Młoda mleczarka miała na imię Lükka, o czym niezwłocznie go poinformowała, niezgrabne dłonie z wypukłymi mapami żył o wiele bardziej spracowane od jego własnych i pełen dziąseł uśmiech. Podobno to od niej dostał havið, za który równie dobrze mógłby ją przekląć, co jej podziękować.
— To znaczy „szczęście" — wyjaśniła, skłaniając głowę. — Moje imię... jaśniepanie.
Nikt go tak nie nazywał, nawet wcześniej. Zresztą – kto by miał? W Agdair?
„Wasza Królewska Wysokość" ciążyła mu na języku, ale z trudem ją przełknął. Królewska. Cały być-może-tuzin osób, z którymi tutaj rozmawiał, warczała tylko krótkie „harri"* w odpowiedzi, a on nie krzywił się na żadne klepnięcie w plecy, odpowiadał uśmiechem na zalotne spojrzenia i nawet uprzejmie zainteresował się faktem, że miejscowa wersja jego imienia brzmi Hensar (i większość używała właśnie jej, jakby już nie dość mu odebrano).
Toporne dźwięki ze świata trolli i ogrów ledwo mieściły się w wąskich ustach dziewczyny, a Hans, mimo że najbardziej tęsknił do rozmowy z p r a w d z i w y m i ludźmi, w wykształconym, szlachetnym języku, poczuł nagłą sympatię do otaczającej ją ironii. On swoje szczęście utopił.
Jej jasne włosy wyrywające się spod czepka powiewały na wietrze i zaplątywały wokół szyi. Były tak długie, że niemal dotykały jego twarzy. Bił od nich dziwnie silny, upajający zapach morza.
Lükka położyła kankę na progu, a kiedy wyprostowała się z lekkim trudem i cichym jękiem, gotowa odejść, zobaczył w jej oczach zbyt wiele nigdy nieopowiedzianych legend, żeby po prostu ją puścić.
Nie musiał zadawać sobie tego pytania, żeby znać na nie odpowiedź. Oczywiście, że był gotowy złamać kolejne serce, jeśli tylko miałoby to oznaczać, że znajdzie się ktoś, kto po nim zapłacze.
◊ ◊ ❈ ◊ ◊
Śni o królu ze starego rodzinnego portretu siedzącym w roykstovan** – w hrabiowskiej norze w Múla nawet w koszmarach zbyt ubogiej na bawialnię.
Król wyciąga rękę uzbrojoną w rękawiczkę, jakby zaraz miał zmaterializować się w niej kieliszek. Odlaną z brązu, oszronioną, jak oderwana od pomnika na środku placu, na którym Hans po raz ostatni był Wielki. Król wzdycha, kiedy nic się nie dzieje, i rozgląda wokół.
— Wciąż żadnej służby?
◊ ◊ ❈ ◊ ◊
Obudził go ciężki od deszczu i lekki od grzechów świt – jego ulubiona pora dnia, gdy jeszcze wszystko wydawało się możliwe – odsłaniający umarłą wyspę za wąskim oknem.
Dziewczyna już dawno zniknęła, ale zdążył się od niej dowiedzieć, że słowo „múla" oznacza „pysk". Kryjąca się pod nim osada była równie parszywa, co jej nazwa. Dorysowując ją na za starych, żeby mógł być z nich zadowolony mapach, Hans myślał o Rasmusie i Karlu i dopowiadał sobie „cios prosto w".
Trudno było nie myśleć – o nich, Wyspach i wszystkich decyzjach, konsekwencją których stała się Nasturia, zwłaszcza kiedy w kolana uderzyła go książka, którą otrzymał w jedynej przesyłce, jaka do niego nadeszła, a której spodziewał się najmniej ze wszystkich – stara Biblia, wysłana przez Gustava, z krótką notatką (coś o szukaniu pociechy w Panu), przewiązana wstążką Madame. Hans musiał uważniej przestudiować podpis, bo to była zbyt wysublimowana złośliwość, zupełnie w stylu Josefa, świętego jeszcze za życia, żeby uwierzyć w to, spod czyjej wyszła ręki.
CZYTASZ
Heimr Árnadalr
Fanfiction„Przeszłość ma w zwyczaju powracać. A gdy to nastąpi... musimy być przygotowani". Brzemię klątwy królowej zaczyna ciążyć całemu królestwu. Księżniczka musi walczyć o swoje szczęśliwe zakończenie z dawnymi demonami. Na wydobywcę lodu zostają nałożone...
