— Żartujecie sobie?
Rozejrzałam się ponownie po całej sali, spotykając się z dziwnymi spojrzeniami wszystkich zebranych. Nikt nie wydawał się tak bardzo oburzony tym faktem jak ja, co musiało oznaczać tylko tyle, że jako jedyna byłam niepoinformowana o zamiarach tej wyprawy. Moje spojrzenie spoczęło na Jamesie siedzącym obok mnie. Chłopak uniósł spojrzenie i zobaczyłam smutek w jego oczach. Następnie poczułam ponownie ściska moje udo pod stołem. Najwidoczniej chciał żebym się uspokoiła, albo chciał po prostu dodać mi otuchy. Cóż, nie udało się.
— Przecież to cholernie niebezpieczne — dodałam kręcąc zdenerwowana głową.
— Nie ma innej drogi — uciął stanowczo Howard.
Stanął przy stole i oparł się dłońmi o blat. Nagle dotarło do mnie, że zachowuję się jak kretynka. Oni wszyscy wiedzieli, od dawna. I nikt mi nie powiedział. A teraz tak po prostu robiłam z siebie idiotkę przed wszystkimi, bo nie miałam nawet chwili czasu, aby przyswoić sobie te informacje. Mój chłopak i mój przyjaciel mieli przedostać się do rozpędzonego pociągu na linie. I mieli z tego wyjść cało. Cała ta misja zaczynała mnie przerażać, nie wydawała się ani trochę bezpieczna, może gdybym wiedziała wcześniej, mogłabym coś wymyśleć.
Ale skąd o wszystkim wiedział James? I dlaczego nic mi nie powiedział? W końcu mieszkaliśmy wspólnie, miał tyle okazji... Spojrzałam na bruneta obok mnie i zmarszczyłam brwi. To chciał mi powiedzieć wtedy u swoich rodziców, ale nie potrafił. Jak mógł mi nie powiedzieć?
— Jak mówiłem, wyprawa w przyszłym tygodniu — powiedział Howard kończąc spotkanie. — Możecie się wszyscy rozejść, dziękuję za przyjście.
Część członków zarządu wstała i zaczęła się rozchodzić. Ja nadal siedziałam na swoim krześle, patrząc z niedowierzeniem na mojego chłopak, który ponownie spuścił głowę, nie mogąc wytrzymać mojego spojrzenia. Kątem oka widziałam, że Peggy zmierza w moją stronę, a za nią podąża Steve. Już miałam wstać z miejsca i wyjść, ale brunet obok mnie odwrócił się w moją stronę i chwycił za ramię.
Spojrzałam na niego z bólem i pokręciłam głową.
— Wiedziałeś — szepnęłam patrząc mu prosto w oczy.
— Wiedziałem — potwierdził i wyciągnął dłoń aby dotknąć mojego policzka.
Odtrąciłam jego rękę i wstałam z krzesła. Peggy podeszła do mnie i chwyciłam mnie za nadgarstek, obracając z swoją stronę. Co oni wszyscy mieli z tym chwytaniem mnie dzisiaj? Spojrzałam na brunetkę i pokręciłam głową.
— Dlaczego po prostu mi nie powiedzieliście? — zapytałam patrząc na całą trójkę.
— Nie chcieliśmy żebyś się martwiła — zaczął Steve, podchodząc bliżej.
— Ostatnio tyle się działo... Napad na labolatorium — wyjaśniła pospiesznie Pegg.
Zaśmiałam się wyrzucając dłonie w górę. Tym samym odepchnęłam dłoń siostry i cofnęłam się o krok. Oni to potrafili znaleźć sobie dobrą wymówkę. Napad, który miał miejsce pół roku temu! Napad z którego wyszłam bez szwanku i w świetnym stanie. Prychnęłam i pokręciłam głową.
— Racja, lepiej żebym wyszła na idiotkę!
— Myśleliśmy, że robimy to dla twojego dobra — James wstał ze swojego miejsca i podszedł do mnie.
Widząc jego dłoń, zmierzającą w moim kierunku, cofnęłam się o krok i zatrzymałam go dłonią wyciągniętą przed siebie. Nie chciałam aby w tym momencie mnie dotykał. Byłam zła i zrozpaczona. Zataili przede mną tak ważną informację, nie dając mi się z nią do końca oswoić. A w dodatku, mój strach o życie bruneta zaczynał sięgać zenitu. James spojrzał na mnie zdziwiony, a ja uśmiechnęłam się smutno.
CZYTASZ
Tak blisko • Bucky Barnes
Fanfiction"-Wygląda Pan na zmęczonego Sierżancie Barnes - odparłam łącząc dłonie za plecami. Brunet opuścił swoją dłoń, a uśmiech zniknął z jego twarzy. -Doradzam, aby Pan odpoczął. A o taniec proszę zapytać jutro, w Bloody Rose o 18 - dodałam. Brunet przyjrz...