Obok mnie niespodziewanie pojawili się Raphael i Simon. Ten drugi promieniał jak księżyc w pełni.
- Wybrałem dla ciebie piosenkę. - zaczął z entuzjazmem Simon. - Kapela już wie, co grać. Będzie super. Zaśpiewasz? - zapytał, nie mogąc ustać w miejscu.
Uniosłam brew, udając obojętność.
- To ja powinnam zapytać ciebie o zgodę, bo przecież to twój moment. - Uśmiechnęłam się z przekąsem. Simon tylko kiwnął głową i wręczył mi kartkę z tekstem. Przesunęłam wzrokiem po słowach, czując jak gardło lekko mi się zaciska.
- Zadedykowałeś ją komuś? - zapytałam, spoglądając na niego spod rzęs. Jego uśmiech mówił wszystko.
- Czyli tak... No ciekawe. - Mruknęłam z rozbawieniem, zauważając kątem oka, jak Raphael przygląda nam się z wyraźnym zniecierpliwieniem.
- Zaproś mnie. - rzuciłam, a Simon chwycił mnie za dłoń i poprowadził w stronę sceny.
Stanął przed mikrofonem i poprawił ramiona marynarki, jakby to miało pomóc mu zebrać myśli.
- Dziś zostałem oficjalnie członkiem klanu w Nowym Jorku, - ogłosił, próbując brzmieć poważnie. - Z tej okazji moja przyjaciółka Rose zaśpiewa jedną z moich ulubionych piosenek. Proszę, nie rzucajcie w nią niczym - z tego co wiem, nigdy nie śpiewała publicznie. Jeśli będzie fałszować... po prostu zatkajcie uszy.
Spojrzałam na niego z udawaną groźbą, uśmiechając się lekko. Simon skinął głową.
- Rose, zapraszamy.
Podeszłam do mikrofonu. Światła na moment mnie oślepiły. W tle ruszyła muzyka - spokojny, liryczny wstęp. Przymknęłam oczy, łapiąc rytm, i zaczęłam śpiewać. Głos miałam spokojny, pewny, mimo drżących dłoni. Przy refrenie pozwoliłam sobie na więcej - melodia niosła mnie jak fala, a ja patrzyłam w stronę Clary i Simona, szczerze uśmiechnięta.
Gdzieś w tłumie dostrzegłam Aleca. Stał oparty o filar, z założonymi rękoma, jakby tylko przyglądał się wydarzeniom z dystansem. Ale jego wzrok był inny niż zwykle. Wpatrywał się we mnie... intensywnie. Z cichym zdumieniem. Jakby właśnie pierwszy raz mnie naprawdę zobaczył.
Nie spuszczał ze mnie oczu aż do ostatniego dźwięku.
Muzyka ucichła. Brawa rozbrzmiały głośno, zaskakująco szczerze. Uśmiechnęłam się szerzej i ukłoniłam.
- Dziękuję za uwagę. - Odeszłam od mikrofonu, schodząc ze sceny z pomocą Magnusa, który jak zawsze był uosobieniem gracji i błysku.
---
Zerknęłam na Raphaela, który właśnie przeglądał coś w telefonie.
- Nagraliście mnie? - zapytałam z rozbawieniem.
- Pierwszy występ Rose. - powiedział z dumą Simon. - Tak to nazwę.
Zaśmiałam się szczerze. Niewiele później zauważyłam Clary zbliżającą się w towarzystwie Isabelle i... Aleca. Simon natychmiast się rozpromienił na widok Izzy.
- Dzięki, że przyszliście! Myślałem, że mnie olejecie! - zagadał Simon, trajkocząc jak zwykle.
Ja natomiast utkwiłam wzrok w Alec'u. Spojrzał na mnie z chłodnym dystansem.
- Panno Gold, - rzucił oschle, jakbyśmy byli w instytucie, a nie na przyjęciu. Isabelle spojrzała na niego z zażenowaniem, Clary westchnęła. Magnus i Santiago wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
Wykonałam wymowny gest dłonią, by Alec poszedł za mną. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, zatrzymałam się i wbiłam w niego wzrok.
- Jak do cholery mnie znalazłeś? - zapytałam ostro.
- Zadzwoniłem do Clary. Zaprosiła nas. - odpowiedział spokojnie, z satysfakcją w głosie.
- Uważaj, bo jeszcze uwierzę, że lubisz imprezy. - mruknęłam z sarkazmem.
- Nie musisz mi wierzyć. - wzruszył ramionami.
- Nie zepsuj Simonowi przyjęcia, bo inaczej...
- Co? - wszedł mi w słowo, stając krok bliżej. - Opieprzysz mnie? Skopiesz mi tyłek? Przestań, Rose. Zachowujesz się jak dzieciak. Cały czas uciekasz, warczysz, odpychasz ludzi, a potem masz pretensje, że ktoś się do ciebie nie zbliża.
Zamilkłam, ale tylko na moment.
- Wyciągnij kij z dupy, Lightwood. - rzuciłam chłodno.
Alec zmrużył oczy.
- Za dwie godziny masz być w Instytucie. - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Pomyśleć, że kiedyś cię kochałam. - prychnęłam, mijając go i wracając na salę balową.
---
Podeszłam do stołu i sięgnęłam po kieliszek.
- Co się stało? - zapytała Isabelle.
- Nic. Twój brat ma kij w dupie, jak zwykle. - odparłam, wywołując chichoty kilku wampirów.
Pstryknęłam palcami - z sufitu posypał się srebrny pył. Kapela zaczęła grać szybki, rytmiczny utwór. Goście porwali się do tańca, rozbawieni i rozświetleni sztucznym blaskiem.
Przez następną godzinę tańczyłam z kilkoma wampirami, potem z Magnusem. Byłam lekka, jakby stopy nie dotykały podłogi. W końcu, zmęczona, oparłam się o stół, łykając kolejną porcję alkoholu. Jeden z wampirów wręczył mi białą tabletkę. Rozpuściła się na języku jak cukier puder - znajomy smak, znajome odurzenie.
- Zatańczymy? - zapytał.
Skinęłam głową. Ruszyliśmy na parkiet.
---
Po kilku utworach odsunęłam się w cień, opierając plecami o ścianę. Obserwowałam gości - Clary z Rafaelem, Magnus z Camille, Isabelle wtulona w Simona. A Alec... Alec stał sam, oparty o filar. Jego wzrok znów szukał mnie w tłumie.
Zbliżyłam się i lekko szurnęłam ramieniem o jego bark.
- Co znowu? - zapytał bez entuzjazmu, nie odwracając głowy.
- Rusz się. - uśmiechnęłam się zadziornie. - Chodź zatańczyć. Zanim powiesz, że nie umiesz, to cię uprzedzę - ja też nie. Najwyżej zaliczymy glebę.
Złapałam go za rękę i pociągnęłam na parkiet.
Muzyka zmieniła tempo. Wolna piosenka otuliła przestrzeń między nami. Alec położył rękę na moich plecach, niepewnie, jakby dotykał czegoś kruchego. Ja wsunęłam dłoń w jego, drugą opierając na jego ramieniu.
Przez moment nikt się nie odzywał. Tylko nasze spojrzenia - ostrożne, przeciągłe, zbyt długie. Gdy przetańczyliśmy już trzeci kawałek, rozbrzmiała kolejna, jeszcze wolniejsza melodia.
Byliśmy blisko. Zbyt blisko.
Alec wciąż patrzył na mnie tym wzrokiem. Jakby widział we mnie coś więcej niż dziewczynę, która odpycha ludzi. Jakby walczył z samym sobą.
- Jesteś dziwną kombinacją siły i autodestrukcji. - szepnął.
- A ty jesteś jak zbroja, która w środku jest pusta. - odpowiedziałam cicho.
Zanim mogłam coś dodać, kątem oka zobaczyłam białowłosego wampira. Machnął do mnie znacząco, pokazując coś na dłoni.
Zerwałam kontakt wzrokowy z Alekiem i wysunęłam się z objęć.
Zanim zdążył zareagować, porwała go do tańca czarnoskóra wampirzyca. Ja tymczasem opuściłam salę razem z wampirem. Trafiliśmy na balkon, gdzie w świetle latarni paliłam dżointa, czując jak świat staje się miękki i kolorowy.
Jutro będą rodzice Aleca. A ja... będę miała kaca życia.
Spojrzałam w gwiazdy. I po raz pierwszy tego wieczoru - uśmiechnęłam się naprawdę.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanficRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
