Moje wilcze mordy, dzięki wielkie, że jesteście, czytacie, komentujecie i gwiazdujecie moje wypociny. Już ponad 10k wyświetleń oraz 2k gwiazdek. To jest wielka motywacja do dalszej pracy, i tak wiem, chwilowo trochę opowiadanie odstaję od głównego wątku, ale jest to potrzebne do lore. Jeszcze trochę i wróci wszystko na normalny przebieg... albo skomplikuje życie tej dwójki jeszcze bardziej... któż to może wiedzieć, co na nich czeka. :3
Dzięki raz jeszcze moje mordy!!!
Kaszlnąłem głośno i natychmiast chwyciłem się za pierś. Kłujący niemal rozdzierający ból przeszył moje ciało jak bicz powietrze. Wyplułem krew ze swoich ust. Nie było jej zbyt dużo. Ból, chłód i gniew. Teraz tylko to czułem. Ból był oczywisty, walka z tym cholernym niedźwiedziem nie należała do najłatwiejszych. Nieźle od niego oberwałem. Wciąż czułem jego łapsko na swoim brzuchu. Chyba połamał mi kilka żeber. W sumie to było oczywiste, dlatego przecież przemiana w człowieka była bolesna. Chłód czułem dlatego, że jedyne co obecnie nosiłem to spodnie i bandaże. A gniew... nie zdążyłem wypowiedzieć nawet słowa kiedy zjawiła się tamta grupa. Zaatakowali mnie bez żadnego sygnału, bez jakiejkolwiek próby nawiązania kontaktu. I gdyby tamte dwie bety nie zareagowały szybko, pewnie skończyłbym martwy. Dostałem mocno po łbie i straciłem przytomność.
Pamiętam krótkie urywki, niby obrazy. Ktoś niósł mnie związanego na swoim ramieniu. Później widziałem wydeptaną ścieżkę, potem kamienną, domy ukryte między drzewami, przyglądających się ludzi, oraz jakiegoś mężczyznę, w szarawych szatach. Teraz natomiast byłem w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Rozejrzałem się po nim. Skończyłem w jakiejś zatęchłej piwnicy. Była całkiem pokaźnych rozmiarów, ale w ogóle niezagospodarowana. Znajdowało się tu jedynie, stare drewniane łóżko, z cienkim kocem który częściowo został zeżarty przez mole. Nie było żadnego okna, jedynym źródłem światła oraz ciepła był niewielki świecznik znajdujący się tuż przy łóżku.
Usłyszałem znajomy dźwięk dobiegający z okolic drzwi. Odblokowywali chyba drzwi, albo ktoś przewrócił jakiś drewniany konstrukt. Po chwili stukot kluczy, a za nim charakterystyczny głośny dźwięk otwieranego zamka. Po jakiś dwóch minutach drzwi lekko się uchyliły na tyle by wrzucić do środka moją torbę. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, nawet wydać z siebie jakiś dźwięk bólu, drzwi zamknęły się z hukiem. Nie wiem co to miało znaczyć.
Chwyciłem za świecznik, powolnym krokiem ruszyłem po swoją torbę. Każdemu krokowi towarzyszyło okropne skrzypienie, miałem nadzieje, że podłoga nagle się pode mną nie zarwie. Było tu strasznie... brudno, co wcześniej nie rzuciło mi się w oczy. Moje kroki zostawiały ślady na zakurzonej podłodze. Wszędzie znajdowały się pajęczyny, z których mógłbym zrobić o wiele grubszy koc, niż ten który zostawili. Schyliłem się po torbę i stęknąłem cicho z bólu.
Wróciłem na wcześniejsze miejsce, torbę rzuciłem na łóżko i od razu zacząłem ją sprawdzać. Oczywiście wszystko było porozwalane, jednak nic nie zostało mi zabrane. Wyciągnąłem koszulę Aarona i warknąłem wściekle. Musieli kłaść swoje brudne, śmierdzące łapska akurat na tym. Jedyna rzecz która miała jakąkolwiek wartość została przez nich zbrukana!
Drzwi ponownie się otworzyły, spojrzałem wściekle w tamtym kierunku. Młoda dziewczyna, może miała z szesnaście lat pisnęła głośno, podskoczyła i wybiegła omal nie przewracając starszego mężczyzny.
-Mógłbyś nie straszyć mojej uczennicy? -Powiedział z lekkim wyrzutem w głosie. Starszy wszedł do środka nie dbając o zamknięcie drzwi. Miał mniej więcej sześćdziesiąt lat, był bardzo chudy, kruczoczarne, lśniące włosy miał krótko przystrzyżone. Oczy wąskie, o bardzo jasnym, szaroróżowym kolorze. Miał połowę lewego ucha, a w prawym nosił mały kolczyk w kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Nosił długą niegdyś białą, teraz bardziej szarą szatę, z wieloma ciemnobordowymi plamami. Stanął przede mną. Bez większych emocji zaczął się przyglądać obandażowanym miejscom, kiedy wyciągnął dłoń w moim kierunku, cofnąłem się o krok. Sapnął cicho, po czym nasze spojrzenia się spotkały. -Nazywam się Hanbei, jestem tutejszym lekarzem.
CZYTASZ
Szczenię |ABO|
FantasyKontynuacja opowiadania Mieszaniec. Przed przeczytaniem tego opowiadania zalecam przeczytanie poprzedniej części, choć nie jest to konieczne. Szczęście, radość z życia? Kiedyś dla Aarona te słowa były obce. Nigdy nie spodziewał się dobrego zakończen...
