39. Smak miodu

23 7 0
                                        


Przeszli do izby, bo kuchnia nie była odpowiednim miejscem na wydarzenie tak wielkiej wagi jak czytanie listów z Ameryki. Hans odruchowo nazwał izbę „salonem", co Kruszyna skwitowała parsknięciem i znów uroczo zmarszczyła nos.

Usiadł na bujanym krześle przy kominku, żeby dać jej odrobinę prywatności, o którą nie prosiła.

Ogień wciąż trzaskał płomiennymi palcami, kiedy z gzymsu zaczęły wpatrywać się w niego puste jak przepaście oczy topornych, przysadzistych figurek – to chyba miały być trolle? Nagle las za oknem znów wydał się gęsty od obserwujących oczu. Cienie na ścianie za jego plecami zdawały się pęcznieć, jakby zaraz miały wyskoczyć z drewna.

Hans mimowolnie się wzdrygnął. Po co ktoś miałby trzymać coś tak upiornego w domu?

Gdyby tylko swoim milczeniem nie odebrał sobie prawa do pytań.

— Twoja... przyjaciółka? — zaczął niezręcznie, bez żadnego pomysłu na zakończenie.

— Liv nie jest moją przyjaciółką — zaprzeczyła Kruszyna. Nóż, którym rozcięła kopertę, odbił światło. Na rączce ktoś wyrzeźbił drzewa; papier szeleścił, jakby ich liście między sobą szeptały. — To znaczy, lubię ją, ale to z Jensem się przyjaźnimy. Prawda jest taka, że Liv podoba się mój brat – no wiesz, pisze wiersze, gra na bałałajce... Jeśli kiedykolwiek jakaś dziewczyna chciała się ze mną przyjaźnić, to ze względu na niego. — Wzruszyła ramionami. — Może dlatego zawsze wolałam zadawać się z chłopakami.

W izbie zawisła martwa cisza.

Hans patrzył na nóż leżący niewinnie obok serpentyn słów, ostry jak zima.

Skóra Kruszyny wciąż jeszcze była złocista latem, piegi wyglądały jakkrople miodu. Mięśnie bolały go od brania się w garść, kiedy wszystko w niej –włosy koloru polerowanego brązu, oczy jak bursztyny – szeptało, że każda ranamoże się zagoić.

◊ ◊ ◊ ◊

Palce Kruszyny majaczyły nad podpisem, chociaż błyszczące oczy nie przesuwały się już wzdłuż tekstu; skończyła czytać.

Listy. Hans nawet wymienił kiedyś kilka z Erikiem, zanim, w ślad za Sørenem, zaciągnął się do marynarki. Hans był przekonany, że będzie kontynuował naukę na uniwersytecie w Havnie, ale najwyraźniej tego brata też zupełnie nie znał.

„Najwyraźniej nie jest tak inteligentny jak ty, ma mie*", skwitowała to chère maman. Nie chwaliła go często, a przede wszystkim nie chwaliła go bez powodu – a mimo to Hans poczuł się bardziej zirytowany i urażony niż mile połechtany jej uwagą. To był jeden z ostatnich przypływów tej dziwnej, braterskiej solidarności, która zresztą zawsze go krępowała.

Nie pisywali do siebie, czasem nawet zwykłe „dzień dobry" wymienione w trzewiach zamkowych korytarzy okazywało się ponad ich siły, dlatego kilkustronicowy list Geira Hellanda do siostry dla niego też okazał się nie lada wydarzeniem – bynajmniej nie z powodu miejsca, z którego został wysłany.

Hans wyciągnął rękę, żeby złapać kopertę kołyszącą się na krawędzi stołu – ktoś przybił stempel prosto na twarzy mężczyzny ze znaczka, przez co jego oczy wyglądały jak wyłupione – i jego wzrok padł na zakończenie listu, widoczne ponad palcami Kruszyny.

Oddany Ci całym sercem, duszą i ciałem (oczywiście z wyłączeniem dupy)

Гaйр

Hans stłumił uśmiech pięścią, którą szybko przycisnął do ust. Próbował udawać, że nic nie przeczytał, ale ona podchwyciła jego spojrzenie nad blatem stołu.

Heimr ÁrnadalrOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz