Zobaczyłam siebie wychodzącą z budynku - jakbym patrzyła na kogoś obcego. Obok stał chłopak, którego znałam jako Aleca. Wokół niego kręciła się grupa: dziewczyna o rudych włosach,czarnowłosa bardzo podobna do niego, blondyn, okularnik i ktoś, kto przypominał czarodzieja - Magnus, mój przyjaciel.
Odsłoniłam twarz, a chłopak spojrzał na mnie z zamyśleniem.
- Alec? - zapytałam cicho, jakby chcąc potwierdzić, że to naprawdę on.
- Tak, to ja - odparł z lekkim uśmiechem - a to Magnus, twój przyjaciel. Pamiętasz go?
Wspomnienia wróciły gwałtownie: spotkania z czarownikiem, kłótnia między Aleciem a blondynem, krew na mojej dłoni i tłuczone szkło, a potem twarz Hiszpana z kłami wampira...
- Bane - powiedziałam cicho, obejmując mężczyznę. - Przepraszam...
- Nic się nie stało - odpowiedział, głaszcząc mnie po głowie z ciepłem, które rozgrzało moje serce.
Wtedy Alec zaczął mnie zasypywać pytaniami.
- Mówiłaś coś o Valentine? Wiesz, gdzie jest? To on ci to zrobił?
- Nie męcz jej! - przerwał Magnus, stając w mojej obronie.
- Muszę to wiedzieć - powiedział, patrząc w moje oczy.
- Ma trochę racji - Alec skinął głową - muszę sobie wszystko przypomnieć, ale najpierw muszę się ogarnąć. Śmierdzę morzem.
- W piątce masz łazienkę - uśmiechnął się Magnus.
- Dzięki, magu - odpowiedziałam, odwzajemniając uśmiech.
Weszłam do pokoju, otworzyłam walizkę. W środku leżały szczątki czegoś dziwnego. Szybko ją zamknęłam i otworzyłam szafę. Wyjęłam bieliznę, dżinsy i czarną koszulkę. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wyszłam. Ubrałam buty z szafki i jeszcze raz spojrzałam do walizki - tam nadal coś się poruszało. Nagle coś otworzyło oczy - krzyknęłam i cofnęłam się gwałtownie.
Do pokoju wbiegł Alec, trzymając miecz. Jednym cięciem przeciął potwora na pół. Wyszłam, kierując się do salonu. Moje runy zaczęły świecić intensywnie, a ja spojrzałam w lustro - moje oczy były całkowicie białe. Uniosłam się nad ziemią, a wspomnienia uderzyły we mnie jak fala oceanu. Ledwo utrzymałam się na nogach.
Alec wszedł do salonu.
- Pamiętam wszystko - wyciągnęłam rękę, a w moją stronę poleciał mój scyzoryk i stela.
- Valentine tworzy armię, musimy powiadomić resztę - oznajmiłam.
- Przecież nie lubisz Clave - zaczął złośliwie Alec.
- Mam to gdzieś - odparłam ostro - oni szkolą zwykłych ludzi. Gdzie jest kielich anioła?
- W instytucie. Clary i Jace oddali go Hodge'owi.
- Bane, teleportuj nas tam - poprosiłam, rzucając spojrzenie na Aleca.
Ten stworzył portal. Wskoczyłam do niego, ciągnąc za sobą szatyna. Przed budynkiem wbiegłam do środka.
- Dlaczego biegniesz? - zapytał Alec, zdezorientowany.
- Valentine chce ukraść kielich! - krzyknęłam, wpadłam do gabinetu Hodge'a, gdzie łysy czterdziestolatek trzymał kielich.
- Valentine! - wrzasnęłam, a on spojrzał na mnie z zimnym uśmiechem.
- Przeżyłaś - powiedział - to świetnie, naprawdę świetnie.
- Oddaj kielich! - rzuciłam się na niego, rzucając w niego sztyletem. Ten zręcznie uniknął ciosu.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
