Spojrzałam na Magnusa, uśmiechając się.
- Załóż ją jutro - polecił.
- Dzięki. A, żebym nie zapomniała... Sprawdź, czy masz może jakąś księgę z rodami aniołów. W sensie - czy w ogóle takie istnieją? - zapytałam niepewnie.
- Istnieją. A co planujesz? - zapytał, przyglądając mi się uważnie.
- Może znajdę w niej jakąś wskazówkę dotyczącą mojej rodziny. Przepraszam, muszę lecieć - rzuciłam szybko.
- Do jutra, kruszynko - odparł z lekkim uśmiechem.
- Do jutra - odpowiedziałam i pobiegłam w stronę Instytutu. Gdy weszłam do środka, zobaczyłam Aleca opierającego się o ścianę.
- Jestem. No to... dobranoc - rzuciłam i zanim zdążył coś powiedzieć, zamknęłam się w swoim pokoju. Odłożyłam karton na biurko, wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać.
---
Rano obudziłam się o szóstej na trening z Isabelle. Ubrałam legginsy i sportowy stanik, związałam włosy w kucyk i ruszyłam na salę. Dziewczyny jeszcze nie było, więc zaczęłam przeglądać broń. Chwyciłam łuk i strzały, zaczęłam strzelać do celu. Byłam skupiona.
- Jestem! - zawołała Izzy. Odłożyłam łuk i sięgnęłam po kij. Ona zrobiła to samo. Zaczęłyśmy walkę - blokowałam jej ciosy, czasem udawało mi się ją przechytrzyć. Ostatecznie dwa razy rozbroiłam ją, a ona mnie raz.
Po treningu znów wzięłam prysznic, ubrałam się w czarne dżinsy i biały t-shirt, zlewający się z kolorem moich włosów. Zeszłam do kuchni. Brązowooka gotowała. Spojrzałam na nią zdziwiona, chwyciłam jabłko i szybko się ulotniłam, kierując się do skrzydła szpitalnego.
W przejściu stał Alec. Minęłam go bez słowa i usiadłam na łóżku obok Clary, ignorując kłócących się Jace'a i Simona. Dotknęłam runy anioła - zmieniła kolor na złoty.
- Clary? - szepnęłam. Dziewczyna nagle usiadła, patrząc na mnie. Zabierając rękę, cofnęłam się. Jace natychmiast podszedł do niej, a Simon zaczął coś tłumaczyć. W progu spojrzałam na Aleca, który skinął głową w stronę korytarza. Wyszliśmy razem.
- Runy przybierają tylko czarną, czerwoną lub białą barwę. Nigdy złotą - powiedział poważnie.
- Robisz mi wykład? - zmarszczyłam brwi.
- Chciałem ci powiedzieć, że... - urwał, bo w drzwiach pojawił się Jace, a zaraz za nim Isabelle.
- Że...? - ponagliłam.
- To nienormalne - stwierdził. A we mnie się zagotowało.
- Czyli jestem stuknięta? - prychnęłam. - Świetnie.
Odwróciłam się i odeszłam do swojego pokoju. Przesiedziałam tam do wieczora, aż weszła do środka Izzy.
- Jace i ta ruda wrócili. Szykuj się. Idziemy do Magnusa Bane'a, Wielkiego Czarownika Brooklynu.
- Dobrze - odpowiedziałam, a gdy wyszła, otworzyłam pudło i założyłam sukienkę od czarownika.
Zrobiłam lekkie fale, dodałam srebrnego brokatu na powieki. Ust nie malowałam - i tak wyglądałam dobrze. Włożyłam srebrne obcasy i przejechałam stelą po rękach - moje runy zniknęły. U innych po takim zabiegu przypominały blizny - u mnie były prawie niewidoczne. Nawet dla wampirów.
Opuściłam pokój i zeszłam na dół. Clary miała na sobie krótką, czarną sukienkę, kozaki, skórzaną kurtkę i mocny makijaż. Isabelle - czerwoną, obcisłą sukienkę z głębokim dekoltem. Jace i Alec - jak zwykle na czarno.
Spojrzeli na mnie. Otworzyłam drzwi i wyszłam - oni podążyli za mną.
- Hodge mówił, że to niedaleko - rzucił Jace.
Prychnęłam. Ignorował mnie, szedł obok Clary. Za nimi Izzy z Simonem, a na samym przodzie - ja i Alec.
- A co, jeśli nic nie powie? - zapytała niepewnie Clary.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Powie - odparłam. - A jak nie, to Jace go uwiedzie, prawda? - rzuciłam przez ramię.
Jace prychnął.
- Taka opcja też istnieje - uśmiechnął się i spojrzał na Clary. Odwróciłam się z powrotem - byliśmy już przy budynku.
Weszliśmy do środka. Alec chciał zapukać, ale drzwi same się otworzyły. W progu stał Magnus.
- Aniołku, jesteś - uśmiechnął się, otwierając szerzej drzwi.
- Mówiłam, że przyjdę - odpowiedziałam. Jego wzrok padł na Aleca za mną.
- Ale nie w takim towarzystwie - mruknął.
- Jestem Jace Wayland - przedstawił się Jace, ale Magnus go zignorował.
- Chodźcie za mną - polecił i ruszył w głąb mieszkania. Dotarliśmy do sypialni.
- Co oni tu robią? - zapytał Bane, a Clary wychylając się zza Jace'a.
- Gdyby nie Rose i Clary, nie wpuściłbym was tu - odparł Magnus. - Teraz zostawcie nas same.
Wyszli, zostawiając mnie z Clary.
- Przepraszam, Bane...
- Nic nie szkodzi. Idź się bawić, a ja jej wszystko wyjaśnię - powiedział cicho.
Skinęłam głową i zamknęłam drzwi.
Przy barze stali Izzy z Simonem, chłopcy opierali się o ściany. Wyciągnęłam butelkę wina, nalałam sobie do kieliszka, wzięłam łyk i podeszłam do nich. Izzy rozmawiała z Simonem. Alec patrzył na mnie z wyrzutem, Jace - ze złością.
- No co? - zapytałam. Odezwał się Alec:
- Wielki Czarownik Brooklynu to twój przyjaciel?
- Mówiłam, że go poznasz - odparłam z uśmiechem. Jace coś mruknął, odstawiłam kieliszek na stolik.
- Idę tańczyć. Wy się tu obrażajcie dalej - rzuciłam i ruszyłam na parkiet.
Było tam pełno osób - kilka wampirów, faerii i wilkołaków. Do tańca porwał mnie Raphael - przyjaciel Magnusa. Świat jakby zwolnił. Czułam się jak zwykła nastolatka. Zostawiłam za sobą zmartwienia, dając się ponieść muzyce.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
