— No proszę!
Do środka stajni wdarło się światło: jasne, oślepiające i jednocześnie dające osobliwe poczucie bezpieczeństwa. Elsa drgnęła i spojrzała prosto w oczy gospodyni, wdzięczna za jej obecność, bo miała wrażenie, że zanurza się we wspomnieniach, a niektórymi z nich nie powinna się z nikim dzielić.
Kamienie szeptały, a czasami nawet ożywały – wtedy do niej mówiły. Ale lód?
Lód śpiewa.
Nie było żadnej pieśni; jedyny poza ludzką wrzawą dźwięk, który do niej docierał podczas pobytu na Lodowych Polach, stanowiła melodia bez rytmu i rymów, uporczywy szum migreny za oczami.
Lód nie potrafił śpiewać. Mógł tylko rzucać klątwy, które płynęły później żyłami jak rtęć.
Miała ochotę zapytać o to Bjorgmana. Miała też ochotę zapytać go o mapę Arendelle, którą zabrała ze sobą, przesunąć palcem od Gór Północnych aż do Dovre – długość połowy kraju. Tylko nie wiedziała, jak to sformułować. Czy tu widoki byłyby takie same? Widziałabym coś innego czy to samo? Gdybym zamiast Lodowego Wierchu wybrała Kruszynę?
Te myśli spływały do jej ust i krzepły na wargach.
Nie bądź głupia — skarciła się.
O c z y w i ś c i e , że widoki byłyby inne, lepsze, bo znalazłaby się w wyższych górach, z których z zupełniej innej perspektywy oglądałaby Arendelle. Gdyby w ogóle zdołała dostrzec stamtąd stolicę, dystans zmieniłby światła wież zamku w pochodnie.
Co właściwie chciała od niego usłyszeć? Biedna, mała, bogata dziewczynka. Jego litość byłaby jeszcze gorsza od drwin.
I tak już żałowała, że się nie odważyła. Że nie uciekła dalej.
— To ja tu lotom od pokoju do pokoju, coby na śniadanie sprosić, a pan z królową to się w słomie jak jakie wiejskie chłopaczyska tarzają!
Elsa z ulgą na powrót wtopiła się w porządek, do którego poczuła się przywołana przez tę surową, ciepłą kobietę.
Wiejskie chłopaczyska. Do Bjorgmana, nie-dżentelmena, właściwie jej to pasowało. Ale ona? Była królową. Gdyby jej to odebrano – kim by się stała? Tylko Elsą? Nie do pomyślenia.
Natychmiast się podniosła. Powiedziała sobie, że cały świat znów ucieknie jej spod stóp, a obowiązki zasypią ją jak lawina, jeśli dalej będzie tak siedzieć.
Dość przygód; musiała wracać do domu.
— To nie... — zaprzeczył Bjorgman.
— Ano pewno, że nie! — Spojrzenie kobiety złagodniało. — Toć przeca wszyscy wiedzą, że pana to nasza księżniczka zbałamuciła.
Odburknął coś w odpowiedzi i schylił się po nóż, który nagle wymknął mu się z dłoni. Elsa odruchowo zerknęła na delikatniejszą skórę we wnętrzu swojego łokcia. Chociaż gwiazdozbiory śladów po ukłuciach szybko bladły, ślad innego noża o inicjałach E. B. wciąż był jak różowa wstążka na jej skórze.
— O, ino żem wspomniała, a już się panu gęba cieszy.
Elsa pospiesznie obciągnęła podwinięty rękaw i zerknęła na Bjorgmana. Też to zauważyła: jak na dźwięk imienia jej siostry twarz wyraźnie mu łagodnieje, jakby ktoś przesunął dłonią po obrusie i wygładził wszystkie zmarszczki.
Minęła go, wzięła głęboki oddech i przekroczyła próg. Wyszła na dziedziniec i spojrzała na majaczące w oddali szczyty gór – w tej chwili bardziej przeczucie niż rzeczywisty widok.
CZYTASZ
Heimr Árnadalr
Fanfic„Przeszłość ma w zwyczaju powracać. A gdy to nastąpi... musimy być przygotowani". Brzemię klątwy królowej zaczyna ciążyć całemu królestwu. Księżniczka musi walczyć o swoje szczęśliwe zakończenie z dawnymi demonami. Na wydobywcę lodu zostają nałożone...
