Harley zamknęła za sobą cicho drzwi prowadzące do sali Eliksirów. Westchnęła z rezygnacją, bo teraz nagle Snape był, ale jak potrzebowała pomocy, to nie, bo po co! Pewnie innym Gryfonom punkty odbierał, chytrus jeden... Stanęła przy swoim stanowisku, które zwykle zajmuje na lekcjach i patrzyła na spokojną twarz nauczyciela. Snape nie wydawał się być nie w humorze. O Merlinie, ile on tych punktów zabrał? - pomyślała z lękiem dziewczyna.
Pierwszy raz widziała tego mężczyznę bez kija w tyłku, wydawał się dziwnie spokojny, odprężony. Skrzyżował ręce na ramionach, poprawiając poły czarnej szaty.
- Czy za nim odejmę punkty Gryffindorowi, chcę usłyszeć, czemu siedziałaś na korytarzu i ryczałaś jak małe dziecko? - rzucił z jawną kpiną, a Harley zmarszczyła brwi. Chciała tupnąć nogą i zaprzeczyć, ale on doskonale widział, jak to wyglądało. - No więc?
Nadęła policzki, odwracając wzrok, ale zdecydowała się przyznać. Skoro Gryffindor i tak ma stracić punkty, które Hermiona szybko nadrobi - to niech to będzie chociaż za prawdę...
- Byłam w bibliotece - zaczęła. - Słyszałam kroki, za którymi potem pobiegłam i znalazłam się w lochach, gdzie padłam ofiarą perfidnego żartu Irytka. Przestraszył mnie na śmierć! Myślałam, że... - w porę ugryzła się w język, nie zdradzając nic mistrzowi Eliksirów.
- Że...? - naciskał Snape, ale Harley pokręciła głową, dając mu znak, że nic z niej nie wyciągnie.
Snape odwrócił się do niej plecami, wznawiając wcześniej rozpoczętą pracę nad dziwnym eliksirem. Słodko-gorzki zapach unosił się w powietrzu, ale Gryfonka nie potrafiła rozpoznać tego dość znajomego zapachu. Usiadła na krześle i zaczęła palcem kreślić kółka na blacie.
- Dlatego mnie szukali - odezwała się, wpatrując w plecy nauczyciela. Snape spiął się, co nie uszło jej uwadze. - Ciotka mi powiedziała... o krwi feniksa - dodała szeptem. Profesor odwrócił się w jej stronę. - Dlaczego profesor mi tego nie powiedział.
- Nie pytałaś - odparł wymijająco.
- A właśnie, że tak! - Zerwała się z krzesła, wskazując nauczyciela palcem. - Pytałam!
- Gryffindor traci dziesięć punktów za podnoszenie głosu na nauczyciela, kolejne dziesięć za brak szacunku i jeszcze pięć... tak dla zasady.
W Harley aż się zagotowało. Co on sobie wyobrażał?! Nietoperz z lochów, doskonałe określenie, istna bestia i potwór.
- Chcesz jeszcze podyskutować? - zapytał niewinnie mężczyzna, prowokując ją. Wzruszył ramionami i ponownie pochylił się nad kociołkiem. - Twoja... przypadłość jest sprzeczna z wszelkimi prawami, nawet, a zwłaszcza - szybko się poprawił - w świecie czarodziei.
- Dlaczego pan profesor nie powiedział tego dyrektorowi? - spytała, ale szybko pożałowała. Chochla upadła z brzękiem na kamienną posadzkę, a Snape okrążył jej stół, stając dokładnie obok. - Znaczy się... jest pan jego najwierniejszym człowiekiem, więc czemu...
- Pytasz ,,czemu''? Zabawne, o to samo pytałem kiedyś twoją ciotkę, kiedy wręcz błagała niemal na kolanach, bym nie wydawał ciebie Dumbledore'owi. Ale przecież zależało jej na ochronie siostrzenicy, czyż nie? - Przywołał na twarz cyniczny uśmiech, ale Harley nie zareagowała. - Wnioskuję, że rozumiesz, do czego zmierzam... Twoja ciotka...
- Moja ciotka nie chciała chronić mnie - dokończyła za niego.
Spodziewała się, że Snape zaraz odejmie kolejne punkty jej domowi, ale nic takiego się nie stało. Stał w milczeniu, przyglądając się, jak chude palce dziewczyny błądzą po stole, szukając zajęcia. Nie uszło jego uwadze, że jej smukłe palce przypominają niemal dłonie szkieletu. Zastanowiło go chwilę, jak uczennica mogła w ciągu kilku tygodni aż tak się zapuścić.
Nie interesowała go przyczyna, lecz jego własne obowiązki. Dumbledore powierzył mu, aby odkrył, czego Śmierciożercy szukali na Dworze Meyling- szukali dziecka o krwi feniksa, która uczyniłaby go niepokonanym, pozostali jego zwolennicy również mogli na tym zyskać. Severus do dzisiaj nie wiedział, dlaczego zgodził się na prośby Hilde. Wiedział, że Zakon będzie chciał wykorzystać ten dar na swoją korzyść - w tym nie różnił się niczym od Śmierciożerców, ale to nie to nim kierowało. Zatem co?
Nie musiał znać Hilde wiele lat, by od razu pojąć, jaki to typ kobiety. Była zakochana w mężu swojej siostry, ale nic z tym nie zrobiła, podobnie, jak on w przypadki Lily, a fakt, że Alice przeżyła nie wzbudziła w niej większych emocji, ponieważ wcale nie zależało jej na siostrzenicy, a na krwi w jej żyłach. Krwi feniksa. Z jakiegoś powodu Hilde chciała to wszystko zachować dla siebie, ale pewnego dnia Severus odkrył jej notatki opisujące całe to wydarzenie.
- Jak dobrze, że zdajesz sobie sprawę, jaka naprawdę jest twoja ciotka. Samolubna, zapatrzona w siebie, narcystyczna...
- Nie musi mi jej pan profesor opisywać - weszła mu ponownie w słowo, za co Snape pacnął ją różdżką w głowę. - Auć...
- Wynoś się - rzucił Snape, chowając różdżkę.
Harley pokiwała głową, patrząc na plecy nauczyciela, który podchodził do kociołka. Nagle złapała się za serce, gdy stanęła przy drzwiach. Pozostała jeszcze jedna kwestia. Jedno pytanie, na które nikt nie potrafił jej odpowiedzieć - do którego odnalezienia odpowiedzi postanowiła wykorzystać także Pansy i Blaise'a.
- Profesorze? - zapytała, kładąc dłoń na zimnej klamce. Jego ciszę uznała za znak, by kontynuowała. - Skoro profesor wiedział o moim... darze, dlaczego tak usilnie próbował się pan dowiedzieć, co się wtedy stało.
Nie odpowiedział jej. Odwróciła się przez ramię, by na niego spojrzeć. Snape wpatrywał się w nią, a w jego oczach kryło się coś... drapieżnego, coś, co nakazywało jej uciekać z tej sali, zanim całkowicie nauczyciel straci panowanie nad sobą.
- Zrozumiałam... - wymamrotała.
- Wiem, czego szukali, ale próbuję odkryć, jak Śmierciożercy dostali się do rezydencji chronionej znaczną ilością zaklęć ochronnych.
- Zostali wpuszczeni - odpowiedziała i wyszła z sali Eliksirów.
Niech się teraz zastanawia, buc jeden! - pomyślała, za co szybko się zganiła, przypominając sobie, że Snape mógł czytać w jej myślach. Wróciła do Wieży Gryffindoru, uważnie śledząc drogę, by nie napotkać tego przeklętego Irytka! Jak dziś ją nastraszył... Myślała, że zawału dostanie. Będąc we wspólnym salonie Gryfonów znów słyszała te kroki. Możliwe, że to znowu Irytek? Pokręciła głową. A może ktoś tu chodził ukryty zaklęciami, niewidzialny? To niemożliwe, odpowiadała sobie od razu.
Następnego dnia czekało ją niemałe widowisko. Slytherin miał zagrać z Hufflepuffem, niedługo Gryffindor miał rozegrać mecz ze Slytherinem, jak zwycięzca z zwycięzcą, a potem Gryffindor z Hufflepuffem i Slytherin z Ravenclawem. I tak zakończyłyby się rozgrywki. Po meczu Harry zaprosił ją wraz z przyjaciółmi do Hogsmeade.
Mimo wszystko czuła dziwny niepokój. Upewniając się, że wszystkie dziewczyny w dormitorium śpią, Harley zajrzała do gazet przyniesionych wcześniej przez Pansy. Coś musiało w nich być, jakiś kruczek! Cokolwiek! Prawda do niej nie docierała i próbowała sama rozgryźć, jak to się stało, że ta osoba zdradziła.
Jakim zaskoczeniem było, że kapitan drużyny Slytherinu nie bierze udziału w meczu. Draco Malfoy znów wyparował, co jeszcze bardziej zirytowało Harley Benson.
CZYTASZ
Avada Kedavra ✔
FanfictionTRWA POPRAWA BŁĘDÓW TRYLOGIA ZAKLĘĆ NIEWYBACZALNYCH - TOM I ,,Gdy jedno zaklęcie odbierze ci wszystko, to jedno zaklęcie może ocalić ci życie''. Rodzina Manson, którą niegdyś łączyły bliskie relacje z rodem Blacków i Malfoy'ów pewnej nocy zos...
