Alice podążała za Harrym i pozostałymi, ale przez zmęczenie spowodowane ostatnimi wydarzeniami, nie mogła ich dogonić.
- Snape! On ci zaufał!
Krzyk Harry'ego utwierdził dziewczynę w przekonaniu, że rzeczywiście on odpowiadał za zabicie Dumbledore'a. Nogi się pod nią ugięły, gdy zbiegała z górki. Snape również był Śmierciożercą. Dlatego wiedział tyle, dlatego jej szukali w Hogwarcie.
Severus Snape był zdrajcą.
Do oczu napłynęły łzy, ale szybko je starła. Znała smak zdrady na pamięć. Rozpoznałaby go wszędzie - to palące uczucie w piersi, rozrywające gardło, kujące w oczy. Nie mogła ulec ani się poddać. Zwłaszcza, że widziała tego, od którego się wszystko zaczęło, Lucjusza Malfoy'a. Jej siostra zginęła, jako morderczyni rodziny, którą nie została z własnej woli.
Już nie obchodziło ją, co się z nią stanie. Rzuci wyzwanie starszemu Malfoy'owi i zabije go. To był jej nowy cel w życiu, powód, dla którego Alice Manson powróciła do życia. Nerwowo zaciskała rękę na różdżce, gotowa rzucić nawet najpaskudniejsze zaklęcie, chociażby Avadę, w której się specjalizowała. Śmierciożerca, który przeżył tamtego dnia - miał dziś zginąć.
Z oddali widziała, jak Wybraniec pada na ziemię, trafiony zaklęciem Bellatrix, a potem między nimi staje Snape. Nie słyszała wyraźnie, o czym ze sobą rozmawiają. Zmusiła swoje nogi do posłuszeństwa i nadwyrężenia, byleby zdążyć ich zatrzymać.
- Oho... mamy towarzystwo - prychnęła rozbawiona Bellatrix, przykładając sobie różdżkę do warg. - A któż to?
Draco zdębiał, widząc Gryfonkę, będącą powodem jego wahania i rozterek. Widząc dziewczynę, która właśnie wtrąciła się w tę wojnę sama, opowiadając się po jego przeciwnej stronie - Harry'ego Pottera i Zakonu Feniksa.
- Harley, co robisz?! Uciekaj! - wołał Harry.
- Snape, ty zdrajco! - warknęła, ignorując chłopaka. - Zaufałam ci! Otworzyłam się przed tobą, rozdrapując blizny! A ty... - syczała przez zęby - ty okazałeś się zwykłym brudnym Śmierciożercą!
Jeżeli cała ta sytuacja bolała ją, nie dała tego po sobie poznać. Z jej błękitnych oczu tryskał jad. Mistrz Eliksirów widział w nich wściekłość, istną furię, nienawiść i pogardę wycelowane w jego osobę. Nie potrafił przyznać nawet przed samym sobą, ale to spojrzenie... sprawiało, że czuł się źle. Zawiódł kogoś, kto na nim polegał. Czuł, jakby po raz drugi zawiódł Lily Evans, a teraz nadzieję Dracona.
- A ty! - wrzasnęła na Draco. - Wiedziałam! Od samego początku wiedziałam, kim jesteś! Jak mogłeś?! Jak mogłeś dołączyć do Śmierciożerców?! Do morderców! Do tych, którzy zabili moją rodzinę i chcieli zabić mnie!
Chłopak uniósł brwi, spoglądając to na Snape, to na, nieporuszonego wrzaskami zwykłego robaka, ojca. O czym ona mówiła? Nie wiedział, że Harley była sierotą i to zwolennicy Czarnego Pana za to odpowiadali. Kiedy to się stało? Przed ich szczerą rozmową? A może właśnie wtedy, gdy siedzieli, a oni wyjechali na sprezentowany przez córkę wyjazd?
Spuścił wzrok, czując na sobie to przenikliwe spojrzenie, oskarżające każdy milimetr jego ciała. Był tchórzem, bo nie potrafił się sprzeciwić, zwłaszcza teraz, gdy ona na to najbardziej liczyła. Wierzyła, że zrobi krok w jej stronę, nie pośle ojcu ani jednego, choćby krótkiego, spojrzenia i stanie po właściwej stronie.
Po jej stronie.
- Jesteście siebie warci! Mam nadzieję, że zgnijecie!
Bellatrxi nie przestawała się uśmiechać szeroko, widząc tę rozkoszną nienawiść tlącą się w oczach nastolatki. A jednocześnie jej wrzaski powoli zaczynały irytować prawą rękę Voldemorta. Chciała już machnąć różdżką, posyłając zwykłe Crucio, ale nagle Lucjusz postąpił krok do przodu.
CZYTASZ
Avada Kedavra ✔
FanfictionTRWA POPRAWA BŁĘDÓW TRYLOGIA ZAKLĘĆ NIEWYBACZALNYCH - TOM I ,,Gdy jedno zaklęcie odbierze ci wszystko, to jedno zaklęcie może ocalić ci życie''. Rodzina Manson, którą niegdyś łączyły bliskie relacje z rodem Blacków i Malfoy'ów pewnej nocy zos...
