Spojrzałam na Aleca z gniewem, który aż buzował pod powierzchnią mojej skóry.
- Śledziłeś mnie. Nie wyszło, więc teraz przeszukujesz całe miasto?! - warknęłam, złość niemal wypalała mi gardło.
- Magnus powiedział, że możesz być w niebezpieczeństwie - odparł, ale widziałam po jego oczach, że to kłamstwo.
- Nie jestem. A poza tym... nie pytaj go o mnie, nie rozmawiaj z nim. To mój przyjaciel - dodałam chłodno. Przez chwilę staliśmy w ciszy, tylko nasze spojrzenia ścierały się w napięciu.
- Jeśli to wszystko, to pozwól, że cię uspokoję. Mam się dobrze. I potrafię zachować umiar w piciu - rzuciłam twardo. Nie planowałam tej rozmowy dziś. Miała się odbyć za tydzień. Nie teraz. Nie tak.
- Słyszałaś moją rozmowę z Clary? - zapytał nagle.
Zamrugałam, przypominając sobie ich spięcie.
- To nie była rozmowa, Alec. Wydzierałeś się na nią. Rozumiem, potrafi być irytująca, ale przesadziłeś - zaskoczyłam samą siebie, stając w jej obronie. Ale ktoś musiał to zrobić. Ona nie zasługiwała na takie traktowanie.
- Powiedziała o wszystkim Jace'owi - odparł, zraniony i zły.
- I tak by się dowiedział... - zaczęłam, lecz urwałam. W głowie zapaliło się światło - pomysł niedoskonały, ale innego nie miałam. - Daj mi stelę.
Patrzył na mnie przez moment z nieufnością, potem bez słowa podał. Kreśliłam znaki na własnym nadgarstku, potem złapałam jego dłoń i odsunęłam rękaw, by zrobić to samo.
- Co ty robisz? - spytał, marszcząc brwi.
- Ufasz mi? To bądź cicho - odparłam i dokończyłam rysowanie. Znak przypominał gwiazdę. Oddałam mu stelę.
- Jeśli ten znak zacznie świecić, to znaczy, że jestem w niebezpieczeństwie. Gdy wszystko się skończy - zniknie.
- Nie widziałem takiego w żadnej księdze - mruknął nieufnie.
- Bo jest tylko w Białej Księdze - odpowiedziałam, celowo pomijając szczegóły.
- Ufam ci, ale... - zawiesił głos, a jego spojrzenie zmiękło.
- Nic mi nie jest. Dowiedziałam się czegoś bardzo ważnego. Dzięki temu dotrę do...
- Do czego? - wciął się, pochylając się nieznacznie, jakby próbował odczytać moje myśli z twarzy.
- ...do mordercy mojej matki - wyszeptałam po dłuższej chwili.
Jego oczy rozszerzyły się.
- Przecież... zabił ją Valentine. Jeśli masz trop, musimy powiadomić Clave!
- Tak jak o naszym pocałunku? - zapytałam cicho, z cieniem ironii.
- Rose, to nie jest zabawa - jego głos drżał od napięcia.
- Dla ciebie wszystko, co robię, wydaje się głupie, prawda? Świetnie. Wróć do Instytutu. Znajdź sobie kogoś... mądrzejszego. Mniej szalonego. Po prostu mnie zostaw - powiedziałam cicho, ale zdecydowanie. Odwróciłam się i dodałam: - I nie szukaj mnie więcej.
- Nie wygłupiaj się, Rose...
- Znajdź sobie kogoś innego! - powtórzyłam ostrzej.
- Nie chcę nikogo innego. Chcę ciebie. Jesteś mądra...
- Gubisz się w słowach, Alec. Wyprowadziłam się, żeby załatwić swoje sprawy. I żeby... się zastanowić. Ty też powinieneś. Bo jeśli dalej tak będziemy, oboje się zgubimy.
Nie czekając na jego odpowiedź, odeszłam.
---
Wróciłam do apartamentu, przebrałam się w długie spodnie. Do torby włożyłam stelę i scyzoryk. Napisałam Raphaelowi krótką wiadomość, że idę coś sprawdzić. Wyszłam.
W metrze przeciągnęłam stelą po runie niewidzialności. Gdy pociąg zatrzymał się na ostatniej stacji, wysiadłam i skierowałam się w stronę portu.
Wtedy poczułam pieczenie w nadgarstku. Gwiazda zaczęła świecić.
Z portowej mgły wyłonił się statek, ogromny, ciężki, jakby pojawił się znikąd. Bez wahania weszłam na pokład. Zeszłam niżej - i zobaczyłam walkę. Około trzydziestu ludzi mierzyło się ze sobą w chaotycznym zwarciu. Cofnęłam się, ale ktoś chwycił mnie od tyłu.
Młody chłopak o chłodnych oczach zbliżył się do mnie.
- Pójdziesz ze mną. I żadnych sztuczek.
Kiwnęłam głową, udając uległość. Gdy się odwrócił, chwyciłam go i przerzuciłam przez ramię. Poleciał na schody. Wykorzystałam chwilę i pobiegłam na górę. Usłyszałam za sobą krzyki. Drzwi były zablokowane. Stanęłam na dziobie statku. Otoczyli mnie.
Próbowałam przeskoczyć barierę statku, ale uderzyłam w niewidzialny mur. Moje runy rozbłysły oślepiającym światłem. Kiedy zgasły - skoczyłam. Wpadłam w lodowatą wodę.
Wynurzyłam się i zobaczyłam, że kilku z nich zeszło na brzeg. Zanurkowałam, podpłynęłam do łodzi. Wciągnęłam się na nią, przesiąknięta wodą, po czym pobiegłam w stronę metra.
Telefon nie działał. Przemoczony.
Kiedy dotarłam do apartamentu Raphaela, ten siedział przed telewizorem.
- Wróciłaś?
- Muszę stąd zniknąć.
Wstał, mierząc mnie wzrokiem.
- Co się stało?
- Clave wie, gdzie jestem.
Nie powiedział nic. Spakowałam się w milczeniu. Podziękowałam Santiago i pojechałam do Magnusa.
Wysiadłam z metra i zapukałam do jego drzwi. Otworzył bez słowa. Weszłam do środka.
- Przyszedł...
Nie dokończył. Świat zawirował. Straciłam grunt pod nogami i runęłam na ziemię. Ostatnie, co poczułam, to czyjeś ramiona chwytające mnie w locie.
---
Obudziłam się w srebrzystym pokoju. Wzięłam głęboki wdech. Nie znałam tego miejsca. Wyszłam.
W sąsiednim pomieszczeniu dwóch chłopaków rozmawiało - Azjata o kocich oczach i szatyn z niebieskimi tęczówkami.
- Co jej zrobili? Śpi od dwóch dni - zapytał ten drugi, z niepokojem w głosie.
- Nie wiem. Pracuję nad tym, odkąd tu przyszła - odparł tamten. Oboje wyglądali na zmęczonych i zmartwionych.
Weszłam. Natychmiast na mnie spojrzeli. Azjata podszedł do mnie jako pierwszy.
- Rose, wszystko w porządku?
- Nie jestem pewna. Gdzie... ja jestem? - zapytałam rozglądając się.
- Gold, to nie jest śmieszne - rzucił niebieskooki.
Wtedy moje runy zapłonęły. A potem - szepty. Z głębi umysłu, jak echo zapomnianej przysięgi:
„Gold, ród twojej matki... nocna łowczyni... ojcem jest anioł... anioł..."
Przed oczami przemknęły obrazy: piłam z Azjatą, śmiałam się. Pocałunek z tym drugim. Srebro spadające z nieba.
- Nic nie pamiętam - wyszeptałam, przerażona.
- Co wydarzyło się dwa dni temu?! - krzyknął szatyn. - Nie kłam! Gwiazda się świeciła!
- Nie wiem!! - wrzasnęłam, a z moich dłoni wystrzelił biało-złoty płomień. Uderzył w chłopaka, który poleciał na drugi koniec sali.
Znaki zgasły.
Zatopiłam twarz w dłoniach. Przed oczami znów - wspomnienia.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
