3. Hogwart

14.8K 932 211
                                        

Szła pospiesznym krokiem, by nadążyć za ciemną postacią, której twarzy nawet nie widziała. Może źle robiła, że kroczyła w ślad za nim? Choć opuścili Hogsmeade to jeszcze ani razu nie ujawnił swoich intencji wobec dziewczyny. Wiedziała o nim tylko to, że przysłał go Dumbledore i znał jej ciotkę — póki co to wystarczało, by nie uciekła od niego. Zawiłymi ścieżkami prowadził ją w tylko sobie znanym kierunku. Nie pytała o nic, bo zapewne i tak mężczyzna nie kdoowiedziałby na nic. Był bardzo skryty albo nieuprzejmy. Po co strzępić język?

— Tą drogą dotrzemy za niedługi czas do Hogwartu — przemówił w końcu tym swoim lodowatym i niemalże wypranym z emocji głosem. — Większość nauczycieli nie wie nic o twej prawdziwej tożsamości. Dlatego też radziłbym ci milczeć. Chyba nie chcesz mieć Śmierciożerców na głowie? Nie.  Oczywiście, że nie — odpowiedział za dziewczynę.

Doskonale wiedziała, kim byli ci tak zwani ,,Śmierciożercy'' — grupa zwolenników Czarnego Pana, zwanego także Lordem Voldemorta. Ta nazwa padła podczas pierwszego przesłuchania Alice, gdy została znaleziona w grobowcu, którym stał się dwór Meyling. Nadal to oni byli posądzani o ten atak i morderstwo. Kluczowym i bardzo pomocnym dowodem byłyby zeznania jedynej ocalałej, ale Alice nie chciała za wszelką cenę wracać do tamtego dnia.

— Rozumiem, że pan także jest nauczycielem z Hogwartu? — Nie odezwał się. Jak miło, że tak chętnie odpowiadał na jej pytania.

Usłyszała trzepot skrzydeł i chichot. Przeszli przez coś, co przypominało kurtynę... nie... przejrzystą zasłonę. Za nią, jak się okazało, znajdowały się błonia szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Najwidoczniej to ten dziwny mężczyzna musiał być tym ,,zaufanym'' człowiekiem Dumbledore'a, bo niemożliwym było, że ktoś inny znał taki dobry skrót. Zbyt szybko się tu znalazła, ale to chyba nawet dobrze. Poczuła się w miarę bezpiecznie.

Mężczyzna przede Alice, gdy dostrzegł jej osłupienie i zainteresowanie samym budynkiem szkoły, zatrzymał się. Słyszała jego pomruk dezaprobaty, ale zignorowała to, zapatrzona w starożytny budynek szkoły. Piękne strzeliste wieże, mosty, szpiczaste dachy... ten zamek przypominał jedno z tych miejsc z bajek sióstr Manson. Zamek, zamieszkiwany przez księżniczki. I pomyśleć, że kiedyś miała się tu pojawić Alice Manson.

— Nie mamy całego dnia — ponaglał ją jej przewodnik. — Jeszcze zdążysz się nacieszyć tą szkołą.

— To nie tak, że jakoś specjalnie się cieszę, że tu jestem... Pewnie za jakiś czas znów zostanę przeniesiona i pewnie zmienię imię — rzuciła sucho, ale najwyraźniej puścił mimo uszu jej nieprzyjazny ton. — Wie pan... to naprawdę smutne, prawda? Czytał pan może Proroka Codziennego? Tego, kiedy było tak głośno o tragedii na dworze Meyling? —Chciał coś powiedzieć, ale bezczelnie weszła mu w pierwsze wypowiedziane słowo, kontynuując monolog. — Dwór Meyling zaprawdę był majestatycznym miejscem. Jedyny dwór czarodziei czystokrwistych, gdzie chyba naprawdę istniało coś takiego, jak ciepło i miłość rodzinna. Następnego roku ich najmłodsza córka miała znaleźć się w obrębie murów tej szkoły. Jednak nie ma jej tutaj. Wie, pan dlaczego? — Zerwał się porywisty wiatr, rzucający jasnymi włosami dziewczyny na wszystkie strony. — Ponieważ Alice Manson nie żyje. Wraz z rodziną została zamordowana w tamtym domu. Na słynnym dworze Meyling, gdzie odbywały się wspaniałe bale jesienne, Bożonarodzeniowe, wiosenne.

— Gadasz jak najęta. Znam już taką jedną. I ona w zupełności wystarczy. Gryfonka z szóstego roku. Tak jak i ty. Jeżeli będziesz odpowiadała niepytana punkty twego domu zostaną odjęte. Za sprawianie większych problemów grozi ci szlaban — Pominął przemowę nowej Gryfonki. —Jako że masz wtopić się w tłum, nie będzie tu dla ciebie specjalnego traktowania. Jesteś jak każdy inny uczeń.

— Wiem. Przepraszam za ten wyskok. Po prostu pomyślałam... co by się stało, gdyby Alice Manson jednak tu była...

Czarny płaszcz zaszeleścił, gdy mężczyzna ruszył się z miejsca. Alice patrzyła jak znika w oddali. Obejrzałaml się dookoła i pobiegła za nim. Przechodząc przez dziedziniec szkoły czuła się naprawdę niezręcznie. Uczniowie, którzy skończyli na dziś lekcje albo mieli przerwę, z niekrytym zainteresowaniem przypatrywali się nowej, nieznanej twarzy. Alice-Harley czuła się, jak rzeźba na wystawie. A może to jednak pan przed nią budził to poruszenie? Nie miała pojęcia.

Nie wszedł do budynku szkoły przez ogromne dwudrzwiowe wrota, a skręcił w lewo. Stanął przed posągiem gryfa. Złapał dziewczynę za ramię i przyciągnął bliżej siebie. Wypowiedział hasło: ,,Gliniany kocioł'', a posąg poruszył się, ukazując im schody.

Jak się okazało schody prowadziły do gabinetu dyrektora. Ciotka podskoczyła na widok siostrzenicy, gdy w końcu weszli do środka ganinetu. Omal nie udusiła dziewczyny, tak mocno ją ściskając. W komnacie stał także słynny Albus Dumbledore, którego już miała przyjemność poznać oraz dwoje innych ludzi, których widziała po raz pierwszy. Dyrektor zauważył zmieszanie na twarzy Gryfonki, gdy wyrwała się z objęć ciotki.

— To profesor Minerwa McGonagall. Opiekunka domu Godryka Gryffindora, więc także i twoja. — Skinął głową, uśmiechając się, chcąc dodać otuchy wciąż zagubionej uczennicy.

Starsza kobieta wydawała się być miłą osobą. Spod szpiczastego kapelusza wymykały się siwe kosmyki włosów uciekające z ciasno związanej fryzury. W oczach McGonagall kryły się ogromna wiedza oraz te tajemnicze iskry.

— W razie jakichkolwiek problemów kieruj się najpierw do niej. Oczywiście na pomoc możesz liczyć ze strony swej ciotki, jednak zwracam uwagę, by wasze relacje na forum szkoły ograniczały się do więzi uczeń-nauczyciel. Nie chcemy, by ktoś odkrył wasze pokrewieństwo. — Rozejrzał się po swoim gabinecie, aż zawiesił wzrok na czymś, co musiało spoczywać na bardzo zagraconym biurku. Sterta pergaminów cudem utrzymywała się na jego krawędzi. — Czekoladki? — spytał, podstawiając pod nos Alice średniej wielkości opakowanie z czekoladkami. Nieśmiało sięgnęła po kawałek. — Profesora Severusa Snape'a już poznałaś.

Odwróciła się za siebie i dostrzegła, jak mężczyzna, który ją tu przyprowadził, zdejmuje kaptur. Długie, kruczoczarne, lekko przetłuszczone włosy, opadały mu na ramiona. Szpiczasty nos i naprawdę bardzo, bardzo nieprzyjazny wyraz twarzy sprawiały, że Alice nie potrafiła przekonać się do tego mężczyzny.

— Profesor Snape naucza eliksirów. Będzie również odpowiedzialny za próby uzyskania dostępu do twych ukrytych wspomnień, do których nie chcesz swobodnie dać nam dostępu.

— Moment! — wtrąciła dziewczyna. — Nie pozwalam na grzebanie w mojej głowie! Wiele trudu mnie kosztowało, by zakopać tamten dzień. I on tam zostanie. W tych gruzach! — protestowała.

— Wszystko dla twojego dobra — odezwała się Hilde, za co Alice spiorunowała ją oburzonym spojrzeniem.

— Niech, pan dyrektor mnie to zostawi — powiedział Snape. — Ja się tym zajmę.

Dlaczego coś podpowiadało Alice-Harley że on faktycznie dostanie, czego chce.

,,Rila!"

Cofnęła się gwałtownie, wpadając na tego ponuraka. Nie chciała wracać do tamtego dnia! Tę prawdę znała Alice, a jej już nie było! Jestem... kim jestem?

— Severusie, nie ma co na razie dziewczyny straszyć. — Dyrektor klasnął w dłonie. — Pozwólmy pannie Benson przyzwyczaić się do klimatu oraz zasad panujących w Hogwarcie. Przez to zamieszanie, nie przedstawiłem profesora Horacy'ego Slughorna. Podobnie jak profesor Snape naucza eliksirów, jednak, jako że Severus będzie sprawował swego rodzaju pieczę nad... — odchrząknął dwukrotnie — pewnymi sprawami Hogwartu. Dlatego jego plan lekcji został podzielony między niego a Horacy'ego. Minerwo — zwrócił się do kobiety, stojącej obok Hilde — sądzę, że możemy wezwać prefekta Gryffindoru, by odprowadził Harley do jej dormitorium.

— Panna Granger powinna niebawem się zjawić.

Avada Kedavra ✔Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz