29.

458 25 0
                                        


Wróciliśmy, gdy nad miastem zdążył już zapaść zmrok. Zatrzymałam Nicka tuż przed wejściem do instytutu.

- Musimy porozmawiać - zaczęłam cicho, patrząc mu prosto w oczy. Przez chwilę tylko mi się przyglądał, marszcząc lekko brwi.

- Złapałaś mordercę? - spytał, zerkając przez ramię, jakby spodziewał się, że ktoś wyskoczy zza rogu.

- Nie - odpowiedziałam krótko.

Uniósł brew.

- Zawaliłaś? Ty?- Spytał zaskoczony

Skinęłam głową na znak potwierdzenia

- Tak. Ale nie bez powodu. Musimy powiedzieć reszcie. -Wyjaśniłam

Weszliśmy do biblioteki. Reszta siedziała przy stole zawalonym papierami, zanurzeni w notatkach, jakby próbowali ułożyć sens ze skrawków chaosu.

"Rana słońce"

Po chwili wyszłam. Pociągnęłam za materiał golfu, odsłaniając skórę. Zdjęłam bandaż - rana zniknęła. Uśmiechnęłam się lekko, niemal niezauważalnie. Wróciłam do środka i wyrzuciłam opatrunek do kosza.

- Nick mówił, że zawaliłaś - odezwał się Jace, bez zbędnych wstępów.

- Puściłam mordercę - powiedziałam spokojnie. - W zamian za informację o tym, gdzie ukrywa się Valentine.

- Nie masz pewności.- Jace zmarszczył czoło.

- Mam - odpowiedziałam pewnym tonem.

- Na słowo? - prychnął. - Nikomu się nie ufa na słowo.

- Jemu można - rzuciłam bez cienia wahania.

- Podaj jeden konkretny powód - wtrąciła się Izzy, mrużąc podejrzliwie oczy.

- Mam z nim układ.- Odparłam

Alec wstał gwałtownie z krzesła.

- Jaki znowu układ?!- Krzyknął

Wzięłam głęboki oddech.

- Gdy Valentine zginie...- Zaczęłam ale głos Jonathana w mojej głowie mi przerwał

"Cicho bądź"

Uniknęłam ich spojrzeń.

- Odchodzę. To wszystko. Teraz... przepraszam, muszę się wyspać. Jutro ruszamy do Idrisu- Odparłam wzdychając

"Ładnie wybrnęłaś."

Wyszłam z biblioteki i wróciłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, zdjęłam z łóżka piżamę i poszłam pod prysznic. Po kąpieli założyłam krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawem, narzuciłam na siebie szlafrok i wsunęłam botki.

Zeszłam do kuchni, mając ochotę na coś ciepłego. Wstawiłam wodę, sięgnęłam po kubek i wrzuciłam do środka dwa plasterki cytryny. Wtedy drzwi skrzypnęły i do środka weszła Clary. Usiadła przy blacie, wyraźnie zamyślona.

Bez słowa przygotowałam jej herbatę. Gdy woda zawrzała, zalałam oba kubki, odstawiłam czajnik i postawiłam napój przed dziewczyną. Usiadłam naprzeciwko.

- Co się dzieje? - zapytałam delikatnie.

Clary podniosła wzrok. W jej oczach była burza emocji.

- Chodzi o Jace'a. Chciałam z nim porozmawiać, ale on wciąż to odwleka. Wypiera to, co się między nami dzieje... A ja... ja go kocham. Ale to chore. To przecież mój brat.

"Nawet się nie waż. Dowie się, ale nie teraz."-Odparł głos Jonathana w mojej głowie

Westchnęłam.

- Znam go dłużej. I wiem, że z tobą porozmawia. Jace, gdy już się na czymś skupi, nie widzi niczego innego. Teraz najważniejsze dla niego jest dorwanie Valentine'a. Ale gdy to się skończy... porozmawiacie. Wszystko sobie wyjaśnicie.

Clary ujęła moją dłoń.

- Dziękuję... ale szczerze wątpię - powiedziała, uśmiechając się smutno.

- Wiem, że trenujesz z Izzy. Uczysz się o Nocnych Łowcach, mimo sprzeciwu Jocelyn... - Spojrzałam jej głęboko w oczy. - Rób to, co czujesz. Nie to, co chcą inni. Tylko to moje zdanie.

Clary kiwnęła głową.

- Chcę się szkolić. Wiedzieć więcej. I... pogodzić się z mamą. - Wyjaśniła

- A o co się pokłóciłyście? -Spytałam

Upiłam łyk wody z cytryną.

- O ten świat. Mama nie chce, żebym była jego częścią - powiedziała cicho, po czym na chwilę się zamyśliła.

- Powiedz jej, co ty o tym sądzisz. Może i bywa surowa, nadopiekuńcza... ale kocha cię. Choć okazuje to w dość pokrętny sposób - uśmiechnęłam się ciepło.

- Dziękuję za rozmowę. Jest późno, muszę wracać do domu - wstała z krzesła.

- Sama nie pójdziesz. Zadzwoń po Luke'a.

- Nie może. Jest z mamą, nie opuszcza jej na krok. - Wyjaśniła

- W takim razie zostajesz tu. Nie puszczę cię samej. Trzeba tylko zadzwonić do Jocelyn.

Podała mi swój telefon. Szybko wybrałam numer mamy Clary

- Clary, gdzie jesteś? Jest późno - głos Jocelyn brzmiał zmartwienie i napięcie.

- Dobry wieczór - odezwałam się grzecznie.

- Kto mówi? - Spytała zaniepokojona

- Rose Gold. To ja wybudziłam panią ze śpiączki. - Wyjaśniłam

- Tak, pamiętam. Gdzie jest Clary?- Spytała

- Ze mną, w instytucie. Zostanie tu na noc. Jutro rano osobiście ją odwiozę. - Wyjaśniłam

- Nie ma mowy! - odpowiedziała natychmiast, stanowczo.

- Czyli chce pani ją narażać na samotny powrót? A z tym wiąże się ryzyko: demony, ludzie Valentine'a... - Mówiłam spokojnie, ale pewnym tonem.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

- Clary musi być bezpieczna - wyszeptała w końcu.

- Zadbam o to. Może mi pani zaufać. - Wyjaśniłam spokojnie

- Dobrze. Ale rano ma być w domu. -Odparła Jocelyn

- Oczywiście. Dobranoc.

Rozłączyłam się i oddałam Clary telefon.

- I? - spytała z nadzieją.

- Zostajesz. Ale rano odwiozę cię do domu. - Wyjaśniłam

Clary westchnęła.
- Nie mam ciuchów, a Isabelle... cóż, jej styl jest... wyzywający.

- Znajdziemy coś u mnie - wzruszyłam ramionami.

Siedziałyśmy jeszcze chwilę w kuchni, popijając herbatę i rozmawiając o postępach Simona w oswajaniu się z byciem wampirem.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz