Gdy skończyłyśmy rozmawiać, odłożyłam kubki do zlewu. Clary ziewnęła cicho i przeciągnęła się, a ja skinęłam głową w stronę korytarza.
- Chodź, zaprowadzę cię do pokoju.- Odparłam zerkając na rudowłosą
Weszłyśmy do mojego pokoju. Sięgnęłam do szafy i wyjęłam komplet piżamy - długi rękaw i szorty z miękkiej bawełny. Podałam jej również świeży ręcznik.
- W łazience masz szampon, żel i inne kosmetyki - wskazałam półkę z produktami. - Zostań tam, ile chcesz. Tylko się zamknij na klucz.- Dodałam po chwili
- Dzięki, Rose - odpowiedziała z uśmiechem i zniknęła za drzwiami. Usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka.
„Biurko..."
Podeszłam do biurka. Na blacie leżała niewielka karteczka, napisana moim charakterem pisma, choć nie pamiętałam, żebym ją tam zostawiła.
„Podejdź do łóżka. Tam czeka niespodzianka."
Zmarszczyłam brwi, podchodząc ostrożnie. Przejrzałam pościel, zajrzałam pod łóżko i zamarłam.
- Jesteś nienormalny - wyszeptałam, z niedowierzaniem patrząc na leżącego tam Jonathana. - Chodź stamtąd.
Wypełzł spod łóżka z uśmiechem, jakby właśnie wrócił z niewinnej psoty. Bez słowa podeszłam do ściany i stalą nakreśliłam swoje imię. Runy rozjarzyły się światłem, tworząc ukryte przejście. Weszliśmy do środka, a tunel zamknął się za nami.
- Nie wiedziałem, że tu coś takiego jest - powiedział, rozglądając się.
Odwróciłam się do niego z chłodnym spojrzeniem.
- Po co przyszedłeś?- Spytałam zaskoczona
- Chciałem cię zobaczyć - szepnął, muskając mój policzek dłonią.
Cofnęłam się odruchowo.
- Widzieliśmy się kilka godzin temu - powiedziałam z podejrzliwością.
- Tęskniłem - Szepnął
- Nie kłam - odsunęłam jego rękę. - Jeśli chcesz okłamywać cały świat, proszę bardzo. Ale mnie zostaw w spokoju.
- Kocham cię, Rose - westchnął, jego oczy zaiskrzyły niepokojem. - Nie chcę czekać aż Valentine umrze-Odparł zły
- Przestań! Nie jestem twoją słabością, ani twoim planem awaryjnym. Wiem, kim jesteś, Jonathanie. I nie pozwolę ci mnie wciągnąć w swoje gierki.- Odparłam zła
- Jesteś jedyną osobą, której nie kłamię - syknął, łapiąc mnie za ramię.
Spojrzałam mu prosto w oczy, chłodno.
- W porządku - odparłam cicho. Nie chciałam go prowokować.
- Zostań ze mną - Odparł spokojnie
Zerknęłam w kierunku ściany, za którą czekała rzeczywistość.
- Nie mogę. Jutro wyjazd do Idrisu. Widzimy się po wszystkim- odparłam poważnie
Pocałowałam go zbyt długo, zbyt intensywnie. Świat znów się rozsypywał. Tym razem jednak nie uciekłam. Jonathan przyciągnął mnie do siebie, przyciskając mocno. Wtem usłyszałam wyłączający się prysznic.
Oderwałam się gwałtownie.
- Muszę iść. Poradzisz sobie z wyjściem?- Spytałam
- Zawsze -Odparł
Runą narysowałam przejście i wróciłam do pokoju. Ściana zamknęła się za mną bezszelestnie. Podeszłam do okna, próbując opanować emocje.
Drzwi łazienki otworzyły się i Clary wyszła, otulona ręcznikiem, z mokrymi włosami.
- Rose? Wszystko w porządku? - zapytała, widząc moje zamyślenie. - Wyglądasz, jakbyś była... gdzie indziej.
- Myślałam o jutrzejszym zebraniu i wyjeździe do Idrisu - uśmiechnęłam się słabo. - Szczoteczka jest pod zlewem.
Clary skinęła głową i wróciła do łazienki. Włożyłam dłoń do kieszeni szlafroka palce natrafiły na coś zimnego. Wyjęłam srebrny wisiorek z pentagramem. Do łańcuszka przyczepiona była kartka.
„Przyjdę po ciebie po wszystkim. Zajmę się tobą, jak należy."
Zmarszczyłam brwi. Nie wiedziałam, co dokładnie miał na myśli, ale instynkt podpowiadał, że nie wróży to nic dobrego.
Nagle do drzwi zapukało.
- Proszę - powiedziałam.
Do środka weszli Alec i Isabelle. Isabelle spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Słyszeliśmy głosy. Z kim rozmawiałaś?- Spytała przyglądając się mi
- Z Clary. Jest w łazience. Zostaje tu na noc, jutro ją odprowadzę. - Wyjaśniłam naginając prawdę
- I nic nam nie powiedziałaś? -Zaczęła z udawanym wyrzutem
- Nie miałam kiedy - odparłam, a Alec spojrzał na moją dłoń.
Zacisnęłam palce mocniej na wisiorku.
- Co trzymasz?- Spytał ciekawy
Zrobiłam krok w tył, patrząc mu prosto w oczy.
- Nie twoja sprawa.-Odpowiedziałam ostro przeniosłam wzrok z Aleca na Isabelle. - Może pogadasz z Clary. A my... musimy wyjaśnić coś z Alekiem.
Wyszłam z nim na korytarz. Cisza była ciężka.
- Martwię się o ciebie - powiedział w końcu Alec. - I zależy mi na tobie.
Westchnęłam zmieszaną
- Alec... Jesteś świetny. Serio. Ale pocałunek między nami... to był błąd. Nie powinnam była do tego dopuścić.
- Rozumiem - spuścił wzrok.
- Dobrze, że mówisz wprost o swoich uczuciach. Ale nie chcę dawać ci złudzeń. Znajdziesz kogoś, kto odwzajemni twoje emocje. Pewnego dnia to wszystko będzie tylko wspomnieniem. - Wyjaśniłam
- Może masz rację.- Przyznał
- A jeśli zaczniesz mnie śledzić, zabiję cię - rzuciłam z półuśmiechem.a Alec się uśmiechnął. - To nie był żart - dodałam poważnie, a jego uśmiech natychmiast zniknął.
- Mogę o coś zapytać?- Spytał trochę ciszej
- Jasne.- Odparłam
- Co ty w nim widzisz? W tym blondynie? Przeciętny z niego chłopak. - Zaczął Alec
- Jest wyjątkowy. Niedługo sam się przekonasz.- Odpowiedziałam
- Co to znaczy?- Spytał marszcząc brwi
- Dowiesz się w swoim czasie.-Odpowiedziałam
Wróciłam do pokoju. Clary siedziała z Isabelle na łóżku, obie śmiały się z czegoś.
- I jak tam... gołąbeczki? - rzuciła Izzy z szelmowskim uśmiechem.
- Wyjaśniłam Alecowi, że to nie ma przyszłości.- Wyjaśniłam pewnie
- Dlaczego? - zdziwiła się Clary.
- Bo zakochałam się w kimś innym.- Odpowiedziałam
- To pewnie tylko zauroczenie - prychnęła Isabelle. - Znamy go?-Spytała
- Nocny Łowca. Wyjątkowy. Wkrótce go poznacie. - Wyjaśniłam
„Clary mnie nie zna. Znienawidzi mnie."
„Nie wracaj do siebie, Jonathanie."
Głos w mojej głowie zamilkł. Spojrzałam na dziewczyny. Śmiały się, beztroskie. Jeszcze przez chwilę mogłam udawać, że wszystko jest w porządku.
CZYTASZ
Nocna Łowczyni
FanfictionRosamarij Williams - sierota, Nocna Łowczyni o oczach skrywających więcej niż wspomnienia. W wieku piętnastu lat, decyzją Clave, została przeniesiona z Idrisu do Nowego Jorku - miasta, które nigdy nie śpi, tak jak demony, które w nim grasują. Czy zd...
