Po rozpakowaniu rzeczy uznałam, że najwyższy czas odwiedzić Santiago. Musiałam z nim porozmawiać o postępach Simona.
Zeszłam na dół i opuściłam Instytut. Ulica była cicha, jakby miasto wstrzymało oddech. Weszłam do metra, a po ponad dwóch godzinach jazdy dotarłam wreszcie na miejsce. Gdy stanęłam pod drzwiami apartamentu, okazało się, że są zamknięte. Westchnęłam i zamiast czekać, ruszyłam w stronę domu Simona.
Już miałam zapukać, gdy dobiegł mnie głuchy huk. Serce zabiło mi mocniej. Bez wahania wyjęłam stelę i nakreśliłam znak otwierający - drzwi ustąpiły.
Weszłam ostrożnie, wyciągając miecz. W powietrzu unosił się zapach kurzu i czegoś kwaśnego - krwi? Gdzieś w środku rozległ się cichy szloch. Ruszyłam w stronę pokoju.
Simon siedział przy zniszczonym biurku, otoczony odłamkami szkła. Jego ramiona drżały. Gdy mnie zauważył, uniósł głowę. Oczy miał przekrwione, a kły wysunięte.
- Odejdź! - wrzasnął, zasłaniając usta dłonią.
- Nie zamierzam z tobą dyskutować - odparłam chłodno. Ruchem dłoni naprawiłam roztrzaskane szkło. Odłamki zadrżały i wróciły na miejsce, a biurko złożyło się w całość. Spojrzałam na Simona, próbując wyczytać z jego twarzy, co tak naprawdę się stało.
- Gdzie Raphael? - zapytałam, nie spuszczając z niego wzroku.
Chłopak milczał przez chwilę, potem jego spojrzenie powędrowało w bok.
- Poszedł po krew... zaraz wróci...
Drzwi skrzypnęły i do mieszkania wszedł Raphael, trzymając w rękach butelkę. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Rose? Co ty tu robisz?
Nie odpowiedziałam. Wyrwałam mu butelkę i rzuciłam ją w stronę Simona, który chwycił ją niemal odruchowo.
- On był na głodzie? Jak ty się nim zajmujesz? - zapytałam podniesionym tonem, w którym pobrzmiewała wściekłość.
- Nie jestem jego niańką, tylko nauczycielem - odparł z irytacją.
- To może powinieneś go nauczyć, skąd ma brać krew. Powinien sam potrafić o siebie zadbać!
- To podstawy... - mruknął, przewracając oczami. - Poza tym... co ja ci będę tłumaczył? Uczę go, jak się kontrolować. Nad hipnozą dopiero pracujemy. A jeśli chodzi o krew... nie pomyślałem.
Prychnęłam.
- Świetnie. A propos - doszły mnie słuchy, że stanęłaś w obronie podziemia i przedstawiłaś plan działania w sprawie wampirów.
- Tak, musimy się zjednoczyć. Razem jesteśmy silniejsi - wyjaśniłam, starając się zapanować nad irytacją.
- Co to za plan? - dopytał, patrząc na mnie uważnie.
- Przedstawiłam go Camille podczas rady u Magnusa.
Uśmiechnął się krzywo.
- Serio? Ona przedstawiła go jako swój pomysł.
Przewróciłam oczami z rozdrażnieniem.
- Lubię ją, ale nie nadaje się na przywódcę nowojorskiego klanu.
- A kto się nadaje?
- Ty. Jeśli wojna się skończy, przedstawię plan konsul. O ile... przeżyjemy - dodałam ciszej, a głos mi zadrżał.
Simon podszedł bliżej.
- Jaka wojna?
- Valentin uciekł. Może zaatakować w każdej chwili.
Raphael wtrącił się nagle:
- Dziś odbywa się rada w Idrisie. Z tego co wiem, Magnus ma tam być.
- Skoro on tam będzie, to ja też. Tylko garstka z nas chce przymierza - powiedziałam ponuro.
- Masz cztery godziny - pośpieszył mnie Santiago.
- To się zbieram. - Skinęłam głową i ruszyłam w stronę drzwi. - A ty - spojrzałam na Simona - porozmawiaj z Clary. Martwi się o ciebie.
---
Po długiej podróży wysiadłam niedaleko mieszkania Magnusa. Dom wyglądał jak zwykle - ekstrawagancko i chaotycznie. Gdy weszłam do środka, zobaczyłam czarownika wybierającego garnitur. Zielony w pasy albo biały, cały w cekiny.
- Rose! Dobrze, że jesteś. Szykuję się na spotkanie - oznajmił, poprawiając cekiny.
- Spotkanie rady w Idrisie - doprecyzowałam. - Dla jasności: klasyczny czarny byłby lepszy. A poza tym zabierasz mnie ze sobą.
Zerknął na mnie spod przymrużonych powiek.
- Nie mogę. To spotkanie rady.
- Nie jestem Łowcą Nocy, ale i nie należę do Podziemia. To dotyczy także mnie, Magnus. Broniłam was, pamiętasz?
Westchnął głęboko.
- Nie zależy to ode mnie.
- W porządku. Do zobaczenia. - Obróciłam się na pięcie.
- Pa, biszkopciku - rzucił za mną z uśmiechem.
---
Po powrocie do Instytutu pobiegłam prosto do swojego pokoju. Wyjęłam czarną koszulę i dopasowaną spódnicę. Zrobiłam delikatny makijaż, spięłam włosy w gładki kucyk. Do rozpoczęcia zebrania zostało pięć minut.
Nakreśliłam znak i przeszłam przez portal. Trafiłam pod Salę Anioła, ale była pusta. Zmarszczyłam brwi i stworzyłam nowy portal - tym razem do gabinetu konsul.
W środku byli już wszyscy. Camille, Magnus, przedstawiciel królowej i inni. Konsul spojrzała na mnie zaskoczona, ale skinęła głową.
- Skoro jesteśmy wszyscy, możemy zacząć. Chcę poznać oczekiwania każdej z ras wobec Clave. Jutro spotkamy się ponownie, by przedyskutować to z Radą Nocnych Łowców. Camille, możesz zacząć.
- Szpitale powinny przekazywać nam krew. Wtedy będzie mniej ataków. A dla tych, którzy chcą się bawić... przyziemni przestępcy - mówiła spokojnie.
Westchnęłam, słysząc, jak bezwstydnie przywłaszcza sobie mój plan.
- Faerie chcą spokoju. Nie angażujemy się w konflikt, nie zamierzamy brać udziału w wojnie - oznajmił chłodno czarnowłosy mężczyzna.
- Czarownicy są zmęczeni. Żyjemy własnym życiem, a o zagrożeniach dowiadujemy się z plotek. Clave powinno informować nas na bieżąco - dodał Magnus.
Konsul spojrzała na mnie.
- Rose, coś do dodania?
- To, co już pani wcześniej powiedziałam - odpowiedziałam krótko.
- W porządku. Jutro kolejne zebranie. Wasza obecność jest obowiązkowa. Możecie odejść.
Wszyscy opuścili salę. Zostałam.
- Coś jeszcze?
- Proszę zaprosić Jace'a do Idrisu. Powinna pani z nim porozmawiać przed spotkaniem.
- Już rozmawiałam - westchnęła.
- Ale nie ma po rodzicach żadnej pamiątki. Może da mu pani coś, co do nich należało?
- Przemyślę to. A twój plan... jeśli chodzi o Żelazne Siostry - jest realizowany. Wieże są naprawione, bariera również.
- Dziękuję. Do widzenia.
---
Magnus czekał przed budynkiem.
- Jesteś uparta - mruknął z rozbawieniem.
- I będę tu jutro. A teraz... - nakreśliłam znak i otworzyłam portal. - Mam trening.
Po chwili stałam już w swoim pokoju. Zmyłam makijaż, przebrałam się w strój do ćwiczeń i związałam włosy. Gotowa, ruszyłam na salę treningową. Czas zrzucić z siebie napięcie - w ten czy inny sposób.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
Fiksi PenggemarRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
