47.

297 17 0
                                        

Po rozpakowaniu rzeczy uznałam, że najwyższy czas odwiedzić Santiago. Musiałam z nim porozmawiać o postępach Simona.

Zeszłam na dół i opuściłam Instytut. Ulica była cicha, jakby miasto wstrzymało oddech. Weszłam do metra, a po ponad dwóch godzinach jazdy dotarłam wreszcie na miejsce. Gdy stanęłam pod drzwiami apartamentu, okazało się, że są zamknięte. Westchnęłam i zamiast czekać, ruszyłam w stronę domu Simona.

Już miałam zapukać, gdy dobiegł mnie głuchy huk. Serce zabiło mi mocniej. Bez wahania wyjęłam stelę i nakreśliłam znak otwierający - drzwi ustąpiły.

Weszłam ostrożnie, wyciągając miecz. W powietrzu unosił się zapach kurzu i czegoś kwaśnego - krwi? Gdzieś w środku rozległ się cichy szloch. Ruszyłam w stronę pokoju.

Simon siedział przy zniszczonym biurku, otoczony odłamkami szkła. Jego ramiona drżały. Gdy mnie zauważył, uniósł głowę. Oczy miał przekrwione, a kły wysunięte.

- Odejdź! - wrzasnął, zasłaniając usta dłonią.

- Nie zamierzam z tobą dyskutować - odparłam chłodno. Ruchem dłoni naprawiłam roztrzaskane szkło. Odłamki zadrżały i wróciły na miejsce, a biurko złożyło się w całość. Spojrzałam na Simona, próbując wyczytać z jego twarzy, co tak naprawdę się stało.

- Gdzie Raphael? - zapytałam, nie spuszczając z niego wzroku.

Chłopak milczał przez chwilę, potem jego spojrzenie powędrowało w bok.

- Poszedł po krew... zaraz wróci...

Drzwi skrzypnęły i do mieszkania wszedł Raphael, trzymając w rękach butelkę. Spojrzał na mnie zdziwiony.

- Rose? Co ty tu robisz?

Nie odpowiedziałam. Wyrwałam mu butelkę i rzuciłam ją w stronę Simona, który chwycił ją niemal odruchowo.

- On był na głodzie? Jak ty się nim zajmujesz? - zapytałam podniesionym tonem, w którym pobrzmiewała wściekłość.

- Nie jestem jego niańką, tylko nauczycielem - odparł z irytacją.

- To może powinieneś go nauczyć, skąd ma brać krew. Powinien sam potrafić o siebie zadbać!

- To podstawy... - mruknął, przewracając oczami. - Poza tym... co ja ci będę tłumaczył? Uczę go, jak się kontrolować. Nad hipnozą dopiero pracujemy. A jeśli chodzi o krew... nie pomyślałem.

Prychnęłam.

- Świetnie. A propos - doszły mnie słuchy, że stanęłaś w obronie podziemia i przedstawiłaś plan działania w sprawie wampirów.

- Tak, musimy się zjednoczyć. Razem jesteśmy silniejsi - wyjaśniłam, starając się zapanować nad irytacją.

- Co to za plan? - dopytał, patrząc na mnie uważnie.

- Przedstawiłam go Camille podczas rady u Magnusa.

Uśmiechnął się krzywo.

- Serio? Ona przedstawiła go jako swój pomysł.

Przewróciłam oczami z rozdrażnieniem.

- Lubię ją, ale nie nadaje się na przywódcę nowojorskiego klanu.

- A kto się nadaje?

- Ty. Jeśli wojna się skończy, przedstawię plan konsul. O ile... przeżyjemy - dodałam ciszej, a głos mi zadrżał.

Simon podszedł bliżej.

- Jaka wojna?

- Valentin uciekł. Może zaatakować w każdej chwili.

Raphael wtrącił się nagle:

- Dziś odbywa się rada w Idrisie. Z tego co wiem, Magnus ma tam być.

- Skoro on tam będzie, to ja też. Tylko garstka z nas chce przymierza - powiedziałam ponuro.

- Masz cztery godziny - pośpieszył mnie Santiago.

- To się zbieram. - Skinęłam głową i ruszyłam w stronę drzwi. - A ty - spojrzałam na Simona - porozmawiaj z Clary. Martwi się o ciebie.

---

Po długiej podróży wysiadłam niedaleko mieszkania Magnusa. Dom wyglądał jak zwykle - ekstrawagancko i chaotycznie. Gdy weszłam do środka, zobaczyłam czarownika wybierającego garnitur. Zielony w pasy albo biały, cały w cekiny.

- Rose! Dobrze, że jesteś. Szykuję się na spotkanie - oznajmił, poprawiając cekiny.

- Spotkanie rady w Idrisie - doprecyzowałam. - Dla jasności: klasyczny czarny byłby lepszy. A poza tym zabierasz mnie ze sobą.

Zerknął na mnie spod przymrużonych powiek.

- Nie mogę. To spotkanie rady.

- Nie jestem Łowcą Nocy, ale i nie należę do Podziemia. To dotyczy także mnie, Magnus. Broniłam was, pamiętasz?

Westchnął głęboko.

- Nie zależy to ode mnie.

- W porządku. Do zobaczenia. - Obróciłam się na pięcie.

- Pa, biszkopciku - rzucił za mną z uśmiechem.

---

Po powrocie do Instytutu pobiegłam prosto do swojego pokoju. Wyjęłam czarną koszulę i dopasowaną spódnicę. Zrobiłam delikatny makijaż, spięłam włosy w gładki kucyk. Do rozpoczęcia zebrania zostało pięć minut.

Nakreśliłam znak i przeszłam przez portal. Trafiłam pod Salę Anioła, ale była pusta. Zmarszczyłam brwi i stworzyłam nowy portal - tym razem do gabinetu konsul.

W środku byli już wszyscy. Camille, Magnus, przedstawiciel królowej i inni. Konsul spojrzała na mnie zaskoczona, ale skinęła głową.

- Skoro jesteśmy wszyscy, możemy zacząć. Chcę poznać oczekiwania każdej z ras wobec Clave. Jutro spotkamy się ponownie, by przedyskutować to z Radą Nocnych Łowców. Camille, możesz zacząć.

- Szpitale powinny przekazywać nam krew. Wtedy będzie mniej ataków. A dla tych, którzy chcą się bawić... przyziemni przestępcy - mówiła spokojnie.

Westchnęłam, słysząc, jak bezwstydnie przywłaszcza sobie mój plan.

- Faerie chcą spokoju. Nie angażujemy się w konflikt, nie zamierzamy brać udziału w wojnie - oznajmił chłodno czarnowłosy mężczyzna.

- Czarownicy są zmęczeni. Żyjemy własnym życiem, a o zagrożeniach dowiadujemy się z plotek. Clave powinno informować nas na bieżąco - dodał Magnus.

Konsul spojrzała na mnie.

- Rose, coś do dodania?

- To, co już pani wcześniej powiedziałam - odpowiedziałam krótko.

- W porządku. Jutro kolejne zebranie. Wasza obecność jest obowiązkowa. Możecie odejść.

Wszyscy opuścili salę. Zostałam.

- Coś jeszcze?

- Proszę zaprosić Jace'a do Idrisu. Powinna pani z nim porozmawiać przed spotkaniem.

- Już rozmawiałam - westchnęła.

- Ale nie ma po rodzicach żadnej pamiątki. Może da mu pani coś, co do nich należało?

- Przemyślę to. A twój plan... jeśli chodzi o Żelazne Siostry - jest realizowany. Wieże są naprawione, bariera również.

- Dziękuję. Do widzenia.

---

Magnus czekał przed budynkiem.

- Jesteś uparta - mruknął z rozbawieniem.

- I będę tu jutro. A teraz... - nakreśliłam znak i otworzyłam portal. - Mam trening.

Po chwili stałam już w swoim pokoju. Zmyłam makijaż, przebrałam się w strój do ćwiczeń i związałam włosy. Gotowa, ruszyłam na salę treningową. Czas zrzucić z siebie napięcie - w ten czy inny sposób.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz