77. Sprzeciw

11 3 0
                                        


— Czy zrozumiał pan treść aktu oskarżenia?

Juhani skinął głową. Kristoff zauważył to nawet ze swojego miejsca w ostatnim rzędzie, do którego przesiadł się po kilku minutach nachalnego chrząkania i postukiwania w plecy kobiety, której kapelusz z martwym czarnym ptakiem zupełnie zasłaniał mu teraz cały stół sędziowski.

Starał się nie zastanawiać, czy tak sprasowany, z dziobem wygiętym pod nienaturalnym kątem i wykrochmalonymi skrzydłami, może jeszcze przypominać kruka, ale wydawał się odpowiednio duży; miał problem nawet, żeby dostrzec sylwetkę Jespera siedzącego przy skrajnie lewym brzegu ławy oskarżonych. Królową z drżącym podbródkiem widział za to doskonale.

— Tak — odparł Juhani, kiedy gest okazał się niewystarczający.

— Czy przyznaje się pan do zarzucanych mu czynów?

— Nie.

— Pouczam, że przysługuje panu prawo do składania zeznań. Ma pan też prawo do odmowy ich składania. Czy chce pan wyjaśniać w tej sprawie?

Juhani rozłożył ręce i przekręcił mankiet koszuli. Pełen gorzkiego rozbawienia uśmiech zawisł w kąciku ust.

— Szczerze mówiąc, sam chciałbym, żeby ktoś mi to wszystko wyjaśnił.

— Wysokie Sądzie, czy mogę...? — W górę wystrzeliła dłoń Jespera.

— Proszę.

Kiedy wstał, Kristoff widział tylko czubek jego głowy i połyskujące między piórami okulary.

— Obaj moi klienci zostali wezwani do złożenia wyjaśnień w sprawie, która już trzy miesiące temu została uznana za zakończoną. Wówczas dotyczyła ona wyłącznie członków królewskiej straży obecnych na Lodowym Wierchu w nocy z ósmego na dziewiątego lipca. Nie podjęto wtedy działań procesowych, sprawa została rozwiązana polubownie, a żaden wydobywca lodu nie został nawet wspomniany jako jej uczestnik. Dopiero kilka tygodni temu wypłynęła do wiadomości publicznej lista rzekomych nazwisk wydobywców lodu biorących udział w wydarzeniach na Lodowym Wierchu. Dwa z nich to nazwiska ludzi blisko powiązanych z osobą barona Grimstad, Nadwornego Wydobywcy Lodu.

Sędzia uniósł długie, białe ręce przypominające skrzydła łabędzia. Kristoff spuścił wzrok na własne, zaciśnięte konwulsyjnie na skraju ławy. Baron Grimstad. Nadworny Wydobywca Lodu. Lord-pierdolony-Bjorgman.

— Panie Garnes, sugerowanie takich nieprawidłowości w działaniu wymiaru sprawiedliwości jest co najmniej...

— Przedstawiam tylko fakty, Wysoki Sądzie — ciągnął niezrażenie Jesper. — Biorąc pod uwagę obecne wydarzenia, wydaje się dziwnym...

Opadły skrzydła, opadł młotek.

— Panie Garnes! Sąd przywołuje pana do porządku! Proszę usiąść.

Krucza dama przed nim aż podskoczyła, łapiąc się za serce. Kristoff uniósł odruchowo głowę i spojrzał prosto na Peterssena. Przez jego twarz przemknął cień, i to mogła być tylko wędrówka światła za oknem, naprzeciwko którego siedział, ale nie zdążył się nad tym zastanowić, bo kobieta się wyprostowała i na powrót zasłoniła mu widok.

— Panie Setälä, czy był pan obecny na Lodowym Wierchu w nocy z ósmego na dziewiątego lipca?

— Nie.

— Gdzie wobec tego pan wtedy przebywał?

— W górach.

— W Górach Północnych, jak rozumiem?

Heimr ÁrnadalrOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz