W sobotę, dzięki Merlinowi, słońce wznosiło się ponad Hogwartem. Nie padało, a niebo nie skaziła nawet jedna chmura. Cała szkoła zgromadziła się na stadionie Quidditcha i oczekiwali na rozpoczęcie gry Gryffindoru przeciwko Ravenclaw. Gdy obie drużyny wyszły na boisku, widownia wydała z siebie okrzyki radości.
Harley dziwnie się czuła, będąc przed taką publicznością. Oczywiście nie pozwoliła, aby to przeszkodziło jej w grze. Złożyła obietnicę, a ona zawsze ich dotrzymywała. Obiecała Zabiniemu, że zwycięży i zagra przeciw niemu. Uśmiechnęła się na tą myśl. Z drugiej strony czuła na sobie czujne spojrzenie ciotki. Domyślała się, że to ją Hilde będzie obserwować przez cały mecz. Od początku była przeciwna dołączeniu do drużyny, ale jako że ich pokrewieństwo miało pozostać tajemnicą, nie mogła wyrazić swego zdania na ten temat i zabronić Harley gry.
Profesor Hooch przedstawiła zasady gry i zaraz potem kolejno uwolniła tłuczki i kafla. Złoty znicz wciąż pozostał zamknięty. Zawodnicy wsiedli na miotły i wzbili się na wysokość kilku stóp.
Niektórzy byli lekko poddenerwowani, ale to nie miało nic wspólnego z grą, lecz powodem, dla którego rozgrywki o Puchar Quidditcha rozpoczęły się pod koniec listopada, a nie tradycyjnie na początku. W dodatku niedługo przed pierwszym meczem, zestawienie drużyn zmieniło się. Wbrew oczekiwaniom to nie Zachariasz był komentatorem wydarzenia sportowego, a siódmoklasista, Chris Bailey. Krukon o łagodnym usposobieniu i dobrych ocenach. Obok niego stała Luna Lovegood łagodnie się uśmiechająca, najwidoczniej miała zamiar pomóc w komentowaniu swojemu koledze z jednego domu.
- Po cholerę, Diable kazałeś mi przyjść na mecz Gryfonów i Krukonów - warknął oburzony Draco, po czym dodał ciszej: - Przecież wiesz o mojej misji...
- Tak, tak, ale ciągłe siedzenie na siódmym piętrze doprowadzi cię do obłędu, trochę relaksu. Poza tym... - Zabini uśmiechnął się szeroko, dostrzegając dziewczynę o jasnych, niemal złotych włosach w czerwonej szacie, która szybowała nad boiskiem.
Harley grając jako ścigająca wraz z Katie Bell i Ginny Weasley, właśnie przerzuciła kafla przez obręcz Krukonów.
- Tak! Tak! Pierwsze punkty dla Gryffindoru zdobyte przez Harley Benson! - krzyknął Chris, a potem odezwała się Luna.
- Harley, dziękuję za budyń. Był trochę słodki, ale dobry. Nigdy nie jadłam budyniu o smaku truskawki.
Chris parsknął śmiechem na słowa koleżanki i znów zabrał się na komentowanie.
- Benson gra w Quidditcha? - spytał Draco.
Tłuczek zawirował między Potterem, ale go minął, po czym skierował się jak dziki na obręcz, a następnie zaczął lecieć w stronę niespodziewającej się tego Benson. Mogłoby to się źle zakończyć, ale w porę pałkarz Thomas, który poprzednie pełnił rolę ścigającego, odbił go pałką.
- Dzięki! - krzyknęła do kolegi, a potem spojrzała jak Ginny przerzuca kafla przez obręcz przeciwnej drużyny.
Szybko szala przechyliła się na stronę Krukonów, którzy dominowali stoma punktami, ale to spowodowało u nich zbyt wielką pewność siebie, więc różnica w punktacji zaczęła się powoli zacierać, aż zwycięstwo było bliżej domu lwa. Gdy na boisku pojawił się złoty znicz, gra dopiero się zaczęła.
Cho Chang, będąca szukającą, spierała się z Harrym o zwycięstwo. W tym czasie Krukoni zaczęli grać bardziej żywiołowo. W tej sytuacji znów stanęli ponad Gryfonami. Ginny i Katie ciągle grały aktywnie i nabijały punkty, czemu towarzyszyły wesoło okrzyki kolegów z jednego domu. Jednak nawet jeśli Harry złapałby znicza, w punktacji o kilka punktów wygrałby Ravenclaw. Szansa jeszcze bardziej by uciekła, bo ciemnowłosy Krukon ruszył z kaflem na bramkę Gryffindoru, wymijając zgrabnie przeciwników. Ronald, sądząc, że zdoła go powstrzymać, opuścił swoje stanowisko, zostawiając obręcze bez ochrony.
Krukon wyminął go i rzucił kaflem w stronę obręczy. Harry był bliżej znicza.
Kafel nie trafił w obręcz.
- Co u diabła?! - wyrwało się Malfoy'owi, a Pansy otworzyła z szoku usta. Niemal cała publiczność zamarła.
- U mnie spoko - odparł Blaise, odrywając wzrok od tego, co się stało.
Przed obręczą pojawiła się Harley Benson, nikogo nie obchodziło z jaką prędkością się tam pojawiła, ale co zrobiła! Dzięki wyćwiczonym mięśniom ramion, stanęła na rękach na miotle, co naprawdę było niebezpieczne, gdyż nawet zawodowcy czasem potrafili sknocić ten manewr. W każdym razie, Harley stała na rękach, a nogą odbiła kafla, podając go do Ginny, która wykorzystała szok wszystkich i strzeliła bramkę Krukonom.
Wszyscy wybudzili się z dziwnego letargu i gra znowu się rozpoczęła. Katie Bell, asekurowana przez Thomasa nabiła kolejne punkty. Sprawiając, że doszło do remisu.
- Proszę państwa! Co za niesamowita akcja! Harley Benson z Gryffindoru wykonała trudny manewr, znany jako taniec błazna. Jedyną osobą, która wykonała go tak samo perfekcyjnie była, świętej pamięci, Rila Manson!
- Niezła jest - przyznała Pansy, przygryzając zadbanego paznokcia kciuka. - Ale wiem, że nasza drużyna wygra w tym roku.
Draco Malfoy pokręcił głową, schował ręce do kieszeni spodni i zszedł z trybunów, kierując się na zamek, na siódme piętro. Bailey wspomniał o Rili, a to samo z siebie prowadziło do wspomnienia o jego Alice. Głupota. Miał misję, powinien się na niej skupić. A jednak zatrzymał się w połowie drogi po schodach. Czemu by nie zetrzeć uśmieszku z twarzy tej dziewczyny zaraz po meczu? Rozległ się głośny aplauz, czyli znicz został złapany.
Jak się spodziewał, przez Pottera.
Stanął na korytarzu, prowadzącym do szatni, gdzie dołączyli do niego Blaise i Pansy. Harley rozpuściła włosy, wcześniej związane w warkocz, gdy natknęła się na nich.
- No nieźle, promyczku - parsknął Blaise. Harley uśmiechnęła się łagodnie.
- Proszę, proszę. Cicha woda brzegi rwie.
- Ciekawy komplement, przyznaję. Jak chcesz autograf, tylko powiedz -odpowiedziała, krzyżując ręce na piersiach. - A może okropecznie mi zazdrościsz, co?
Pansy zmarszczyła brwi, a Blaise roześmiał się.
- ,,Okropecznie'', śmieszne słowo.
- No, no. Draco, nie wiedziałem, że znasz dzisiejszą gwiazdę Quidditcha - odezwał się ktoś za nimi.
- Żegnam cię, Nott. Poza tym, to żadna gwiazda - prychnął pogardliwie, a Theodor roześmiał się.
- Theodor Nott, miło poznać cię w końcu, Harley Benson. Ciekawe zagranie z tą bramką, naprawdę. Mam nadzieję, że kiedyś porozmawiamy, ale teraz... Draco, Blaise, Snape nas wzywa.
Chłopcy poszli za Nottem, a Harley chciała udać się do szatni, ale głos Parkinson zatrzymał ją, mrożąc krew w żyłach.
- To ty, prawda? - Odwróciła się, by spojrzeć na skupioną twarz Ślizgonki. - Alice Manson.
CZYTASZ
Avada Kedavra ✔
أدب الهواةTRWA POPRAWA BŁĘDÓW TRYLOGIA ZAKLĘĆ NIEWYBACZALNYCH - TOM I ,,Gdy jedno zaklęcie odbierze ci wszystko, to jedno zaklęcie może ocalić ci życie''. Rodzina Manson, którą niegdyś łączyły bliskie relacje z rodem Blacków i Malfoy'ów pewnej nocy zos...
