40.

372 18 0
                                        


Nie wyglądałam na chorą - i to był plus. Czułam się zaskakująco dobrze, choć w tyle głowy coś szeptało mi ostrzeżenia. Przeczucia. Niepokój.

Z Jonathanem czułam się wolna. Doceniona. Jakbym mogła oddychać pełną piersią, bez lęku. Ale przy Alecu... przy nim czułam coś innego. Troskę. Głęboką, niemal bolesną, jakby byłam dla niego najważniejszą osobą na świecie. Jakbyśmy byli... parabatai. Ale to przecież niemożliwe. Co ja sobie w ogóle wmawiam?

Tupnęłam nogą ze złością, a lustro za mną z hukiem rozprysło się w setki kawałków.

W tej samej chwili drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem.

- Magnus przyszedł do ciebie - powiedział Alec, wchodząc do pokoju. Zatrzymał się i spojrzał na rozbite lustro.

- Co to ma być? - zapytał chłodno.

- Odkrywam nowe zdolności - wyjaśniłam patrząc jak szkło wraca na swoje miejsce , wzruszyłam ramionami. - A gdzie jest mag?

- Na dole - odpowiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku.

Wyszedł. Ruszyłam za nim, schodząc po schodach. Magnus już tam był, stał przy oknie i przyglądał mi się uważnie.

- Hej - powiedziałam, podchodząc i obejmując go lekko.

- Rose, musimy porozmawiać. Chyba wiem, co się z tobą dzieje - zaczął cicho, z wyraźnym niepokojem w głosie.

- To chodźmy do mnie - zaproponowałam bez wahania.

Skinął głową. Zaprowadziłam go do pokoju i usiadłam na biurku.

- Co się dzieje? - zapytałam, czując, że coś we mnie się napina.

- Jesteś aniołem, Rose. I w końcu wiem, dlaczego ostatnio było z tobą tak źle - powiedział.

- Kontynuuj - poprosiłam, zaciekawiona, ale też lekko spięta.

- Musiałaś zrobić coś sprzecznego z naturą. Myślę, że twoja anielska strona... przejęła część tej ciemności.

Zmarszczyłam brwi.

- Co?

- Każdy ma w sobie cień, nawet anioł. U ciebie on wychodzi na powierzchnię, kiedy jesteś wściekła.

- To nic takiego - odpowiedziałam obojętnie, wzruszając ramionami.

- Teraz może i nie. Bo nad tym panujesz - odparł poważnie. - Ale musisz uważać.

- Panuję nad tym. Pracuję nad sobą - powiedziałam spokojnie, choć jego spojrzenie wbijało się we mnie jak sztylet.

- Wiem, że używasz mocy do swoich celów. Nie oceniam. Tylko się w tym nie zatracaj - szepnął.

- Nie zatracę się. Obiecuję - zapewniłam, po czym uśmiechnęłam się blado.

Usiadł na rogu biurka i zmienił temat.

- A jak tam twoja książka?

Spojrzałam na niego zdezorientowana.

- Piszesz dalej? - dodał. Ach. Chodziło mu o moje notatki.

- Tak, właśnie kończę zakończenie - powiedziałam szeptem, jakby to był sekret.

- Kiedy będę mógł ją przeczytać? - zapytał z zaciekawieniem. Usiadłam na łóżku.

- Myślę, że za tydzień. Jutro dopiszę kolejne strony - odpowiedziałam.

- Tak szybko? - zdziwił się, a jego uśmiech na chwilę zgasł. Czyżby się zasmucił?

- Magnus... - podeszłam do niego - Wrócę do zakończenia. Nie martw się na zapas.

- Wiem, że to twoje życie. Jesteś młoda. Po prostu... nie chcę, żebyś kończyła je za wcześnie - powiedział cicho, a z jego policzka spłynęła samotna łza. Objęłam go.

- Zawsze wrócę. Gabriel mówił, że mamy jeszcze kilka tysięcy lat, więc spokojnie - zdążymy się jeszcze nie raz zabawić - odparłam, odsuwając się z uśmiechem.

- Widziałaś ojca? - zapytał nagle.

- Uratowałam anioła. Portal stworzyła moja podświadomość. Valentin ukrywał go w posiadłości Waylandów - odpowiedziałam.

- Jak się czujesz?

- Objawił mi się niedawno. To nie mój ojciec. To zastępca Raziela... tego, który stworzył Nocnych Łowców.

- Jesteś... córką Raziela? - zapytał z niedowierzaniem.

- Tak. Gabriel mówił, że spotkam go, gdy będę musiała dokonać trudnego wyboru. Nie wiem jeszcze, co to będzie, ale czuję, że zbliża się ten moment.

- Biszkopciku... - objął mnie ponownie. - Będzie dobrze. Ale przyszłam też w innej sprawie.

- Jakiej? - zapytałam zdziwiona. Odsunął się i spojrzał poważnie.

- Potrzebuję fiolkę twojej krwi.

- W porządku - powiedziałam bez wahania.

Wziął igłę, pobrał próbkę. Spojrzałam na niego pytająco.

- A do czego ci ona tym razem?

- Muszę przeprowadzić kilka badań. Gdybyś czegoś potrzebowała, wiesz, gdzie mnie znaleźć - powiedział, ruszając do wyjścia.

- Zaczekaj. Odprowadzę cię.

Skinął głową. Wyszliśmy razem. Ulice brukowane ciszą, tylko echo naszych kroków towarzyszyło rozmowie.

- Wiesz, że nie można mieć dwóch rzeczy naraz - powiedział nagle, patrząc na mnie z ukosa.

Zmarszczyłam brwi. Magnus miewał momenty, gdy mówił zagadkami, ale zwykle wiedziałam, do czego zmierza.

- Blondyn i Alec - dodał.

Kiwałam głową. Już wiedziałam, o co mu chodzi.

- Nie wiem, co mnie łączy z pierwszym... ale Alec... zależy mu. Byłeś ze mną w szpitalu, widziałeś. On był tam całą noc.

- A więc... na jakim etapie jesteście? - zapytał.

- Przyjaźń. Staram się być zdystansowana. Czuję coś... do obu. Ale skoro z Alec'kiem wszystko zaczęło się wcześniej, a ja potem zaczęłam interesować się Jonathanem... chyba i tak nic z tego nie będzie.

- Rozumiem... A mogę zaprosić Aleca na kawę?

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Potem się uśmiechnęłam.

- Pewnie.

- Biszkopciku, żartowałem - rzucił rozbawiony. - Do zobaczenia.

Dopiero teraz zauważyłam, że stoimy przed budynkiem Rady. Magnus wszedł do środka, a ja ruszyłam w drogę powrotną.

- Gdzie byłaś? - zapytał Alec, gdy tylko przekroczyłam próg.

Przewróciłam oczami.

- Nie twoja sprawa, nianiu - rzuciłam z wymuszonym uśmiechem, kierując się do pokoju.

Na korytarzu zatrzymał mnie Jace. Skinął w stronę swojego pokoju. Westchnęłam i poszłam za nim. Czułam, że czeka nas trudna, bolesna rozmowa. Dla niego. Ale też... dla mnie.


Nocna ŁowczyniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz