86. Iduna pallida

12 2 0
                                        


1838

Kiedy przyszła pora na kransekake, Mama i hrabia złapali za najwyższy krążek, ona ze zniecierpliwieniem, a on z miną tak niewyraźną, że prawie przezroczystą, w ślad za nim uniosło się pięć kolejnych.

— Droga Jorid weszła w to małżeństwo z piątką dzieci — powiedział, kiedy cisza zaczęła się przeciągać — którym najlepiej, jak umiem, postaram się zastąpić ojca. — Spojrzał na swoje palce, na lukrowany pierścień, który wciąż ściskał, chociaż Mama już puściła, a później rozejrzał się po zgromadzonych, jakby kogoś szukał. — Zakładam, że szóstym musi być wobec tego mój chrześniak, Agnarr.

Król roześmiał się na to najgłośniej, Dünchen słyszała go jeszcze, kiedy w jego ślad poszli inni, śmiali się wszyscy, jakby nie rozumieli, że już zaprzepaściła swoje szanse na zaręczyny z księciem koronnym; nie śmiały się tylko oczy Mamy.

...

Dünchen nie zdążyła zapamiętać treści listu, przeczytała go tylko raz, ale później przyszła miss Pemberton, żeby ułożyć Frid do snu, a ona wystraszyła się, że to Mama i zapomniała o nim aż do następnego ranka, kiedy pokojówka rozebrała pościel.

Próbując go odzyskać, Dünchen goniła za nią aż do drzwi pralni, pod którymi złapała ją Mama, przez chwilę przebierała palcami w powietrzu, zanim udało jej się chwycić jej rękaw, a ona stała jak sparaliżowana, czekając aż w bufiastym rękawie odnajdzie jej łokieć, żeby za niego szarpnąć i warknąć, że nie wolno jej się zniżać do kontaktów ze służbą.

— Chcesz przynieść nam wszystkim jeszcze większy wstyd?

Nie chciała. Nie wiedziała nawet, że przynosi. Po zastanowieniu doszła do wniosku, że to, że Agnarr jej nie polubił, nie musi jeszcze nic oznaczać; rodzice w końcu też nigdy nie darzyli się sympatią. Wyobrażała sobie, że może miłość do hrabiego zaślepiła Mamę na tyle, że była w stanie porzucić wszelkie konwenanse, żałoba była przecież o połowę krótsza niż oczekiwano – ale do niego odnosiła się tylko odrobinę lepiej niż do Dünchen, z chłodną obojętnością.

...

— Kim jest książę Gottorp? — zapytała szeptem Ruperta przy śniadaniu.

Brat przeżuwał dokładnie, niespiesznie, delektując się jej napięciem.

— To przecież Sigurd — powiedział, gdy przełknął. — Znasz go chyba? To nasz kuzyn, ten, co obłapiał Mathilde na jej debiutanckim balu.

Dünchen skinęła głową, oczywiście, że go znała, Friedl wyzwał go za to na pojedynek, z którego ostatecznie się wykręcił, powołując się na jakieś prawne zapisy, ale to nie mógł być on, w liście – choć zawierał tylko gratulacje dla nowożeńców – pobrzmiewały wyrzuty zdradzonego kochanka. U dołu widniało też zupełnie inne imię.

— A kto nosił ten tytuł przed nim?

— No jego ojciec, oczywiście! Wuj Ingvar. Ty naprawdę jesteś głupia, Dünchen.

Zmarszczyła nos, ale zanim zdążyła zadać kolejne pytania, wtrącił się hrabia Ledaal. Była pewna, że zdążył już odejść od stołu, kiedy dostarczono gazetę, od razu się wtedy podniósł, zresztą jak zawsze, jakby tylko czekał na dobrą okazję do ucieczki przed nimi wszystkimi.

— Dlaczego o to pytasz? — Głos miał spokojny, ale jego twarz wyrażała coś zupełnie innego niż ton.

— Zastanawiałam się, czy to możliwe, żeby istniał jeszcze jakiś drugi? To znaczy książę Gottorp.

Heimr ÁrnadalrOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz