28.

476 20 0
                                        


Po trzech godzinach marszu byłam zaledwie dwa kilometry od klubu. Zmęczona, ale skupiona, spojrzałam na Nicka.

- Rozdzielamy się, jasne? - rzuciłam, zerkając w stronę blondyna, który szedł krok za mną.

Zmarszczył brwi, westchnął ciężko.

- Niby gdzie? Powinienem...- Zaczął ale mu przerwałam

- Zamknij się i słuchaj - przerwałam mu ostro. - Raphael Santiago mieszka pięć kilometrów stąd, w apartamencie. Wysłałam ci adres. - Spojrzałam mu prosto w oczy. - Dasz radę. I powiedz, że jesteś ode mnie. Inaczej może się to źle skończyć.

Nick zmrużył oczy, ale skinął głową.

- Spotykamy się za dwie godziny przed wejściem do metra. Pasuje?- Spytałam

- Tak -Odparł

Chłopak odwrócił się i po chwili zniknął za zakrętem, zostawiając mnie samą z ciężarem tej nocy.

Stanęłam przed drzwiami mieszkania Jonathana. Zapukałam. Cisza. Spróbowałam ponownie - tym razem klamka drgnęła. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. W progu stanął on - zakrwawiony, blady, a jego spojrzenie było rozbiegane i puste.

- Vanesso... nie zrozumiesz. Nie jestem człowiekiem. Uznałabyś mnie za wariata - powiedział cicho, jakby się wstydził.

Udawał. Grał przede mną swoją rolę. Myślał, że nie wiem, kim naprawdę jest.

Zerknęłam za jego ramię do kuchni - dwa ciała leżały na podłodze, bez życia. Krew tworzyła kałużę, w której odbijało się drżące światło lampy.

- Skąd ta krew? - zapytałam chłodno.

- Przepraszam. Musiałem... Demon tego chciał. Nie potrafię go wypędzić... - bełkotał, kłamiąc w żywe oczy.

Typowe. Ale jeśli chce grać, to mogę się pobawić.

- Co ćpałeś?! - podniosłam głos, choć w środku już wiedziałam.

Spojrzał na mnie i uśmiechnął się przekornie.

- Ciebie - Zmrużyłam oczy. - Nie jesteś zaskoczona tym, co zobaczyłaś - zauważył zaintrygowany.

Bez słowa podeszłam do niego, oplotłam ramionami jego szyję i pocałowałam. Świat wokół nas jakby zadrżał, kruszył się. Oderwałam się w ostatniej chwili, przeczuwając, że granica między uczuciem a katastrofą jest cienka.

- To ty - wyszeptałam.

- A któż by inny? - odpowiedział z uśmiechem, który mógłby przeszyć stal.

- Po co to wszystko, Jonathanie? - zapytałam z wyrzutem.

- To ty uczyniłaś mnie słabym - warknął, zaciskając szczękę.

- Jesteś naiwny. Pokonamy twojego ojca razem - Odparłam

- Nie tknę go. Wtedy będziesz musiała zginąć - rzucił, patrząc na martwe ciała, a potem wracając wzrokiem do mnie.

Wyciągnęłam zza pasa nóż i rzuciłam w jego stronę. Złapał go bez trudu.

- Proszę, zabij mnie teraz! - krzyknęłam. - No dalej! Dawaj, diable!

W jednej chwili znalazł się przy mnie. Ostrze przy moim gardle.

- Ostatnie słowo? - syknął, oczy pełne wściekłości.

- Czujesz to samo co ja, prawda? - spojrzałam mu głęboko w oczy, nie odrywając wzroku od jego czarnych źrenic. - Odpowiedz.

Wbił nóż w ścianę tuż obok mojej głowy.

- Niestety - uśmiechnął się półgębkiem - osłabiłaś demona.

- Razem jesteśmy silniejsi - powiedziałam spokojnie.

- Gdy Valentine zginie, zabiję cię - ryknął, waląc pięścią w blat. Drewno pękło z trzaskiem.

- Nie musisz - odpowiedziałam łagodnie, wpatrując się w niego.

- Muszę. Zawarliśmy pakt- Mówiąc to spojrzał mi prosto w oczy

- Zerwijmy go -Odparłam szeptem

- Nie da się - odparł beznamiętnie.

- Zmieńmy zasady. Chyba potrafisz?- Zaproponowałam

Podeszłam bliżej. Pogładził mnie po policzku, jego dotyk był miękki, ale drżał lekko.

- Boisz się? Śmierci?-Spytał

- Nie - powiedziałam krótko. - Wrócę do nieba. A wtedy już nigdy się nie spotkamy. Poza tym... tam pewnie roi się od świętoszków. A ja do nich nie należę.-Wyjaśniłam

- I to w tobie uwielbiam - mruknął. - Wyglądasz jak anioł, ale masz w sobie piekielny ogień.

Przesunął kosmyk moich włosów za ucho.

- Zmieniamy pakt? -Dopytałam

- Tak. Po zabiciu Valentine'a zostajesz ze mną... do końca moich dni - zaproponował.

- Zgoda - Odparłam

Uścisnęliśmy dłonie. Na naszych nadgarstkach rozbłysnął symbol nieskończoności.

- Valentine jest w Idrisie - dodał cicho.

- Wiem. Jutro tam jadę- Zamyśliłam się na chwilę, po czym spojrzałam na ciała.- Trzeba się ich pozbyć.

Wyciągnęłam stele i narysowałam runę niewidzialności najpierw na jego skórze, potem na swojej.

- Oblej mieszkanie benzyną. Ja włączę kuchenkę -Nakazałam

Skinął głową. Po pięciu minutach wszystko było gotowe. W mieszkaniu śmierdziało paliwem, kuchenka cicho brzęczała. Wyszłam na klatkę, rzuciłam zapałkę, nacisnęłam alarm i razem uciekliśmy w ciemny zaułek.

Z oddali patrzyliśmy na buchające płomienie.

- Do zobaczenia, aniołku - szepnął z lekkim uśmiechem.

- Żegnaj, demonie - odparłam, nie odwracając głowy.

- "Diable" brzmiało lepiej - zaśmiał się cicho.

Spojrzałam na niego.

- Zabiłeś gang, prawda? -Spytałam

- Tak. I nie tylko - odparł i przycisnął mnie do ściany, całując z pasją i gniewem. Po chwili się odsunął.

- Mój anioł.- Szepnął

I zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu.

Wyszłam z zaułka i ruszyłam do apartamentu Rafaela. Weszłam jak do siebie. W salonie siedział on  elegancki, jak zawsze  w towarzystwie kilku swoich ludzi. Rozmawiali z Nickiem.

- Hej, Raf - rzuciłam.

Wampir zmaterializował się obok mnie, ujął moją dłoń i pocałował ją z szarmanckim uśmiechem.

- Witaj, Rose. On jest od ciebie, prawda? - wskazał głową blondyna.

- Tak. Powiedz, co wiesz. - Odparłam

- O kim?- Spytał

- Ludzie Valentine'a.- Wyjaśniłam

Zmarszczył brwi, po czym odpowiedział

- Nie ma ich w Nowym Jorku od tygodnia. - Odparł

- Dzięki. Jestem ci winna przysługę. Jeśli kiedyś będziesz potrzebował płatnego mordercy - zadzwoń - rzuciłam z uśmiechem, zerkając na Waylanda. - Zwijamy się.

- Na pewno zadzwonię. Do zobaczenia - odparł Hiszpan, unosząc lampkę wina w geście pożegnania.

Wyszliśmy razem z Nickiem i wsiedliśmy do metra. Nowy rozdział właśnie się zaczynał.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz