60.

272 13 0
                                        

Nowy tydzień zaczął się jak zwykle - trening z Isabelle. Kroki niosły mnie znajomym korytarzem Instytutu, gdy nagle kątem oka dostrzegłam Aleca i Maxa, zmierzających w stronę wyjścia. Coś ścisnęło mnie w żołądku - dziwne, niepokojące przeczucie.

- Alec! - zawołałam, przyspieszając.

Kucał przy Maxie, spojrzał na mnie ponuro. W tej samej chwili drzwi z hukiem się otworzyły. W progu stanął... Valentine.

Zamarłam na ułamek sekundy, po czym natychmiast zareagowałam. Osłoniłam Maxa ciałem. Alec, szybki jak błyskawica, wypuścił strzałę - ta wbiła się tuż obok napastnika. Rzuciłam się naprzód, przygwożdżając intruza do ściany. Broń, którą miał przy sobie, wypadła mu z rąk i rozsypała się po posadzce. Podeszłam, zaciskając palce na jego gardle.

- Puść mnie... w imię Clave - wychrypiał. Coś w jego głosie brzmiało... nieprawdziwie. - Jeśli mnie tkniesz...

Nie dałam mu dokończyć - jednym ruchem rzuciłam nim o podłogę.

- To nie on... - powiedział cicho Alec, przyglądając się mu uważnie. - To nie Valentine. Nie wygląda identycznie.

Spojrzałam na niego mrużąc oczy. - Zauważyłam. Oszuście - syknęłam, znów skupiając się na nieznajomym. - Kim jesteś? I czego tu szukasz?

Mężczyzna sięgnął po stele i przeciągnął nim po nadgarstku. Runy zabłysły. Z miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą leżał nieznajomy, wyłoniła się młoda blondynka o twardym spojrzeniu. Alec zbliżył się do niej ostrożnie.

- Kim jesteś? - spytał spokojnie.

- Lydia Branwell. Wysłanniczka Clave - odpowiedziała bez wahania, patrząc na nas z góry.

- Czego szukasz? - dopytał Alec.

- Ciebie.

Spojrzałam na nią, potem na Aleca. Serce zaczęło mi bić szybciej. Coś mi tu nie grało.

Bez słowa odwróciłam się i zabrałam Maxa na salę treningową. Chłopiec patrzył na mnie zaciekawiony.

- Ładna, co? - rzuciłam z uśmiechem.

- Masz rację - odparł niewinnie. - Powiesz mi, dlaczego Alec nie chce mi dać steli?

Zmarszczyłam brwi, zaskoczona pytaniem. - Dlaczego?

- Bo ostatnio pomyliłem runy i... ściana wybuchła.

Parsknęłam śmiechem. - To rzeczywiście dobry powód.

Pochyliłam się i spojrzałam mu w oczy. - Wiesz, że Alec jest zajęty, prawda? Ale ja mam stele. Chodź, pokażę ci sztuczkę.

Wzięłam go za rękę i razem poszliśmy na najwyższe piętro Instytutu. Otworzyłam mały składzik. Wewnątrz narysowałam runę na posadzce. Po chwili pomieszczenie rozbłysło światłem - przed nami pojawiła się cała biblioteka, jakby oderwana od rzeczywistości.

- Ale super... - wyszeptał Max z zachwytem.

- Wiem - uśmiechnęłam się.

W tym czasie Lydia rozmawiała z Alekiem. Słyszałam ich głosy z oddali.

- Cleve chce Valentina żywego - mówiła chłodno.

- To absurd. Jest zbyt niebezpieczny - odpowiedział Alec z napięciem w głosie.

- Na egzekucję. W Instytucie pojawią się twoi rodzice... już jutro.

Na jego twarzy pojawił się cień. Lydia dodała jeszcze:

- A co do Rose ?

- Rose zostanie odesłana dopiero za dwa tygodnie.

Te słowa uderzyły mnie mocniej, niż bym się spodziewała. Poczułam ścisk w klatce piersiowej. Max spojrzał na mnie z troską.

- Co oni mówią? Nic nie słychać.

- Że jutro przyjeżdżają twoi rodzice. Leć, powiedz Izzy.

Kamienna posadzka wróciła na miejsce. Ja zaś ruszyłam w stronę wyjścia. Słońce przyjemnie grzało twarz, a lekki wiatr rozwiewał włosy. Poszłam pieszo do mojego przyjaciela. Gdy weszłam do środka, drzwi skrzypnęły cicho za mną.

W salonie siedzieli Magnus, Raphael i Simon. Atmosfera była swobodna, choć napięcie wisiało gdzieś w tle.

- O, przyszłaś idealnie! - ucieszył się Magnus.

- A o co dokładnie chodzi? - zapytałam, marszcząc brwi i siadając przy nim.

- Chciałem urządzić Simonowi przyjęcie - powiedział z uśmiechem, zerkając na bruneta.

- Z jakiej okazji? - spojrzałam pytająco.

- Wstąpił do klanu - odpowiedział Santiago. - Choć wymagało to sporo pracy, jest zdolny.

- Jasne. Nie rób z niego ciamajdy. Sam zaniedbałeś parę spraw - rzuciłam, unosząc brew.

- Pomówienia - zaśmiał się Hiszpan. - A Izzy? Jak się trzyma?

- Dobrze. Mówiła, że rozmawialiście, ale nie wnikam.

Magnus spojrzał na mnie uważnie. - A ty? Z jaką sprawą przyszłaś?

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wspomnienie słów Aleca wróciło z całą siłą: „Rose zostanie odesłana dopiero za dwa tygodnie".

W tej samej chwili lustro pękło z trzaskiem. Wciągnęłam głęboko powietrze, wbijając wzrok w Magnusa.

- Co się dzieje? - zapytał zaniepokojony Simon. - To atak?

Zerwał się na nogi, ale Raphael natychmiast go posadził z powrotem.

- Spokojnie. Schowaj kły - mruknął.

- Rose, co się stało? - zapytał Magnus poważnym tonem.

- Mam złe przeczucia - odpowiedziałam szeptem.

- W związku z kim, seniorita? - wtrącił Raphael.

Spojrzałam na niego, potem na Simona. - Nic osobistego, chłopcy. Ale wrócę, gdy Magnus będzie sam. Zadzwoń, jeśli mnie potrzebujesz.

- Czekaj! - zawołał Simon. - Chciałem odwiedzić Clary. Miała być dziś w Instytucie.

- A ja chciałem porozmawiać z Izzy - dodał Santiago.

Westchnęłam. - W porządku, ale zachowujcie ostrożność.

Machnęłam ręką, tworząc portal. Wylądowaliśmy w holu głównym Instytutu. Zaraz za mną wyszli Simon i Raphael.

Na ich widok przed nami stanęła Lydia.

- W Instytucie obowiązuje zakaz wstępu dla Podziemnych - powiedziała chłodno.

- I nadętych blondynek - mrugnęłam do niej, mijając ją z chłopakami.

Zatrzymała się, zgrzytając zębami. - Powinnam ich zamknąć razem z tobą. Zachowujecie się jak dzieci.

Odwróciłam się do niej z uśmiechem. - Nie masz racji, kochana. Ale rozumiem, że musisz lizać buty Clave. Taka twoja rola.

- Jeszcze jedno słowo, a pozbawię cię run - warknęła, zbliżając się groźnie.

- Wtedy rozpętasz kolejną wojnę - rzuciłam spokojnie.

- Ty jedna kontra Clave i Podziemni? - prychnęła.

- Nie - wtrącił się Raphael. - Podziemie pójdzie za Rose.

Lydia zmarszczyła brwi. Zaczęła protestować, ale Raphael ją uciszył.

- Macie z nią umowę. A poza tym: uratowała Idris, walczyła z Valentine'em, odnalazła Kielich. Bez niej jesteście bezsilni.

Uśmiechnęłam się, dziękując mu wzrokiem. Lydia zamilkła.

- Wybacz, wysłanniczko Clave, ale mam ważniejsze sprawy - powiedziałam i ruszyłam korytarzem.

Obok mnie szedł Raphael, z drugiej strony Simon. Nagle zza rogu wybiegła Clary.

- Simon?! Co ty tu robisz?! - zapiszczała, rzucając mu się na szyję. Gdyby nie był wampirem, z pewnością by upadł.

- Clary, pilnuj go. Nie wszyscy tu lubią Podziemnych - powiedziałam spokojnie. - Simon ci wszystko wyjaśni.

Zostawiłam ich i z Rafaelem skierowałam się w stronę pokoju Izzy. Już z daleka słychać było krzyki...

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz