15.

877 32 0
                                        


Zobaczyłam siebie wychodzącą z budynku - jakbym patrzyła na kogoś obcego. Obok stał chłopak, którego znałam jako Aleca. Wokół niego kręciła się grupa: dziewczyna o rudych włosach,czarnowłosa bardzo podobna do niego, blondyn, okularnik i ktoś, kto przypominał czarodzieja - Magnus, mój przyjaciel.

Odsłoniłam twarz, a chłopak spojrzał na mnie z zamyśleniem.

- Alec? - zapytałam cicho, jakby chcąc potwierdzić, że to naprawdę on.

- Tak, to ja - odparł z lekkim uśmiechem - a to Magnus, twój przyjaciel. Pamiętasz go?

Wspomnienia wróciły gwałtownie: spotkania z czarownikiem, kłótnia między Aleciem a blondynem, krew na mojej dłoni i tłuczone szkło, a potem twarz Hiszpana z kłami wampira...

- Bane - powiedziałam cicho, obejmując mężczyznę. - Przepraszam...

- Nic się nie stało - odpowiedział, głaszcząc mnie po głowie z ciepłem, które rozgrzało moje serce.

Wtedy Alec zaczął mnie zasypywać pytaniami.

- Mówiłaś coś o Valentine? Wiesz, gdzie jest? To on ci to zrobił?

- Nie męcz jej! - przerwał Magnus, stając w mojej obronie.

- Muszę to wiedzieć - powiedział, patrząc w moje oczy.

- Ma trochę racji - Alec skinął głową - muszę sobie wszystko przypomnieć, ale najpierw muszę się ogarnąć. Śmierdzę morzem.

- W piątce masz łazienkę - uśmiechnął się Magnus.

- Dzięki, magu - odpowiedziałam, odwzajemniając uśmiech.

Weszłam do pokoju, otworzyłam walizkę. W środku leżały szczątki czegoś dziwnego. Szybko ją zamknęłam i otworzyłam szafę. Wyjęłam bieliznę, dżinsy i czarną koszulkę. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wyszłam. Ubrałam buty z szafki i jeszcze raz spojrzałam do walizki - tam nadal coś się poruszało. Nagle coś otworzyło oczy - krzyknęłam i cofnęłam się gwałtownie.

Do pokoju wbiegł Alec, trzymając miecz. Jednym cięciem przeciął potwora na pół. Wyszłam, kierując się do salonu. Moje runy zaczęły świecić intensywnie, a ja spojrzałam w lustro - moje oczy były całkowicie białe. Uniosłam się nad ziemią, a wspomnienia uderzyły we mnie jak fala oceanu. Ledwo utrzymałam się na nogach.

Alec wszedł do salonu.

- Pamiętam wszystko - wyciągnęłam rękę, a w moją stronę poleciał mój scyzoryk i stela.
- Valentine tworzy armię, musimy powiadomić resztę - oznajmiłam.

- Przecież nie lubisz Clave - zaczął złośliwie Alec.

- Mam to gdzieś - odparłam ostro - oni szkolą zwykłych ludzi. Gdzie jest kielich anioła?

- W instytucie. Clary i Jace oddali go Hodge'owi.

- Bane, teleportuj nas tam - poprosiłam, rzucając spojrzenie na Aleca.

Ten stworzył portal. Wskoczyłam do niego, ciągnąc za sobą szatyna. Przed budynkiem wbiegłam do środka.

- Dlaczego biegniesz? - zapytał Alec, zdezorientowany.

- Valentine chce ukraść kielich! - krzyknęłam, wpadłam do gabinetu Hodge'a, gdzie łysy czterdziestolatek trzymał kielich.

- Valentine! - wrzasnęłam, a on spojrzał na mnie z zimnym uśmiechem.

- Przeżyłaś - powiedział - to świetnie, naprawdę świetnie.

- Oddaj kielich! - rzuciłam się na niego, rzucając w niego sztyletem. Ten zręcznie uniknął ciosu.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz