Alec patrzył na mnie przez chwilę, a potem - bez słowa - rzucił się w stronę wyjścia. Zmarszczyłam brwi i pobiegłam za nim, ale gdy wybiegłam na zewnątrz... ciało łowcy zniknęło.
W jednej chwili coś we mnie zadrżało. Instynktownie poczułam, że stanie się coś złego. I wtedy usłyszałam syk przecinającego powietrze ostrza. Alec jęknął. Sztylet przebił jego brzuch.
Zamarłam.
Łowca spojrzał na mnie. Uśmiechnął się z pogardą... i przeciął sobie gardło. Padł bezwładnie na ziemię.
- Alec! - krzyknęłam, podbiegając do niego.
Był blady, ledwie przytomny. Wzięłam go pod ramię i z trudem wciągnęłam do domu. W korytarzu na górze upadł ciężko na podłogę. Kucnęłam przy nim, drżącymi dłońmi chwytając jego twarz.
- Nic ci nie będzie... słyszysz mnie?
- To... tylko draśnięcie - wycharczał, ale jego głos słabł.
Widziałam, że odpływa. Spojrzałam na sztylet. Metal lśnił złowrogo - na ostrzu dostrzegłam smugę ciemnofioletowego jadu. Demon.
Wyjęłam broń z jego rany, po czym położyłam dłoń na zakrwawionym materiale.
- Będzie bolało, ale przeżyjesz... - szepnęłam, a moja dłoń rozbłysła ciepłym, złotym światłem. Rana zaczęła się zasklepiać, jakby czas się cofał. Skóra się wygładzała. Krew przestawała sączyć się spod materiału.
Alec otworzył oczy. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Rose... wiesz, że ja cię...
Zamilkł. Przytuliłam go, a po moim policzku spłynęła łza.
- Przepraszam... nie chciałam... - wyszeptałam. Palcami odgarnął kosmyk moich włosów za ucho.
Nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki.
- Ty krwawisz! - zawołał Jace. - Alec, jesteś cały we krwi! Co się stało?
- Człowiek Valentine'a. Wbił mi sztylet z jadem - wyjaśnił Alec.
- Musimy iść do Cichych Braci - rzucił Jace, wyraźnie spanikowany.
- Rose... jakoś uleczyła ranę - powiedział Alec, podpierając się o ścianę.
Zrobiło mi się słabo. Głowa wirowała.
- Jad demona nie znika tak po prostu... - dodał Jace, marszcząc brwi. - To nie jest zwykła rana...
- On... nie zniknął - wyszeptałam, zaciskając dłonie. - Przejęłam go...
Ból narastał. Czułam, jak coś we mnie się rozpada. Ale ważniejsze było jedno - Alec był bezpieczny.
Ruszyłam chwiejnym krokiem w stronę swojego pokoju. Gdy zamknęłam drzwi, nogi się pode mną ugięły i upadłam na podłogę. Zacisnęłam powieki. Jad rozprzestrzeniał się jak ogień, który trawił moje wnętrzności. Czułam, jakby ktoś rozrywał mnie od środka. Głowa pulsowała.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Rose? Rozmawiałam z Jace'em. Siedzisz już trzy godziny w pokoju, odezwij się chociaż... Maxowi powiedziałam, że zasnęłaś - głos Izzy był zatroskany.
Skrzywiłam się i sięgnęłam po ubrania. Dresy, sportowy stanik. Weszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie zakrwawione ciuchy i wzięłam lodowaty prysznic. Woda parzyła mnie żywym ogniem. Potem spojrzałam w lustro - byłam blada, żyły widniały jak czarne linie pod skórą.
Otarłam twarz i wróciłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko, przewracając się na bok. Kiedy zamykałam oczy, ktoś wszedł do środka.
- Alec, daj jej spokój. Śpi - powiedział Jace.
- Może zemdlała! Przecież wiesz, jak działa jad demona! - szeptał Alec z przejęciem.
- Minęły trzy godziny...
- Prawie cztery. Nie ruszyła się z pokoju!
- Ma anielską krew. Wyleczy się - Jace próbował go uspokoić.
Ktoś uderzył pięścią w ścianę. Zadrżałam.
- To moja wina. Gdybym był ostrożniejszy... - zaczął Alec.
Idiota. To był mój wybór. Sama wzięłam ten jad na siebie.
- Ona zrobiła to, żeby cię ratować. Bo jej zależy - powiedział cicho Jace.
- Tylko po co?! Przecież mnie nie kocha! A ja... jak ostatni idiota chcę ją chronić! - jego głos zadrżał.
- Alec, uspokój się.
- Dlaczego mam się uspokoić?!
- Bo ją znasz. Zależy jej. Inaczej nie ryzykowałaby życia.
Nagle ktoś usiadł na skraju łóżka. Poczułam znajomy dotyk. Alec.
- To dlatego jest z tamtym? - spytał, przygnębiony.
- Bo chce cię chronić? - odpowiedział Jace. - Może. Nie wiem.
Przewróciłam się na bok.
- Jeśli chcesz... zostań z nią. Jakby coś się działo, wołaj.
Drzwi zamknęły się. Alec został. Poczułam, jak bierze moją dłoń i rysuje coś stele. Otworzyłam oczy - runa „Izrael". Spojrzałam na niego i podniosłam się.
- Przepraszam. Nie powinnam była cię narażać. Już niedługo będzie po wszystkim. Zapomnij o mnie. Znienawidź. Tak będzie ci łatwiej... - patrzyłam mu prosto w oczy.
Nagle coś przeszyło moją głowę. Głos.
„Nie dotykaj go!!!"
Ból rozdarł moje myśli.
„Nie igraj ze mną, jasne?!"
- Daj mi spokój! - wyrwałam dłoń z uścisku.
„Tak... o wiele lepiej."
Sebastian. Czułam jego obecność.
- Rose, co się dzieje? - Alec spojrzał na mnie, zaniepokojony.
- Odejdź... jestem dla was zagrożeniem.
- Nie zostawię cię!
Upadłam na podłogę, chwytając się za głowę. Runy na moim ciele rozbłysły. Krzyknęłam, wijąc się na boku. Jad opuszczał moje ciało, czułam, jak coś się kończy.
„Już po wszystkim, aniołku..."
Oddychałam ciężko, dławiąc się powietrzem. Podniosłam się z trudem.
- Alec... co się dzieje? - zapytał Jace, wbiegając do pokoju.
- Zabierz go stąd - szepnęłam.
- Rose?! Krzyczałaś!
- Pozbyłam się jadu - odpowiedziałam, ledwo słyszalnie.
„Widzimy się za dwa tygodnie..." - ostatni szept. Potem cisza.
Poczułam, jak wraca mi siła. Zaskakująco szybko. Byłam jak nowo narodzona.
- Nic ci nie jest? - Alec spojrzał z niepokojem.
- Nie. Wyjdź.
- Rose...
- Powinieneś już iść - spojrzałam na Jace'a. - Proszę... zabierz go.
Obaj wyszli. Położyłam się i natychmiast zapadłam w sen. Cichy, czysty, pełen mroku, który wciąż czaił się tuż za powiekami.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictieRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
