— Czy z naszego miejsca będę miał dobry widok na cycki królowej? — rzucił Jens w drodze do drzwi. — Kristoff, jak myślisz?
— Myślę, że na twoim miejscu bardziej martwiłbym się cyckami T o v e , bo jak tak dalej pójdzie, to już ich raczej nie zobaczysz — odparł sucho, nie podnosząc wzroku znad starej koszuli, którą usiłował wepchnąć w spodnie. Materiał strzępił się u dołu i przy mankietach; niedobrze – ale wciąż był prawie-biały; dobrze. Strzepnął zmechacony rękaw, uznając, że musi wystarczyć.
— Chłopaki na Lodowym Wierchu mieli okazję się napatrzeć, podobno bulsi* z jej kiecki odbijał światło jak marzenie.
— O tak, koniecznie wspomnij o tym na rozprawie.
— Mam nadzieję, że równie skromnie się na nią ubierze. — Jens zaśmiał się urywanym głosem, a później sięgnął w stronę klamki i nie trafił. — Juhani, kurwa, nie uczyła cię matka, żeby nie zamykać ludziom drzwi przed nosem?!
Kuzyn odkrzyknął ze schodów coś, czego Kristoff nie dosłyszał.
Zapiął guzik od spodni, ale przez chwilę jeszcze nie wypuszczał go z palców; opuszki zbielały mu do odcienia koszuli. Patrzył na nie i miał wrażenie, że śni, bo nic, co wydarzyło się od czasu jego ostatniej wizyty w Arendal, zwyczajnie nie mogło być prawdziwe.
Drzwi skrzypnęły – raz, drugi – a on nagle znalazł się po ich drugiej stronie.
◊ ◊ ❈ ◊ ◊
Jej serce wciąż jeszcze dudniło w rytm odgłosu wystrzału, czuła go w koniuszkach palców, którymi musnęła ramię munduru kapitana – Madsena, Madsena, Madsena – którego nazwiska nie ośmieliła się użyć.
— Czy może mi pan przypomnieć — szepnęła tak cicho, że sama ledwo usłyszała swój głos — jak dokładnie wyglądała kwestia procesu dla strażników?
Kapitan delikatnie przechylił głowę w stronę idącego po prawej stronie Elsy Todderuda, daszek czapki rzucił cień na jego twarz.
— Proces to za dużo powiedziane, najpierw dostali zeznania do podpisania, a później odprawę.
Poczuła, jak jego mięśnie poruszają się pod mundurem, kiedy bezwiednie pociągnęła za materiał rękawa.
— A-ale... powiedziano mi... — zająknęła się, bo nie tego dotyczyło jej pytanie. Źle je sformułowała. — Czytałam raporty...
Tak naprawdę chciała tylko zapewnienia, że Ta Sprawa dla wydobywców lodu skończy się podobnie, szybko i bezboleśnie, i że to nie jej wina, w końcu była tylko marionetkową królową, za sznurki zawsze pociągali jacyś mężczyźni.
Kapitan nie spuszczał wzroku z drzwi, jakby intensywność jego spojrzenia mogła sprawić, żeby szybciej się przy nich znaleźli. Elsa miała wrażenie, że po całym jej ciele biegają mrówki, kiedy złapał za klamkę i je dla niej otworzył.
Todderud czekał w szacunku i milczeniu, aż zrobi pierwszy krok, i to było po prostu niesprawiedliwe...
— Proszę wybaczyć, Wasza Królewska Mość — powiedział cicho kapitan. — W tej sprawie nie jestem w stanie bardziej pani pomóc.
◊ ◊ ❈ ◊ ◊
W sylwetce królowej nastąpiła jakaś zmiana, Hans nie rozpoznał jej od razu – pod wysokim sufitem korytarza, między zwalistymi kolumnami wydawała się drobniejsza niż na zdjęciach, niższa niż ta z portretów, dziwnie... zwyczajna. Mogłaby śmiało uchodzić na pierwszą lepszą powódkę.
CZYTASZ
Heimr Árnadalr
Fiksi Penggemar„Przeszłość ma w zwyczaju powracać. A gdy to nastąpi... musimy być przygotowani". Brzemię klątwy królowej zaczyna ciążyć całemu królestwu. Księżniczka musi walczyć o swoje szczęśliwe zakończenie z dawnymi demonami. Na wydobywcę lodu zostają nałożone...
