50. Natura bestii

24 5 0
                                        


„Pełna łaski" biblijna Anna, która wymodliła szczęście, mogła być jedyną, o której myślał Hans, bo jego egzemplarz Skrzywdzonych i poniżonych z epizodyczną Anną Andriejewną został tam, gdzie go zostawił: na stoliku nocnym w dawnej sypialni. Muszkieterami i Anną Austriaczką nie zaprzątał sobie głowy od czasu, kiedy pochłonął całą trylogię w wieku siedmiu lat, zachwycony, że jej pierwsza część – wreszcie coś ważnego! – pojawiła się na świecie w tym samym roku, co on.

Żadna inna nie miała znaczenia.

Uniósł brwi, uniósł kącik ust, jaka-Anna, próbując grać na zwłokę, szukając jakichś słów – ale czuł się pusty w środku. Potrafił prowadzić niezobowiązujące pogawędki, tylko że nigdy nie był zmuszony wykorzystywać ich do pokrycia kłopotliwego milczenia, bo zawsze miał kontrolę nad ciszą – a milczenie, które zapadło między nim a Kruszyną było zupełnie nowe.

Nad tym nie umiał zapanować.

Pomyślał, że nie powinien odczuwać tego jako porażki – ale odczuł, więc pomyślał, że on sam też powinien znajdować się teraz gdzie indziej, w świecie literatury i sztuki, a wieczorami bawić się w towarzystwie przyjaciół, sącząc whisky, którą ktoś mu zaserwuje.

Miał jeszcze w ogóle jakichś przyjaciół? Poza Eugène'em Herbertem (po tym, jak Hans ściągnął łatkę największego skandalisty Europy z barków jego przyrodniego brata) i Manusem, dzięki przepełnionych triumfującą, protekcjonalną życzliwością listom którego utwierdzał się w przekonaniu, że nie potrzebuje wrogów. (Lubił się łudzić, że Pernille przed napisaniem do niego powstrzymuje wyłącznie brak umiejętności.)

Siedemnasty października — przypomniał sobie.

Kruszyna przechyliła głowę, rzucając mu pytające spojrzenie. Włosy opadły jej na policzek i nadgarstek, oddzielając ją od niego jak zasłona. W słabym świetle były jednocześnie ciemne i jasne, blizna, o której krawędzie zahaczały, wyglądała na spopieloną.

Sobota.

Hans pochylił się nad swoim kubkiem, utkwił wzrok w blacie stołu. Miał ochotę go odepchnąć, żeby nic ich nie dzieliło. W wyobraźni zobaczył, jak się do niej zbliża, jak ich kolana się dotykają, a jego dłoń łapie jej.

Wyobraził sobie, że jest tak blisko, że może poczuć jej oddech. Gdyby zamknął oczy...

Kruszyna szarpnęła głową, jakby jego myśli ją oparzyły, a on się wzdrygnął i wszystko minęło. Pięć dni. Stół wciąż tam stał, ciężki i sosnowy. Dzielił ich niczym góra.


◊ ◊ ◊ ◊


Anna, księżniczka Arendelle, jakaanna  tylkoanna, Anna nie żyje, o c h A n n o . . .

Jego usta mają smak śmierci, kiedy obraca w nich słowa. Jej serce łupie pod jego dłonią, wciąż jeszcze szybko, dopasowując się do rytmu jego własnego, i to nie jest przerażające. Nie jest złe.

Ale tym razem coś jest inaczej.

Coś jest nie tak.

Tym razem ona odzywa się pierwsza.

— Och, Hans... — Zwykle sople jej nadgarstków pękają mu pod palcami, ledwie ich dotknie; jest tak krucha, że może rozpaść się pod ciężarem spojrzenia. Teraz chłód jej skóry wgryza się w jego ciało tak dotkliwie, że krew płynąca w żyłach piecze. Każdy ruch sprawia mu ból, nawet piegi palą, nie ma siły unieść dłoni, kiedy na jego twarz opada poduszka. — Gdyby tylko był tu ktoś, kto cię kocha.

Heimr ÁrnadalrOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz