Usiłowała zmusić wspomnienia, aby wróciły.
Suknia ślubna z kwiatów i mchu. Piosenka.
Powracające od dzieciństwa koszmary.
Czy to wszystko było tylko ucieczką od prawdy, do której nie potrafiła przyznać się sama przed sobą? Czy to dlatego wszystko zapomniała – bo, jak mówiła Bulda, prawda stanowiłaby dla niej zbyt wielki ciężar? Doktor Foss też tak to wyjaśnił: o tym, z czym dusza sobie nie radzi – zapomina.
Ale Anna przecież mogła być tak samo silna i odważna jak Kristoff, wytrzymać tyle, co Elsa.
Zacisnęła palce na blacie stołu, próbując przywołać obrazy, które zbyt dobrze znała. Postrzępione świerkowe korony w górze. Zarys ścian doliny, budzące się słońce, które zabija trolle. Zadrżała.
Niezależnie od tego, jak bardzo starała się uspokoić, wszystko było na nic.
— Dlaczego oddałeś mi kryształ? — Przyłożyła dłoń do piersi. Chyba wiedziała. Kristoff myślał dokładnie to, co ona. Ognisty kryształ. Zamrożone serce. To było bardzo proste równanie.
Tylko że na końcu, zamiast wyniku, była tylko pustka.
Płacz znowu ścisnął jej gardło. Musiała uderzyć się pięścią w pierś, żeby to zatrzymać, nie słyszała nawet, co Kristoff odpowiedział, bo jej własny szloch wszystko zagłuszał.
— Nie powinnam ci go oddać? — szepnęła, kiedy złapał ją za prawą dłoń i odciągnął ją z powrotem w stronę blatu stołu. Ale lewa wciąż była wolna. Widziała, jak się trzęsie, kiedy wsunęła palec pod rzemyk wiszący jej na szyi. — Wtedy przez cały czas musiałabym być blisko ciebie, żeby było mi ciepło. Gdybyś tylko...
Urwała. Poczuła się taka bezbronna. Zaczęła rosnąć w niej panika. Być może i tak już za dużo powiedziała, zaburzyła tę dziwną równowagę między nimi, potrzebując więcej niż Kristoff mógł jej dać.
W jej głowie zadźwięczał obcy dźwięk. Odwróciła się. Możliwe, że słyszała krakanie martwych wron, tych złowróżbnych ptaków, które przynosiły nieszczęście i śmierć? Stawało się coraz wyraźniejsze. Szumiało jej w uszach, musiała zakryć je dłońmi, bo nie mogła znieść już odgłosów uderzeń ptasich skrzydeł. Otworzyła usta, żeby zapytać, czy on tego nie słyszy, zobaczyła, jak Kristoff prostuje się na swoim miejscu, i nagle zrobiło się cicho.
Wtedy zrozumiała. To był wiatr. Rósł w siłę na zewnątrz, przemykał między budynkami gospodarczymi a zamkiem. Tylko wiatr, który wpadł przez i tak szeroko uchylone drzwi, które powódź służących wlewająca się do bawialni otworzyła na oścież. Nic więcej.
◊ ◊ ❈ ◊ ◊
Była zupełnie odrętwiała, jakby ktoś wykąpał ją w balii pełnej korzeni arcydzięgla – jeśli tak to działało.
Jeszcze kwadrans, może dwa wcześniej, była wtulona w ramię Kristoffa. Teraz jego szerokie plecy dawno zniknęły za drzwiami. Ją zalała fala opiekuńczych głosów, dłoni opadających na ramiona jak bicz, koców, pod którymi nie mogła oddychać. Szkoda, że tak mnie nie pilnowaliście, kiedy zostałam sam na sam z N i m — tylko pomyślała, bo te słowa wyszłyby z jej ust razem z płucami, gdyby próbowała je wykrzyczeć, tak, jak miała ochotę.
Dowiedziała się, że jest chora, od Garmra* – pardon, od Fräulein Hahn, która musiała ze swojego miejsca pod drzwiami pilnować nienaruszalności jej cnoty – nie od doktora Fossa, który zbadał ją dopiero następnego ranka.
CZYTASZ
Heimr Árnadalr
Fanfic„Przeszłość ma w zwyczaju powracać. A gdy to nastąpi... musimy być przygotowani". Brzemię klątwy królowej zaczyna ciążyć całemu królestwu. Księżniczka musi walczyć o swoje szczęśliwe zakończenie z dawnymi demonami. Na wydobywcę lodu zostają nałożone...
