14

880 38 0
                                        


Spojrzałam na Aleca z gniewem, który aż buzował pod powierzchnią mojej skóry.

- Śledziłeś mnie. Nie wyszło, więc teraz przeszukujesz całe miasto?! - warknęłam, złość niemal wypalała mi gardło.

- Magnus powiedział, że możesz być w niebezpieczeństwie - odparł, ale widziałam po jego oczach, że to kłamstwo.

- Nie jestem. A poza tym... nie pytaj go o mnie, nie rozmawiaj z nim. To mój przyjaciel - dodałam chłodno. Przez chwilę staliśmy w ciszy, tylko nasze spojrzenia ścierały się w napięciu.

- Jeśli to wszystko, to pozwól, że cię uspokoję. Mam się dobrze. I potrafię zachować umiar w piciu - rzuciłam twardo. Nie planowałam tej rozmowy dziś. Miała się odbyć za tydzień. Nie teraz. Nie tak.

- Słyszałaś moją rozmowę z Clary? - zapytał nagle.

Zamrugałam, przypominając sobie ich spięcie.

- To nie była rozmowa, Alec. Wydzierałeś się na nią. Rozumiem, potrafi być irytująca, ale przesadziłeś - zaskoczyłam samą siebie, stając w jej obronie. Ale ktoś musiał to zrobić. Ona nie zasługiwała na takie traktowanie.

- Powiedziała o wszystkim Jace'owi - odparł, zraniony i zły.

- I tak by się dowiedział... - zaczęłam, lecz urwałam. W głowie zapaliło się światło - pomysł niedoskonały, ale innego nie miałam. - Daj mi stelę.

Patrzył na mnie przez moment z nieufnością, potem bez słowa podał. Kreśliłam znaki na własnym nadgarstku, potem złapałam jego dłoń i odsunęłam rękaw, by zrobić to samo.

- Co ty robisz? - spytał, marszcząc brwi.

- Ufasz mi? To bądź cicho - odparłam i dokończyłam rysowanie. Znak przypominał gwiazdę. Oddałam mu stelę.

- Jeśli ten znak zacznie świecić, to znaczy, że jestem w niebezpieczeństwie. Gdy wszystko się skończy - zniknie.

- Nie widziałem takiego w żadnej księdze - mruknął nieufnie.

- Bo jest tylko w Białej Księdze - odpowiedziałam, celowo pomijając szczegóły.

- Ufam ci, ale... - zawiesił głos, a jego spojrzenie zmiękło.

- Nic mi nie jest. Dowiedziałam się czegoś bardzo ważnego. Dzięki temu dotrę do...

- Do czego? - wciął się, pochylając się nieznacznie, jakby próbował odczytać moje myśli z twarzy.

- ...do mordercy mojej matki - wyszeptałam po dłuższej chwili.

Jego oczy rozszerzyły się.

- Przecież... zabił ją Valentine. Jeśli masz trop, musimy powiadomić Clave!

- Tak jak o naszym pocałunku? - zapytałam cicho, z cieniem ironii.

- Rose, to nie jest zabawa - jego głos drżał od napięcia.

- Dla ciebie wszystko, co robię, wydaje się głupie, prawda? Świetnie. Wróć do Instytutu. Znajdź sobie kogoś... mądrzejszego. Mniej szalonego. Po prostu mnie zostaw - powiedziałam cicho, ale zdecydowanie. Odwróciłam się i dodałam: - I nie szukaj mnie więcej.

- Nie wygłupiaj się, Rose...

- Znajdź sobie kogoś innego! - powtórzyłam ostrzej.

- Nie chcę nikogo innego. Chcę ciebie. Jesteś mądra...

- Gubisz się w słowach, Alec. Wyprowadziłam się, żeby załatwić swoje sprawy. I żeby... się zastanowić. Ty też powinieneś. Bo jeśli dalej tak będziemy, oboje się zgubimy.

Nie czekając na jego odpowiedź, odeszłam.

---

Wróciłam do apartamentu, przebrałam się w długie spodnie. Do torby włożyłam stelę i scyzoryk. Napisałam Raphaelowi krótką wiadomość, że idę coś sprawdzić. Wyszłam.

W metrze przeciągnęłam stelą po runie niewidzialności. Gdy pociąg zatrzymał się na ostatniej stacji, wysiadłam i skierowałam się w stronę portu.

Wtedy poczułam pieczenie w nadgarstku. Gwiazda zaczęła świecić.

Z portowej mgły wyłonił się statek, ogromny, ciężki, jakby pojawił się znikąd. Bez wahania weszłam na pokład. Zeszłam niżej - i zobaczyłam walkę. Około trzydziestu ludzi mierzyło się ze sobą w chaotycznym zwarciu. Cofnęłam się, ale ktoś chwycił mnie od tyłu.

Młody chłopak o chłodnych oczach zbliżył się do mnie.

- Pójdziesz ze mną. I żadnych sztuczek.

Kiwnęłam głową, udając uległość. Gdy się odwrócił, chwyciłam go i przerzuciłam przez ramię. Poleciał na schody. Wykorzystałam chwilę i pobiegłam na górę. Usłyszałam za sobą krzyki. Drzwi były zablokowane. Stanęłam na dziobie statku. Otoczyli mnie.

Próbowałam przeskoczyć barierę statku, ale uderzyłam w niewidzialny mur. Moje runy rozbłysły oślepiającym światłem. Kiedy zgasły - skoczyłam. Wpadłam w lodowatą wodę.

Wynurzyłam się i zobaczyłam, że kilku z nich zeszło na brzeg. Zanurkowałam, podpłynęłam do łodzi. Wciągnęłam się na nią, przesiąknięta wodą, po czym pobiegłam w stronę metra.

Telefon nie działał. Przemoczony.

Kiedy dotarłam do apartamentu Raphaela, ten siedział przed telewizorem.

- Wróciłaś?

- Muszę stąd zniknąć.

Wstał, mierząc mnie wzrokiem.

- Co się stało?

- Clave wie, gdzie jestem.

Nie powiedział nic. Spakowałam się w milczeniu. Podziękowałam Santiago i pojechałam do Magnusa.

Wysiadłam z metra i zapukałam do jego drzwi. Otworzył bez słowa. Weszłam do środka.

- Przyszedł...

Nie dokończył. Świat zawirował. Straciłam grunt pod nogami i runęłam na ziemię. Ostatnie, co poczułam, to czyjeś ramiona chwytające mnie w locie.

---

Obudziłam się w srebrzystym pokoju. Wzięłam głęboki wdech. Nie znałam tego miejsca. Wyszłam.

W sąsiednim pomieszczeniu dwóch chłopaków rozmawiało - Azjata o kocich oczach i szatyn z niebieskimi tęczówkami.

- Co jej zrobili? Śpi od dwóch dni - zapytał ten drugi, z niepokojem w głosie.

- Nie wiem. Pracuję nad tym, odkąd tu przyszła - odparł tamten. Oboje wyglądali na zmęczonych i zmartwionych.

Weszłam. Natychmiast na mnie spojrzeli. Azjata podszedł do mnie jako pierwszy.

- Rose, wszystko w porządku?

- Nie jestem pewna. Gdzie... ja jestem? - zapytałam rozglądając się.

- Gold, to nie jest śmieszne - rzucił niebieskooki.

Wtedy moje runy zapłonęły. A potem - szepty. Z głębi umysłu, jak echo zapomnianej przysięgi:

„Gold, ród twojej matki... nocna łowczyni... ojcem jest anioł... anioł..."

Przed oczami przemknęły obrazy: piłam z Azjatą, śmiałam się. Pocałunek z tym drugim. Srebro spadające z nieba.

- Nic nie pamiętam - wyszeptałam, przerażona.

- Co wydarzyło się dwa dni temu?! - krzyknął szatyn. - Nie kłam! Gwiazda się świeciła!

- Nie wiem!! - wrzasnęłam, a z moich dłoni wystrzelił biało-złoty płomień. Uderzył w chłopaka, który poleciał na drugi koniec sali.

Znaki zgasły.

Zatopiłam twarz w dłoniach. Przed oczami znów - wspomnienia.



Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz