36. Dumskalle

28 6 0
                                        


Kristoff wiedział, że Ninni to małe gówno już od czasu, kiedy nauczyła się mówić.

Tobias wyglądał jak strach na wróble, tyczkowaty, ze sterczącymi we wszystkie strony włosami, które dodawały mu kilka tommer. Musiała sporo urosnąć, bo teraz była praktycznie jego wzrostu.

Kiedy Kristoff ją ostatnio widział? Jakoś latem, to na pewno – na Midsommar? A lato dopiero co się skończyło; nie mogło minąć więcej niż dwa miesiące, może trochę więcej. To wcale nie tak długo.

Noc Walpurgi. — Sven był bezlitosny. — To był k w i e c i e ń .

— Praktycznie maj.

Renifer zaciamkał oskarżycielsko, zgarniając z wyciągniętych rąk dziewczynki kilka bryłek brązowego cukru.

Kurwa.

— Z kim przyszliście? Chyba nie z Juhanim?

Jak tak się zastanowić, jego też Kristoff nie widział od dość dawna. Pewnie od lipca – bo podczas pierwszego wydobywania lodu tej jesieni go nie było, a mniej więcej w lipcu skończyło się życie takie, jakim je znał.

Pomyślał, że nie może się na tym skupiać, bo to doprowadzi go do szaleństwa.

Kuzyn potrząsnął głową. Patrzył na nich, jakby widział ich po raz pierwszy w życiu.

— Sami, kurwa, przyleźli. — Rozłożył ręce, zmartwiony i bezradny. — Nie wiem, co na to Kalle z Ragną, ale mogę ci przysiąc, że jak matka się o tym dowie, to nam za to pourywa j... — rzucił pospieszne spojrzenie na dzieciaki — ...języki. Tobie się ta rada już pewnie na wiele nie przyda — zwrócił się do Jensa — ale doświadczenie z tymi gnojkami podpowiada mi, że lepiej nie robić sobie dzieci, a co za tym idzie, kłopotów. Zgodzisz się ze mną, Kristoffer?

— Mm — mruknął Kristoff.

Stada głodnych chmur przetaczały się nad górami. Woda była czarna i pełna kawałków lodu, który rozbił.

Ninni przyłożyła palec do ust.

— Przecież ty nic nie wiesz, Juhani. Jesteśmy tu w tajemnicy.

— Może ty jesteś — zaprotestował Tobias. („Nie pyskuj, Tobi".) — Ja niedługo pójdę do konfirmacji i zacznę pracować, więc powinienem się przyzwyczajać. A ty to nawet wtedy będziesz za mała, bo jesteś dziewczyną.

— Za dwa tygodnie mam urodziny, a wtedy to tak, jakbym była o rok starsza, mój drogi. Poza tym jeszcze nie widziałam, żeby ktoś poszedł do konfirmacji w wieku jedenastu lat. A p o z a t y m poza tym to, technicznie rzecz biorąc, jestem twoją ciotką, więc, jak mówię, nie pyskuj.

— Wcale nie jesteś moją ciotką, dumskalle*.

— Kto kogo przezywa, ten się już-ty-sam-dobrze-wiesz-co, åndssvak**. — Ninni przewróciła oczami i zwróciła całą uwagę na Kristoffa. — Hej, a wiesz, kto ma nowego chłopaka? — Tobias uderzył ją łokciem w bok tak mocno, że aż na chwilę zaparło jej dech, co było u niej niespotykane. — Och, racja. Cioteczka Astrid powiedziała, żeby ci tego nie mówić.

Kristoff odruchowo potarł żebra, jakby jego też zabolał cios. Miał wrażenie, że i tak wie, o kogo chodzi.

— Ale nie zabroniła mówić o cieście cytrynowym!

— Pytała o ciebie — wtrącił Jens. — Astrid — dodał, jakby ktokolwiek inny miał prawo go jeszcze o niego pytać. Merete-Margit nigdy tego nie zrobiła.

— Ajuści! — Usta Kristoffa były jednym wielkim pęcherzem, który przy każdym uśmiechu pękał. — Z tego, co wiem, to Astrid zwykle pyta o Tora.

Heimr ÁrnadalrOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz