Raz, dwa, trzy...
— Sinnatagg! — woła pappa, marszcząc groźnie brwi, ale nawet to nie powstrzymuje kącików jego ust od wygięcia się w górę. Anna oblizuje czekoladowe smugi z własnych. — Ale z ciebie złośnik...!
Kiedy pappa mierzwi jej włosy, ona obejmuje jego kolana, bo nie jest w stanie sięgnąć wyżej. Tym razem pappa nic nie mówi, kiedy pozostawia na wyprasowanych na kant nogawkach drobne odciski palców. Wyglądają jak meduzy, które wypełniają wiaderko u jej stóp.
Cztery...
Stary zegar dziadka w Wielkim Holu zaczyna wybijać godzinę.
Pięć...
Podnosi wzrok i ramiona pappy stają się szersze; nie ma już wąsów, ale zdecydowanie nie jest ogolony. Urosła już trochę i teraz bez problemu może pociągnąć go za włosy, chociaż sięga mu tylko do ramienia. Zarost śmiesznie drapie delikatną skórę gardła, kiedy się nad nią pochyla.
— Ty mnie zabijesz. — Oddycha głęboko. Jej szyja tłumi jego jęk. Popękane usta układają się w obietnice, które zostaną złamane. — Nie... nie możemy...
Myli się. To on nie może wyszarpnąć dłoni z jej uścisku. Anna może trzymać ją tak długo, jak tylko zechce.
Sześć, siedem...
Ale puszcza natychmiast, gdy zauważa, jak z jego dolnej wargi spływa strużka krwi – kap, kap – prosto na dekolt jej nowej sukienki. Układa się w kształt serca.
— A teraz bądź dobrą żoną i umrzyj wreszcie — słyszy. A dalej nie rozumie, to nie po norwesku.
Nie przypomina sobie, kiedy została żoną – niedawno była tylko złośnicą – ale pamięta, że jego oczy były inne. Ich brąz ogranicza się już tylko do cienkich obwódek wokół zielonych tęczówek. Przypominają jej trochę złoto, błyszczą jak pierścień korony na jego skroniach. Nie pasuje do niego, zupełnie tak, jak rękawiczki, które wkłada.
Anna lubi rękawiczki, bo przywodzą jej na myśl ciepło. Ale podłoga, na którą się osuwa, jest lodowata jak ocean. Jak kawałki kry pływają po nim pantofle.
Osiem, dziewięć...
To pantofle mammy. Podaje Annie gliniany kubek, w którym odbijają się góry, i sadza ją sobie na kolanach, chociaż przecież jest już na to za duża. Nie pozwalają jej już spać w swojej sypialni, nawet kiedy się boi. Nie chcą wierzyć, kiedy płacze, że w kącie siedzi myling*.
— Shh, čáhceloddi... — Brzmi, jakby śpiewała. — Cicho, kaczuszko.
Dziewięć i pół...
Osusza jej łzy brzegiem spódnicy i Anna może wreszcie pobiec szukać siostry, ale kiedy już ją znajduje i chce złapać, ona zatrzaskuje jej drzwi przed nosem. Nie rozumie tego, nie tak gra się w gjemsel**...
— Elisabet? — pyta bezradnie.
— Nie mów tak do mnie — warczy dorosła nagle Elsa, a ona protestuje, bo przecież nie powiedziała nic złego. Ale jest już za późno, Elsa musiała nie usłyszeć, bo wszystkie drzwi dookoła niej się zatrzaskują. Otaczają ją labiryntem, z którego wychodzi doktor Foss.
Dziesięć.
— Nie ruszaj się, navnløse*** — nakazuje, a ona się nie sprzeciwia, bo przez chwilę chce widzieć w nim kogoś innego. Kogoś, kto ją kocha. Chyba ktoś taki wciąż gdzieś tu jest, ale teraz jej oczy widzą tylko do środka.
CZYTASZ
Heimr Árnadalr
Fanfiction„Przeszłość ma w zwyczaju powracać. A gdy to nastąpi... musimy być przygotowani". Brzemię klątwy królowej zaczyna ciążyć całemu królestwu. Księżniczka musi walczyć o swoje szczęśliwe zakończenie z dawnymi demonami. Na wydobywcę lodu zostają nałożone...
