27.

509 20 0
                                        

Przyglądałam się im uważnie. Mężczyzna był w podeszłym wieku - jego włosy nie miały już nic wspólnego z blondem, dawno posiwiały. Rysy twarzy wyostrzyły się od gniewu i lat spędzonych na intrygach.

- Słyszałeś, co powiedziałem?! Znajdź ją i zabij, nieważne, co powie Jonathan! To ja cię stworzyłem!!! - ryknął, a echo jego głosu odbiło się echem od ścian.

Miałam rację. I co teraz? Trudno, wchodzę. Bez chwili wahania rozwaliłam szybę i wskoczyłam do środka.

- Valentine Morgenstern. Musimy porozmawiać - powiedziałam chłodno, mierząc go spojrzeniem.

Odwrócił się powoli. Uśmiech nie sięgał jego oczu.

- Gold. Żyjesz? Dziwne... Moi ludzie zwykle nie zawodzą. Chyba że ktoś cię chroni - jego głos był jak ostrze, a spojrzenie przeszywające.

- Odpowiesz mi na kilka pytań. Potem możesz mnie zabić - zaproponowałam, wzrok utkwiony w jego twarzy.

- Kusząca propozycja - zaśmiał się cicho.

- Kim jest Jace? To Herondale, prawda? -Spytała będąc pewna tego że mam rację

Spojrzał na mnie z mieszaniną rozbawienia i pogardy.

- To mój syn. Wychowałem go - Odparł

- Kłamiesz. Jonathan to twój syn. Wysłałeś go do Edomu, do Lilith, matki demonów - Zaczełam

Milczał przez chwilę, po czym skinął głową z uznaniem.

- Sprytniejsza niż myślałem. - uśmiechnął się, ale jego oczy nadal były lodowate.

"Uciekaj." Głos w mojej głowie był ostrzeżeniem.

- Tak, jestem. A ty? Ty jesteś słaby - syknęłam, obserwując jego reakcję.

- Do zobaczenia wkrótce, aniołku - Odparł uśmiechając się

Nocni Łowcy wbiegli do pomieszczenia. Obok Valentine'a rozbłysnął portal. Rzuciłam się w jego stronę, ale ktoś złapał mnie za ramię. Portal zniknął tuż przed moim nosem. Nagle poczułam, jak moje ciało sztywnieje. Spojrzałam w dół. Z brzucha wystawała kula.

"Nie waż się umierać!!! Musisz żyć!!!"

Zamknęłam oczy. Słyszałam krzyki Nicka, jego głos ścierający się z głosem Aleca...

Gdy otworzyłam powieki, byłam słaba jak nigdy dotąd. Zamrugałam kilka razy. Runy na moim ciele zabłysły złotym światłem, ból zelżał. Usiadłam. W pomieszczeniu panowała cisza. Nikogo przy mnie nie było. To bolało bardziej niż rana.

Brzuch miałam owinięty bandażem. Nie wiedziałam, ile czasu minęło. Wstałam i powoli, chwiejnym krokiem, poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam czarne rurki, luźny sweter i ruszyłam do łazienki. Zmyłam z siebie krew i słabość, przebrałam się.

W bibliotece panowała napięta cisza. Moi znajomi patrzyli na mnie, jakby zobaczyli ducha.

- Co jest? Ile spałam? - zapytałam niepewnie.

- Tydzień - odpowiedziała Izzy.

- Byliście w Idrisie? - dopytałam.

- Konsul przełożyła termin. Mamy czas do piątku - powiedział Alec.

- Co się właściwie stało? - spojrzałam na Jace'a, przybranego syna Morgensterna.

- Valentine cię postrzelił... Tą samą kulą, która trafiła tutaj tydzień temu - odparł cicho.

- Jak się czujesz? - zapytałam Izzy.

- Dobrze. - Odetchnęłam i zaczęłam opowiadać. - Znalazłam Valentine'a przypadkiem. Przyznał, że wysyłał swoich ludzi, by mnie zabić.

- Co ci jeszcze powiedział? - zapytał Jace.

- Że jesteś jego synem. Że cię wychowywał. Ale coś się nie zgadza. Jonathan został wysłany do Edomu. Valentine wtedy skupił się na... tobie. Nie wiem, skąd się wziąłeś. Może Jocelyn wie. Albo Gabriel.

- Gabriel? - powtórzył Alec z niedowierzaniem.

- Anioł, który woła o pomoc. Jest w Idrisie - powiedziałam, krzyżując ręce na piersi.

- Zataiłaś to przed nami?! - Alec podniósł głos. - Gdybyś zginęła, nie mielibyśmy nic!

- Alec, nie zaczynaj - wtrąciła się Isabelle. Nick stanął przy mnie. Jego obecność działała jak tarcza.

Blondyn zawsze mnie bronił. Gdy sytuacja robiła się trudna, pojawiał się obok jak anioł stróż.

- Co się wydarzyło, gdy spałam? - zapytałam. Nikt nie odpowiedział. - Do cholery, co się stało?! - krzyknęłam, patrząc to na Nicka, to na resztę.

- Nic - zaczął Alec, ale Nick przyglądał się mu z chłodnym dystansem.

- Nic?! Gdyby nie ja, byłoby po niej! Bo uznałeś, że trzeba ją zostawić w...

- Co?! - wyszeptałam. - Dlaczego?!

- Zobaczył cię w klubie z jakimś facetem. Śledził cię. Tydzień temu poszedłem za nim... - Nick odwrócił wzrok.

Spojrzałam na Aleca, a w piersi wezbrał gniew.

- Rose, to nie tak... - zaczął, ale przerwałam mu chłodno

- Nie interesuje mnie to , -Odparłam chłodno- Co ustaliliście o Valentine'ie?-Spytałam

- Widziano go w Paryżu, potem w kilku innych miastach. Trudno go namierzyć - wyjaśnił Jace.

- Dopóki ma dostęp do anielskiej krwi, będzie tworzył armię. Powiadomcie Konsul, że jutro rano ruszamy.-odparłam

- Załatwię to - powiedziała Izzy.

- Jeszcze coś?-Spytałam przyglądając się znajomym

- Ktoś morduje ludzi w Nowym Jorku. Wszyscy należeli do gangu. Najpierw zginął ich szef, potem reszta - dodał Jace.

Obraz wrócił , łysol z klubu. Rudy chłopak. Zrobiło mi się słabo, ale nie dałam tego po sobie poznać.

Jonathan morduje... przeze mnie.

- Przy ciałach była demoniczna krew - powiedziała Isabelle.

- Zajmę się tym - rzuciłam.

- Pójdę z tobą - zaoferował Nick.

- Nie - uśmiechnęłam się lekko. - Wiem, kto to zrobił. Załatwię to sama.

- Znowu coś ukrywasz? - zapytał podejrzliwie Alec.

Wyjęłam stele i zniszczyłam znak gwiazdy na nadgarstku Zniknął.

- Ja nic. A ty? Masz coś jeszcze do dodania? - uniosłam brew.

- Nie - odpowiedział krótko.

- To nie. Nick, chodź. Przydasz mi się- Odparłam zerkając na przyjaciela

Blondyn uśmiechnął się z zadowoleniem.

- Przed chwilą nie chciałaś jego pomocy - zauważył Alec.

- Już ci nie ufam - rzuciłam ostro, zerkając na niego przelotnie. - Gdzie Sebastian?

- W Idrisie. Czeka na nas - odpowiedzieli.

Kiwnęłam głową. Nie wiedzieli, co zrobił. Trudno. Nie obchodzi mnie to. Skoro go tu nie ma czuję się bezpieczniejsza.

- Sprawdziliście opuszczone budynki? -Dopytałam

- Tak. I nic - przyznał zrezygnowany Jace.

- Znam kogoś, kto może wiedzieć więcej. Pogadam z nim po drodze- Odparłam zamyślona

Opuściliśmy Instytut. Szłam z Nickiem w stronę metra. Przede mną była walka. Ale tym razem... byłam gotowa.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz