Harley Benson.
Nowa osobowość, z którą Alice musiała się teraz utożsamiać. Siedziała naprzeciwko ciotki w powozie. Nawet nie przejmowała się, że widok tego, dawno już nieużywanego, pojazdu może zainteresować mugoli. Dobrze, że powóz ciągnęły konie widoczne dla ludzi niemagicznych. Hilde przeglądała zawartość rolki pergaminu. Czytała z uważnym skupieniem, spoglądając na siostrzenicę co jakiś czas. Ona sama natomiast nie wykazywała żadnego zainteresowania jej osobą. Znudzona obserwowała Londyn przez okienko na wpół zasłonięte granatową zasłonką. Dziwnie jej było przebywać w towarzystwie Annafolz. Przez te sześć lat kobieta nie kontaktowała się z dziewczyną, by nie rujnować jej przykrywek ani nie pisała listów, by ktoś nie przechwycił sowy. Ciotka Hilde westchnęła i odłożyła zwój na bok, poświęcając całą swoją uwagę Alice.
— Masz mi to za złe? — spytała spokojnie. Zupełnie jej to nie interesowało. Starała się stwarzać pozory troskliwej ciotki. — Wiem, że przywykłaś do życia w tamtej szkole, ale trafiono na twój ślad. Dlatego znikasz i pojawiasz się jako nowa ty. Czy to nie jest wspaniałe? — parsknęła śmiechem ciotka. Zamiast patrzeć jej w oczy, Alice skupiła się na brodawce na jej małym nosie.
— Alice Manson nie żyje — odparła beznamiętnie. — To byłam prawdziwa ja. Czym teraz różnię się od aktora tylko grającego swą rolę? — Milczała. — Otóż... aktor wie, że jest kimś innym. Gdy sztuka się kończy, wraca on do swego prawdziwego życia. Ja, natomiast jestem wieczną aktorką, ponieważ, gdy przestanę grać jedną rolę, zaczynam drugą, bo pod kostiumem nie ma niczego.
— Interesujące spostrzeżenia.
Pokiwała chwilę głową. Ich rozmowa dobiegła końca, gdy tylko zatrzymały się pod jednym z londyńskich bloków mieszkalnych. Alice miała zabrać stamtąd wszystko, co było potrzebne w Hogwarcie, a dwa skrzaty: Tina i Lulu, dostały rozkaz spakowania reszty i wywiezienia tego do domu ciotki. Alice, choć bardzo chciała, nie mogła zabrać tego samego, co miała w Beauxbatons, gdyż tamta rola dobiegła końca. A aktor nigdy nie zakładał tego samego stroju do innej roli. Z rodzinnego skarbca wzięła pokaźną sumę galeonów, za co kupiła nowe ubrania i przybory. Wyjątkiem była tylko różdżka przytroczona teraz do jej pasa.
Nie można było jej nazwać prawną właścicielką różdżki, ale ta nigdy nie odmawiała jej posłuszeństwa. Zupełnie jakby nawiązały nić porozumienia. Nie pozwoliła wyrzucić także aparatu. Z nim również się nie rozstawała. Ciekawe, czy ktoś byłby zdumiony, że w połowie roku szkolnego ktoś się przepisuje? Spakowała książki i za zgodą ciotki, wyszła na miasto po nowe rzeczy. Lulu została zaczarowana, by przypominać czarnego pudla — jako strażniczka Alice.
O ustalonej godzinie spotkała się z ciotką pod jedną z budek telefonicznych, aby mogły wejść do Ministerstwa Magii. Wszystkie rzeczy nowej Gryfonki odleciały już do Hogwartu, gdzie miały wyczekiwać ich przyjazdu. Wszystko ponoć było już przygotowane.
— Pozostały tylko dokumenty. Następnie przy pomocy proszku fiuu udasz się do Hogwartu. Przy bramie powinien ktoś czekać.
— Ktoś? — zainteresowała się nagle Alice-Harley. Już powinna się zacząć przyzwyczajać do nowego imienia. Grała różne postacie Mel, Caroline, Carly, a teraz Harley. Cała rodzina Mansonów uczęszczała do Hogwartu. Państwo Manson właśnie tam się poznali i zakochali w sobie. — Chodzi o tego sławnego Filcha?
Ciotka parsknęła śmiechem. Doskonale wiedziała, że Argus Filch nie cieszył się popularnością wśród uczniów Hogwartu. Był obiektem kpin, a także zawsze musiał sprzątać po psotnych czarodziejach, których niemało przebywało w tej szkole. Wszędzie za nim chodziła kotka o imieniu Pani Norris... Cóż, imię lepsze niż Pan Kot albo Pani.
CZYTASZ
Avada Kedavra ✔
FanfictionTRWA POPRAWA BŁĘDÓW TRYLOGIA ZAKLĘĆ NIEWYBACZALNYCH - TOM I ,,Gdy jedno zaklęcie odbierze ci wszystko, to jedno zaklęcie może ocalić ci życie''. Rodzina Manson, którą niegdyś łączyły bliskie relacje z rodem Blacków i Malfoy'ów pewnej nocy zos...
