Zawsze wydawało mu się, że bycie wesołym jest łatwe – łatwiejsze w każdym razie niż bycie poważnym. Anna prawie nieustannie trajkotała i uśmiechała się tak szeroko, że czasem wydawało mu się, że gdyby nie miała uszu, ten uśmiech powędrowałby jej dookoła głowy, bo była otwarta jak dziób pisklaka i miała dużo marzeń i mało zmartwień, dokładnie odwrotnie niż on.
Teraz znów się uśmiechnęła, zupełnie niepotrzebnie przytrzymując dla niego drzwi, ale jej uśmiech zaczął się już zużywać, jak zbyt często zdejmowane i wkładane ponownie ubranie. Kristoff czuł go pod przetartym materiałem na łokciach i kolanach, kiedy strzepnął prześcieradło, które chwilę wcześniej, mimo chęci i determinacji, udało jej się tylko zmiąć, kiedy padła jak długa na łóżko. Nie był do końca pewny, jak dokładnie planowała je pościelić, ale jej ręce najwyraźniej okazały się krótsze niż miała nadzieję, i nie dały rady dosięgnąć do obu brzegów materaca jednocześnie.
— Ugh, wygląda na łatwe, kiedy ty to robisz — stwierdziła głosem kruchym jak pękająca filiżanka.
Ś c i e l e n i e ł ó ż k a .
Bo j e s t łatwe. Przemilczał to.
— Ee, kwestia praktyki? — rzucił zamiast tego, bo miał wrażenie, że inaczej mógłby ją roztrzaskać, Annę albo tę lekkość, która zawsze zdawała się jej towarzyszyć. Nie umiał ich rozdzielić.
Oparł poduszkę o zagłówek, położył na niej jasiek. Po raz ostatni przesunął dłonią po materacu, wygładzając zmarszczki. Dziwne uczucie.
Wyprostował się i odwrócił – do Anny, do okna, do tego wszystkiego, co dało się dojrzeć w świetle lampy naftowej. Noc wschodziła pochmurna, niepełny księżyc zawisł między kołowrotem a daszkiem studni.
Nie wiedział, co popchnęło go w przeciwnym kierunku, z powrotem pod obraz – cienie układające się na parapecie, blask kryształu – nawet on nie był w stanie rozjaśnić czegoś nieuchwytnego w jej twarzy – biała kołdra czy coś w jej oczach.
— Myślę, że to może mieć coś wspólnego ze wzrostem — oznajmiła nagle zupełnie poważnie.
— Co?
— No, jesteś wyższy, masz dłuższe ręce, większe dłonie, więc zwyczajnie łatwiej ci sięgnąć. Do brzegów łóżka, mam na myśli.
— No jasne. — Zagryzł wargi, pokiwał głową. — A służące?
— Nie miałam okazji do obserwacji, bo, jak sam zauważyłeś, żadnej tu nie było od kiedy zasnęłam.
— A Øydis?
— Ona jest g a r d e r o b i a n ą , Kristoffer, przecież nie ścieli łóżek!
Tym razem prychnął. Anna zmrużyła oczy, wydęła usta, prawie-urażona.
Ale... lekko było. Przebywanie z nią, w taki sposób, znów zrobiło się lekkie. On sam czuł się ciężki, u niej widział tylko lekkość, której tak bardzo potrzebowała, a kiedy żartowali w ten sposób, była taka radosna i prawie nieważka, i on też stawał się lekki, znikała waga wszystkiego, co niewypowiedziane, więc tylko zaśmiał się pod nosem.
— Snåling* z ciebie — stwierdził, zaciskając palce na ramie, aż rozległo się skrzypnięcie. W powietrzu rozeszła się woń pajęczyn i sekretów ukrytych pod sadzą, kiedy obraz oderwał się od ściany.
◊ ◊ ❈ ◊ ◊
Chciała go dotknąć, kiedy ją mijał, ale się powstrzymała. W jej ciele znów obudziło się dziwne rozedrganie i nie wiedziała, jak się tego pozbyć.
CZYTASZ
Heimr Árnadalr
Fanfiction„Przeszłość ma w zwyczaju powracać. A gdy to nastąpi... musimy być przygotowani". Brzemię klątwy królowej zaczyna ciążyć całemu królestwu. Księżniczka musi walczyć o swoje szczęśliwe zakończenie z dawnymi demonami. Na wydobywcę lodu zostają nałożone...
