Do domu weszła Konsul. Spojrzałam na nią uważnie.
- Przyszłam zamienić z tobą słowo, Rose - powiedziała chłodno. W oczach Jace'a dostrzegłam cień bólu; odwrócił się bez słowa i wyszedł z kuchni. Alec rzucił mi przelotne spojrzenie, po czym poszedł za przyjacielem.
- Słucham - odparłam spokojnie. Kobieta zajęła miejsce naprzeciwko mnie, przyglądając mi się z napięciem.
- Rada rozpoczyna się za dwadzieścia minut. Nie mamy skutecznego planu - przyznała, a w jej głosie zabrzmiała powaga pomieszana z bezsilnością.
- Więc przyszła pani po pomoc do mnie? - Uniosłam brew. - Miałam nadzieję, że porozmawia pani z Jace'em - dodałam przez zaciśnięte zęby.
- Nie mam już pomysłów. Myślę o rodzinie, o moim synu... to dla mnie nowa sytuacja - powiedziała cicho, spuszczając wzrok.
- Jeśli chodzi o kwestie służbowe, radziłabym pozostawić w Idrisie nocnych łowców, którzy ukończyli dwadzieścia jeden lat. Resztę odesłać do instytutów. Żelazne Siostry powinny przysłać więcej broni i być gotowe na atak. Idris musi zostać zabezpieczony - odpowiedziałam rzeczowo.
- A co z Podziemnymi? - zapytała ostrożnie, zaciekawiona.
- Wampiry będą zabijać - taka ich natura. Zmieńmy prawo: mogą to robić tylko w samoobronie. A skoro potrzebują pożywienia, niech szpitale dostarczają im krew. Ambitniejsi mogą polować na morderców... przyziemni zyskają, a my nic nie stracimy. Czarodzieje i wilkołaki zasługują na szacunek. Jeśli proszą o pomoc - należy im jej udzielić. A w sprawach rodzinnych... powinna pani porozmawiać z Jace'em. I przeprosić go - dodałam z naciskiem.
- Nie wiem, o czym z nim rozmawiać. Nie znam go - westchnęła, jakby sama do siebie.
- To go pani pozna. Opowie pani o jego ojcu. O matce. Da sobie pani radę - odparłam stanowczo, wstając od stołu. - To wszystko z mojej strony. Do zobaczenia na naradzie.
- Dziękuję za konsultację - powiedziała cicho, opuszczając dom.
---
Weszłam na górę. Zatrzymałam się, widząc Aleca obejmującego Jace'a. W tamtej chwili dotarło do mnie, jak bardzo to wszystko przeżywa - mimo że usilnie stara się to ukrywać. Minęłam ich i weszłam do pokoju. Narzuciłam bluzę na ramiona i wyszłam.
W drzwiach wpadłam na Jace'a.
- Czego chciała Konsul? - zapytał z pozornym spokojem.
- Potrzebowała konsultacji w sprawie planów Clave. I nie martw się, opieprzyłam ją porządnie. Niedługo się do ciebie odezwie - uśmiechnęłam się lekko.
- Jace, chodźmy, bo się spóźnimy - wtrącił Alec.
Dołączyłam do nich. Wkrótce dołączyli też Izzy z Maxem oraz ich rodzice. Zajęliśmy miejsca w sali Rady. Ku mojemu zaskoczeniu, Clary usiadła obok Jace'a. Dalej Alec, Izzy, Max, ja... i Nick. Nie widziałam go od kilku dni.
- Hej, wszystko w porządku? - zapytałam cicho, przyglądając się mu.
- Niezbyt... Zerwałem z Tianą - powiedział przygaszony.
- Tą Latynoską z sierocińca? - upewniłam się.
- Tak. Byliśmy zaręczeni, ale zmieniła zdanie po tym, jak przyjechałem do ciebie - wyjaśnił gorzko.
- Pogadam z nią.
- Lepiej nie. Jeszcze zrobicie awanturę - westchnął zrezygnowany.
- Nick, wstydu ci nie przyniosę. Ona nie ma nikogo poza tobą. Nie ma komu się wygadać. Ale ty masz mnie - zapewniłam, kładąc mu dłoń na ramieniu. - Zajmę się tym po radzie.
- Nie musisz, poradzę sobie.
- Jak chcesz. Ale pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć - przypomniałam z uśmiechem.
- Jesteś najlepszą przyjaciółką, jaką miałem - powiedział, odwzajemniając uśmiech.
Wtedy rozległ się dźwięk młotka Konsul. Spojrzenia wszystkich skierowały się ku niej.
- Podjęłam decyzję - zaczęła stanowczo. - Wszyscy nocni łowcy, którzy ukończyli dziewiętnaście lat, zostają w Idrisie. Reszta wraca do instytutów. Osoby pozostające tutaj pomogą wzmocnić barierę. Jutro rano połowa z was wyjedzie. Proszę o pozostanie Jace'a Herondale'a. Reszta może się rozejść.
Ludzie zaczęli opuszczać salę. W tłumie dostrzegłam znajomą, jasną czuprynę. Zacisnęłam dłonie w pięści.
- Jonathan, zostaw ich - powiedziałam w myślach, zbliżając się do niego.
- To nie twoja sprawa - warknął, nie spuszczając wzroku z dwójki młodszych łowców.
- To moja sprawa. Ostrzegam cię, jeśli się nie wycofasz, skopię ci tyłek - odpowiedziałam zła, przyspieszając kroku.
- Brzmi kusząco - zaśmiał się w mojej głowie. Gdy już do niego podeszłam, spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
- Oszalałeś? Jeśli cię znajdą, to koniec - syknęłam, zirytowana.
- A co, wydasz mnie? Chcę tylko poznać Clary - szepnął mi do ucha.
- To nie jest dobry moment - powiedziałam ostro, ale wtedy... cmoknął mnie w usta.
Zamarłam, widząc Clary zmierzającą w naszą stronę.
- Hej, Rose. Mam do ciebie sprawę. A kto to? - zapytała, patrząc podejrzliwie na Jonathana.
- Jestem Sebastian. Spotykam się z Rose - powiedział, obejmując mnie w pasie.
- Clary Morgenstern - przedstawiła się, lekko zdezorientowana, ale uprzejma.
- Skoro już się znacie... - zaczęłam, ale Jonathan nie dał mi skończyć.
- Może się przejdziemy i porozmawiamy? - zaproponował z urokiem.
- Chętnie - zgodziła się Clary. Jonathan spojrzał na mnie z uśmiechem. - A z którego instytutu jesteś? - dopytała.
- Z różnych. Byłem w londyńskim, później we Francji. Chwilę siedziałem w Nowym Jorku, gdzie poznałem Rose... na jednej z imprez - odpowiedział, szczerząc się do mnie zuchwale.
- Nic mi o tym nie mówiłaś - rzuciła Clary, szturchając mnie łokciem w żebra.
- Powinniśmy już iść - powiedziałam, ale Jonathan złapał moją rękę. Uśmiechnął się szeroko i zerknął w stronę wyjścia, gdzie stali Alec i Izzy...
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
