43. Domek dla lalek

45 6 0
                                        


Anna potrzebowała chwili, żeby odnaleźć swoje ciało w plątaninie kończyn i halek. Kolano Kristoffa między jej nogami. Jej pierś wznosząca się tuż pod jego własną.

Oddychali czarną ciemnością, która napierała na nich ze wszystkich stron.

— Nic ci się nie stało? — wymamrotał Kristoff w zagłębienie między jej szyją a ramieniem. Jego usta były gorące, oddech płytki.

Wyciągnął przed siebie ręce w próbie złagodzenia upadku, objął jej kark i plecy – bardzo szarmancki gest – więc Anna wcale nie uderzyła się tak mocno, ale i tak nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Pokręciła tylko głową, cicha i niema, jakby nie miała ust ani gardła.

Poczuła wszystkie kontury jego ciała, kiedy się nad nią przesunął i ostrożnie zaczął wyplątywać palce z jej włosów, gęsia skórka pokryła całą powierzchnię jej skóry. Drugą dłonią musnął jej udo, na koronkowej granicy pantalonów i pończochy.

A może to wszystko było tylko wytworem jej wyobraźni? Tak naprawdę pewnie dotknął jej zupełnie przypadkowo.

Czy spojrzenie, które posłał jej w Sekretnym Pokoju, też widziała wyłącznie dlatego, że tak bardzo c h c i a ł a je zobaczyć? Wyobraźnia przecież często płatała jej figle. Widziała rzeczy, które nie istniały. Zawsze tak było. Czasem nie była w stanie odróżnić snów od rzeczywistości.

To nonsens, uznała, myśleć o takich rzeczach.

Kristoff wstał, uwalniając ją od swojego ciężaru, a ona poczuła miażdżącą wagę tego ruchu.

Coś zagrzechotało, coś syknęło. Rozbłysła iskra.

— Cholera, ale stromo.

Anna wytężyła wzrok i zobaczyła, jak Kristoff przesuwa palcami po szorstkiej skale, o którą musiał zedrzeć sobie skórę i rozbić łokcie. Korytarz gwałtownie opadał w kamienną nieckę, w której jeszcze przez chwilę siedziała, niezdolna wstać, i wygładzała halki, warstwa po warstwie. Między kamiennymi płytami przekradały się pasy nikłego światła, drżały na ścianie, która się za nimi zamknęła, wysoko w górze.

— Gdzie my właściwie teraz jesteśmy?

W nimbie światła zapałki widziała tylko mankiet rękawa Kristoffa, ogień sięgał do nadgarstka, reszta jego ciała była zaciemniona.

— W... jakimś sekretnym przejściu jesteśmy, zdaje się. — Anna przygryzła wargę. Nie miała pojęcia. Wiedziała tylko, że muszą opuścić to dziwne miejsce. A skoro nie mogli się cofnąć, jedyne, co im zostało, to iść do przodu.


◊ ◊ ◊ ◊


„Jego rodzinę obciążają różne tajemnice, które źle znoszą światło dnia", ostrzegł ją lord Peterssen, ale te słowa nie miały żadnego znaczenia w ciemności, jednocześnie strasznej i kuszącej.

A naszą to niby nie? — pomyślała Anna gorzko.

Poza tym Kristoff przysięgał na grób ojca. To musiało coś znaczyć. Gdyby zapytała, byłby zmuszony wszystko jej powiedzieć – ale gdyby zapytała, podważyłaby też swoją wiarę w niego, a przecież nikomu innemu na świecie tak nie ufała.

I co by zrobiła, gdyby odpowiedział? Ledwie mogła sobie wyobrazić, co by zrobiła, gdyby z a p y t a ł a .

Milczała więc, przesuwając palcami po szorstkiej kamiennej ścianie. Żeby trafić do wyjścia, powinni kierować się w stronę, z której dochodziło powietrze. Brzmiało logicznie.

Heimr ÁrnadalrOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz