75.

269 17 2
                                        

Spojrzałam na Aleca.

- Śmierć... nie jest taka zła - wyszeptałam, spoglądając przez okno na niebo przeszywane smugami chmur. - Jest jak sen. Cichy, długi, pełen zapomnienia.

- Rose, co ty mówisz? - Alec zerwał się z miejsca, zaniepokojony.

Wzruszyłam ramionami, nie odrywając wzroku od horyzontu.

- Mówię prawdę. Chciałam odkupić winy, ale przeżyłam... i tego nie zrobiłam. - Głos zadrżał mi w gardle, a złość na samą siebie zakotłowała się w sercu.

- Alec! - wrzasnęła Isabelle, wpadając do pokoju jak burza. - Kielich zniknął!

Zamarłam. A potem wybiegłam z pokoju, serce waliło mi jak młot. Na placu już stali - demony. Ich obecność wypełniała powietrze cuchnącym, piekielnym dymem.

- Przyszliśmy po ciebie - odezwał się jeden z nich, głos miał głęboki jak otchłań. - Lilith chce z tobą rozmawiać. Jej syn... nie żyje.

Demon rozsypał się w popiół. Odwróciłam się powoli - Alec stał za mną, twarz miał bladą.

- Kto zabił Sebastiana?! - warknęłam, szukając znaku nieskończoności. Nie było go.

- Jace. Zgłębił temat... Jonathan od dawna był podejrzany - zaczął Alec, ale w tym momencie coś rozdarło się we mnie. Upadłam na kolana, przeszyta bólem, a w głowie rozległ się przeraźliwy krzyk.

- Rose?! - Alec rzucił się ku mnie.

- Kto go zabił?! - powtórzyłam z pasją rozpaczy.

- Jace.

Krzyk ucichł. Powoli podniosłam się z kolan. Twarz miałam bez wyrazu.

- Wojna to wasze najmniejsze zmartwienie. Lilith tego nie odpuści - syknęłam z gniewem.

- Ma rację. Nie odpuszczę - odezwała się Lilith, która pojawiła się obok mnie, ubrana w czerń, jakby cała zrodzona była z cienia. - Dlatego zabiorę wam ją. Powodzenia z Valentine'em.

- Rose, nie! Dopiero wróciłaś! - Alec złapał mnie za ramię, zrozpaczony.

- I przez waszą głupotę odchodzę - Lilith uśmiechnęła się do mnie. - Po wojnie... może wróci. Jeśli przeżyje w piekle więcej niż dwa tygodnie. A wy? Jeśli przeżyjecie w ogóle.

- Daj mi pięć minut - powiedziałam cicho, spoglądając jej prosto w oczy. - Nie ucieknę. Chcę się pożegnać.

Lilith przez chwilę milczała, a potem delikatnie pogładziła mój policzek.

- Idź, dziecko. Ale jeśli spróbujesz czegokolwiek... będziesz patrzeć, jak giną.

Kiwnęłam głową i zaciągnęłam Aleca z powrotem do Instytutu. W korytarzu dołączyli do nas Jace i reszta.

- Co się dzieje? - spytał zdezorientowany Jace.

- Zabiłeś Sebastiana! - warknęłam, cała roztrzęsiona.

- Jonathana - poprawił mnie chłodno, marszcząc brwi.

- Bo?

- Chciał mnie zabić.

Spojrzałam na Clary. W jej oczach widziałam rozczarowanie. Żal.

- Lilith po mnie przyszła. Clary, jeśli chcesz mi coś powiedzieć, to masz ostatnią szansę.

- Wiedziałaś, że to mój brat. Przyprowadziłaś go tu. Był dobry... a potem, kiedy odeszłaś... zmienił się. - Podeszła do mnie i uderzyła mnie w twarz. - To za to, że to ukrywałaś.

Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz