem powstrzymujący ból.
Skinęłam głową, czując, jak łzy palą mi oczy.
- Tak, Alec. To koniec. Ale chciałabym, żebyś wiedział, że nigdy nie żałowałam czasu spędzonego z tobą. Po prostu... muszę iść własną drogą.
Zanim zdążył odpowiedzieć, cofnęłam się, a on odwrócił się, z trudem tłumiąc emocje. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a ja upewniłam się, że nikt mnie nie śledzi, po czym ruszyłam w stronę wyznaczonego miejsca.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
