Usiadłam na jego biurku. Jace stanął kawałek dalej, nie spuszczając ze mnie wzroku. W jego spojrzeniu kryło się zaskoczenie, ale i coś jeszcze - ostrożna gotowość na prawdę, której się spodziewał, ale której się też bał.
- Jace... Na początek chciałam cię przeprosić - powiedziałam cicho, patrząc mu prosto w oczy. Zmarszczył brwi. - Nie powinnam ukrywać przed tobą prawdy. Jeśli chcesz na mnie nakrzyczeć, proszę bardzo. Wyrzuć to z siebie, krzycz, ile chcesz.
- Nie będę na ciebie krzyczał - odpowiedział z zaskakującą łagodnością. - Na początku byłem wściekły... ale teraz... - urwał, szukając słów. - Teraz chcę tylko, żebyś odpowiedziała mi szczerze. Tylko tyle.
Skinęłam głową.
- Co chcesz wiedzieć?
- Czy naprawdę nie jestem synem Valentina?
W jego głosie drżała niepewność, jakby bał się, że zaprzeczę. A jednak:
- Nie jesteś. Wychowywał cię, ale nie jesteś jego synem - odparłam spokojnie.
Zmarszczył czoło.
- Dlaczego mnie uratował? Co takiego widział we mnie?
- Masz w sobie odrobinę anielskiej krwi. Chciał cię wykorzystać, bo nie miał pod ręką Jonathana - powiedziałam szczerze.
- Ale czemu nie mam takich zdolności jak ty?
Wzruszyłam ramionami, a w mojej dłoni zapłonął niebiański ogień.
- Clary tworzy nowe runy. Ty... twoje moce mogą ujawniać się tylko w walce. Poza tym, ja urodziłam się z taką mocą. Ty zostałeś nią nasycony przez Valentina. To nie to samo.
- Nie mam skrzydeł, ani ognia - mruknął, a ja zgasiłam płomień.
- Bo jesteś synem Nocnych Łowców. Ja jestem córką anioła - westchnęłam ciężko.
- Czyli... ja i Clary nie jesteśmy rodzeństwem?
- Nie. Na litość, Jace, kto cię uczył genetyki? - prychnęłam, próbując rozładować napięcie.
Uśmiechnął się z ulgą, ale zaraz spoważniał.
- Ukrywasz jeszcze coś? Coś, czego nie powiedziałaś o Valentinie?
Zawahałam się. Obiecałam być szczera. Przełknęłam ślinę.
- Tak. Dowiecie się wszystkiego... po jego śmierci.
- Powinnaś powiedzieć prawdę - wyszeptał.
- Nie mogę ryzykować zdjęcia run. Nie teraz. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? - zapytałam, nieco podenerwowana.
- Tak. Powiedz mi... dlaczego odpychasz Aleca? Widział cię z kimś innym, a ty go od siebie odsunęłaś.
Zacisnęłam pięści.
- Nie pogrywam z nim. Odsuwam go, bo chcę go chronić.
- Ale dlaczego? On cię kocha - powiedział, po chwili ciszy. - I widać, że to odwzajemniasz.
- Właśnie dlatego - uniosłam głos. - Gdyby mnie naprawdę pokochał, a potem... zobaczył moje martwe ciało... Nie chcę, żeby cierpiał. Niech mnie nienawidzi. Byle nie cierpiał.
Jace spojrzał na mnie jakby pierwszy raz mnie widział.
- Jesteś bardziej walnięta niż ja - mruknął.
Podniosłam się z biurka.
- Nie musisz mi tego przypominać. Zawarłam pakt z diabłem, żeby was chronić. I nie zrobiłabym tego, gdyby mi na was nie zależało. Na Alec'u. Na Izzy. Na Clary. Na tobie.
- Jaki pakt? - zapytał podejrzliwie.
Wywróciłam oczami.
- Dowiesz się... kiedy będzie trzeba.
- Dlaczego nie poprosiłaś nas o pomoc?
Złapał mnie za ramię. Spojrzałam mu w oczy, już bez gniewu - tylko ze zmęczeniem.
- Bo nie zniosłabym, gdyby przez to ktoś z was ucierpiał. Jace, współczuję ci z powodu twoich rodziców. Cieszę się, że lepiej się czujesz... ale muszę już iść.
- Dokąd?
- Do siebie - odpowiedziałam i uwolniłam się z jego uścisku.
- Dzięki za rozmowę - rzuciłam smutno, zamykając za sobą drzwi.
Jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. Okłamuję ich, żeby ich chronić. Idiotyczne. Jestem idiotką. Narwaną idiotką... zakochaną w mordercy.
---
- Rose! - Max wbiegł na korytarz. - Ktoś wszedł do twojego pokoju!
Spojrzałam na niego, ocierając łzę.
- Pewnie ci się przewidziało, młody.
- Nie! Mówię prawdę!
Kucnęłam przy nim, uśmiechając się lekko.
- Pewnie jesteś zmęczony. Ja też mam zwidy po treningach.
- Sprawdź pokój - uparł się. - Nie kłamię.
- Dobra. Sprawdzę, przebiorę się i przyjdę na salę treningową. Nauczę cię czegoś nowego. Zgoda?
- Ale jeśli nie zejdziesz, idę po Izzy - zagroził.
- Zgoda - westchnęłam i czochrałam jego włosy.
Ruszyłam w stronę pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi... i zamarłam. Przy biurku stał nieznajomy mężczyzna.
- Zdejmiesz barierę - powiedział cicho - albo jeden z Lightwoodów zginie.
- Zabiję cię - warknęłam.
- Zdejmij ją! - wrzasnął, łapiąc mnie za gardło.
Zamknęłam oczy, skupiając się na Valentinie. Pstryknęłam palcami. Bariera zniknęła. Otworzyłam oczy. Stał przede mną. Otworzyłam drzwi i z całej siły wypchnęłam go na korytarz.
Usłyszałam kroki. Ktoś wbiegał po schodach.
Chwyciłam intruza i zrzuciłam go ze schodów.
- Rose?! - Alec podbiegł do niego. - Kto to?
- Człowiek Valentina - odpowiedziałam, kłamiąc bez zawahania. - To on kręcił się w pobliżu. Max miał rację.
- Ty przeklęta diablico! - wrzasnął. Kopnęłam go w twarz.
- Pogadasz sobie z Clave.
- Rose, jesteś blada - Alec spojrzał na mnie z troską.
Wyjęłam telefon dzwoniąc do konsul
- Halo?
- Człowiek Valentina został schwytany. Chciał mnie zabić. Przyślijcie tu kogoś - rzuciłam szybko, po czym się rozłączyłam.
Nagle mężczyzna wyciągnął sztylet celując w Alec'a
- Nie! - krzyknęłam, wystawiając dłoń. Fala mocy wyrzuciła go przez drzwi jak pocisk.
Spojrzałam na Aleca. Był w szoku. Ja też.
- Rose... - szepnął.
A ja tylko milczałam. Płomień wewnątrz mnie znów się obudził.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
