Wzięłam kubek kawy, który przygotował Alec, i ruszyłam do pokoju. Usiadłam przy biurku, rozkładając przed sobą stos dokumentów. Na początek - zgony kobiet zakwalifikowane jako samobójstwa. Na szczęście było ich tylko pięć.
Przejrzałam trzy kartoteki. Nic. Wzięłam czwartą - i zamarłam. Na zdjęciu widniała młoda kobieta, blondynka, leżąca w kałuży krwi z rozciętym brzuchem. Cofnęłam dłoń jak poparzona i odłożyłam teczkę. Ostatnią tylko przejrzałam pobieżnie, już bez emocji. Sięgnęłam po kolejne akta - tym razem mężczyzn, którzy zginęli siedemnaście lat temu podczas wojny z Clave.
W połowie przeglądania natknęłam się na znajome nazwisko: Konsul. A dokładniej - jej syn, Stephen Herondale. Serce mi przyspieszyło. W teczce były szczegóły: porzucił żonę, Amatis Herondale, dla Céline Montclaire, która zaszła z nim w ciążę. A potem... samobójstwo. Wszystko do siebie pasowało.
Odsunęłam niepotrzebne papiery, resztę zostawiłam na biurku.
Wtedy usłyszałam kroki - ktoś wszedł do pokoju. Obróciłam się gwałtownie.
- Co tu robisz? - zapytałam, widząc Jace'a w progu.
- Alec mówił, że szukasz informacji o moich rodzicach. Chcę pomóc.
- W porządku. Weź ten karton, idziemy do Konsul - powiedziałam, wskazując ręką.
- Udało ci się coś znaleźć? - spytał.
- Chyba tak.
Skrzywił się.
- To było pytanie zamknięte. Tak albo nie - dodał ostro.
- Jace... To wszystko jest poplątane. Pogadamy u Konsul. Tylko obiecaj, że zachowasz spokój.
Oczekiwałam, że rzuci kartonem, albo zacznie krzyczeć. Tymczasem po prostu wyszedł. Zabrałam papiery z biurka i ruszyłam za nim.
---
Kilka minut później, w biurze Konsul...
- Znalazłaś coś? - zapytała, gdy usiadłam naprzeciwko. Podałam jej dwie teczki. Przejrzała je szybko, marszcząc brwi.
- To niedorzeczne. Jestem tobą zawiedziona - powiedziała sucho, przybita.
- Tak samo jak wtedy, gdy złapałam Valentine'a, prawda? - prychnęłam.
Zmrużyła oczy.
- Po co go tu przyprowadziłaś? Żeby mnie sprowokować?
Zacisnęłam pięść i uderzyłam w biurko.
- Herondale, gdybym była tobą, cieszyłabym się! A ty?! Masz to gdzieś!
- Masz natychmiast przestać! Nie tym tonem! - ryknęła, również waląc dłonią w blat.
- Żartujesz sobie?! Mam dowody! Daty się zgadzają! - krzyknęłam.
- Wyprowadzić ją! - wrzasnęła wściekle.
- Popełniasz ogromny błąd - syknęłam, mierząc ją wzrokiem.
Dwóch Nocnych Łowców wpadło do pomieszczenia i bez słowa chwycili mnie za ramiona. Wyrzucili mnie z budynku. Po chwili dołączył Jace.
- Co się stało? - zapytał, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Konsul nie może zaakceptować faktu, że jesteś jej wnukiem. Przykro mi, Jace...
- Jestem... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Jace Herondale - powiedziałam cicho, zostawiając go samego i wracając do posiadłości Lightwoodów.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
