Przed oczami zamigotał mi obraz. Alec klęczał przy Maxie, jego twarz była pełna bólu. Poranek ledwie się zaczął, a do Instytutu wkroczył Valentin. Ktoś mnie szturchnął - wróciłam do rzeczywistości.
- Rose, wszystko w porządku? - zapytała z troską Izzy, przyglądając mi się uważnie.
- Tak... Gdzie jest Max? - spytałam z niepokojem w głosie.
- Śpi. Pytał o ciebie, chciał poćwiczyć - odpowiedziała łagodnie.
- Okej... - mruknęłam, mieszając bezmyślnie pałeczką w jedzeniu.
- Gdzie Max? - zapytał nagle Alec, siadając do stołu.
Isabelle spojrzała najpierw na mnie, potem na brata, unosząc brwi w wyrazie lekkiego rozbawienia.
- Śpi. A wy co, w zmowie jesteście? - rzuciła z figlarnym uśmiechem.
- Co? - zmarszczyłam czoło, patrząc na nią jak na wariatkę.
- Najpierw Rose pyta o Maxa, ledwie minuta mija, a mój starszy braciszek też nagle się o niego troszczy. Dziwne to, nie sądzicie?
- Albo zwykły zbieg okoliczności - wtrącił Alec, z lekkim uśmiechem siadając do jedzenia.
W połowie śniadania odłożyłam pałeczki. Jedzenie nagle straciło smak.
- Dobranoc - rzuciłam cicho, wyrzucając kartonik i odwracając się plecami do rodzeństwa.
Poszłam do swojego pokoju. Wzięłam gorący prysznic, przebrałam się w piżamę i położyłam spać.
---
Śniło mi się, że stałam pośrodku Sali Anioła. Moje skrzydła były rozpostarte, lśniące i pełne mocy. Konsul podeszła z mieczem i... odcięła je. Milczałam, gdy wszyscy wokół patrzyli na mnie w osłupieniu. Potem pojawił się Sebastian. Czerń pochłonęła wszystko.
Nagle znalazłam się na polanie, gdzie ćwiczyłam z Alekiem strzelanie z łuku. Śmialiśmy się, było sielsko... aż słońce zgasło. Otoczył mnie mrok. Zostałam sama. Czarne oczy wpatrywały się we mnie z ciemności... I wtedy się obudziłam.
Cała zlana potem spojrzałam na telefon. 6:00. Jeszcze nie tak źle. Wstałam, poszłam do łazienki, wzięłam zimny prysznic. Nałożyłam czarną sukienkę z długim rękawem, wyprostowałam włosy, zrobiłam makijaż. Gdy skończyłam, była siódma. Wsunęłam stopy w czarne obcasy i zarzuciłam włosy do tyłu.
Narada zaczyna się o ósmej.
---
Zapukałam do drzwi Jace'a. Otworzył niemal natychmiast - ku mojemu zaskoczeniu już był gotowy.
- Portal pojawi się przed Instytutem - poinformowałam go.
- Dobrze, aniołku - powiedział z przekąsem, uśmiechając się szelmowsko.
- Sarkazm możesz sobie darować - burknęłam.
- Nie mogę - rzucił z rozbawieniem i minął mnie, kierując się do wyjścia.
Ruszyłam dalej. Zapukałam do pokoju Aleca, ale nie reagował. Weszłam do środka - jeszcze spał.
Podeszłam do łóżka, jednym ruchem zsunęłam z niego kołdrę. Jęknął niezadowolony i odwrócił się na bok.
- Rada za godzinę. Wstawaj!
Nie reagował.
- Masz pięć sekund. Potem obleję cię wodą. Raz... dwa... trzy... cztery...
Nie zdążyłam powiedzieć „pięć", już byłam w łazience. Nabierając wody do dłoni, wróciłam i chlusnęłam nią prosto w jego twarz.
- Oszalałaś?! - krzyknął, gwałtownie siadając na łóżku.
- Masz mniej niż godzinę. Ogarnij się, ja idę po Jace'a - rzuciłam i wyszłam.
Na dziedzińcu czekał Jace.
- Gdzie ten portal? - zapytał.
Wyciągnęłam stele, nakreśliłam w powietrzu runę. Przed nami otworzył się portal.
- Co...? Przecież tej runy nie ma w Księdze! - zdumiał się.
- Nie ma. Chodź, bo się spóźnisz - odpowiedziałam i weszliśmy do portalu.
---
Znaleźliśmy się w gabinecie Konsul.
- Przyprowadziłam pani wnuczka - oznajmiłam.
- Ale... - zaczęła, zaskoczona.
- Widzimy się za czterdzieści minut. Do zobaczenia - powiedziałam i zniknęłam w portalu.
Wróciłam do pokoju Aleca - był już w łazience. Zamknęłam drzwi.
- A ty co knujesz? - usłyszałam za sobą głos Izzy.
Odwróciłam się gwałtownie.
- Odstawiłaś się. Ale coś za elegancko - zauważyła podejrzliwie.
- Idę na Radę. Budziłam Aleca - wyjaśniłam.
- Wiem, mówił mi wczoraj. A ja idę na trening z Sebastianem - uniosła znacząco brwi.
Parsknęłam śmiechem.
- Spoko. Wiesz, gdzie on jest?
- U siebie.
Ruszyłam schodami w górę. Zapukałam i weszłam. Sebastian był już gotowy.
- Jeśli coś przede mną ukrywasz... - zaczęłam, ale on pociągnął mnie do środka, zamykając drzwi.
- Źle zaczynasz dzień - powiedział i pocałował mnie gwałtownie. Odciągnęłam go.
- Czuję kłamstwa. Po co tu przyjechałeś? Co chcesz osiągnąć? - zapytałam chłodno.
Spoważniał.
- Chcę być blisko ciebie. A przy okazji... załatwić kilka spraw.
Zlustrował mnie wzrokiem.
- A ty? Czemu tak się wystroiłaś?
- Idę z Alekiem do Magnusa.
- Mogłem iść z wami - burknął. Jego dłoń zacisnęła się w pięść.
Zazdrosny? Ciekawe...
- Masz trening. Zajmij się swoimi sprawami - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
Otworzyłam drzwi i wyszłam. Zobaczyłam Sebastiana i Izzy idących na trening, a Aleca stojącego przy wyjściu w białej koszuli.
Boże, jak dobrze wygląda w koszuli... te oczy, te włosy... umięśniony tors... Rose, ogarnij się!
- To co, idziemy? - spytałam.
- Tak, mamy piętnaście minut. Zdążymy.
- Chodźmy - złapałam jego dłoń i ruszyliśmy.
Po drodze przyglądałam się przyziemnym.
- Pamiętasz, jak przekroczyłaś bramę Instytutu i zabiłaś demona, który nam uciekł? - zapytał Alec.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Jace był na mnie obrażony. To on miał go zabić, a ja go ubiegłam.
Zaśmiałam się cicho.
- Tęsknię za wspólnymi polowaniami. Może dziś wieczorem się przejdę.
- Pójdę z tobą. Zgarnę Jace'a, Izzy zajmie się młodym - zaproponował.
- Świetny pomysł - odparłam.
---
Weszliśmy do mieszkania Magnusa.
- Hej, mag - przywitałam się z uśmiechem.
- Mamy sobie coś do wyjaśnienia. Nie mówiłaś nic o nowej zdolności - powiedział poważnym tonem.
- Jakiej zdolności? - zapytał Alec, patrząc to na mnie, to na Magnusa.
- Tworzy portale. Za pomocą run... - odpowiedział Magnus, krzyżując ramiona.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
