31 grudnia 1818
Peder zjawił się tuż przed obiadem, tuż po tym, jak sami dotarli do Egeskov, na długo po Moltim, który zresztą zaraz zniknął w prywatnych apartamentach ojca. Wciąż miał śnieg we włosach, cień zarostu na szczęce, pod oczami – kolejne dwa.
— Wszystkiego najlepszego od Louisa — mruknął, zanim Birger zdążył zapytać o cokolwiek – co z jego ojcem, co z n i m – i wyciągnął rękę.
Birger ją chwycił, zamiast ciepła i szorstkości skóry wyczuł pod palcami chłód i żłobienia metalu, a kiedy Peder się cofnął, trzymał w dłoni srebrną piersiówkę. Uśmiechnął się i wsunął ją za pazuchę, wygładził wybrzuszenie na szarfie, przesunął srebrną gwiazdę w stronę serca.
— Co tak późno? — rzucił, bo tak było zwyczajnie łatwiej.
— Wiesz... — Pelisa się uniosła się razem z ramieniem, odsłaniając czerwoną lamówkę na wciąż sztywnej nowością kurtce podporucznika, tuż pod złotym pagonem na lewym ramieniu. Zazdrościł im ich przez całą jesień, dopóki Peder nie pozwolił mu swojej przymierzyć, bo wtedy okazało się, że kadeckiego ciała Birgera jest za mało, żeby wypełnić ramy munduru, na który trzeba jednak zasłużyć – wtedy doszedł do wniosku, że jednak woli się w błękitach. Tytuł honorowego dowódcy Regimentu Huzarów brzmiał przecież właśnie tak – honorowo. — Na Nytorv...
Cokolwiek miało nim być – na kolejnym słowie się zakrztusił. W trzykropek wtargnęła mdląca woń jaśminowych perfum. Birger westchnął, podniósł głowę i nad ramieniem Pedera zobaczył to, co już zdążył poczuć.
— Nie przedstawisz nas? — zaszczebiotała Jorid. Tren różowej sukienki ułożył się za nią jak skrzydła, jakby była egzotycznym ptakiem, kiedy frunęła do nich z drugiej strony holu.
— Biorąc pod uwagę, jak tu gnałaś, nie sądzę, żeby trzeba było ci go przedstawiać — zauważył kąśliwie Birger. Jorid puściła sukienkę, jej dłoń otarła się o dłoń Pedera niemal tak niezauważalnie, jak on się wzdrygnął. Co za wstyd. — W każdym razie to Peder. Pederze – ten bałamutny flaming to Jorid.
— Wasza Królewska Wysokość — powiedział Peder, pochylając się, żeby ucałować wyciągniętą w oczekiwaniu dłoń. Zabrzmiało to jak stawianie granic. Z włosów posypały się płatki śniegu, które jeszcze nie zdążyły stopnieć, i zniknęły na tle jasnej rękawiczki.
— Urok godny dżentelmena — przyznała siostra. Policzki miała zarumienione od prawie-biegu, ale Birger mógłby przysiąc, że i bez tego potrafiłaby zarumienić się na zawołanie. Sięgnął do szarfy, zacisnął palce wokół srebrnej gwiazdy i skupił się na tym, żeby przypadkiem nie powiedzieć jej, kogo godne jest w tej chwili jej własne zachowanie — w przeciwieństwie do manier. Jak wytłumaczy pan swoje spóźnienie?
Peder posłał mu spojrzenie z rodzaju tych, którymi Birger karmił go podczas klasówek z arytmetyki.
— W kole pękła oś — wyjaśnił spokojnie, we wzruszeniu ramion było coś odrobinę zbyt nonszalanckiego, żeby uznać je za eleganckie — szprychy poszły w drzazgi... dosłownie, jakby ktoś ją podpiłował.
— Niesamowite — wtrącił nagle głos Purzel, która nie wiadomo skąd się wzięła. Musiała nadejść gdzieś zza jego pleców, jej palce opadały w zgięcie łokcia jak zimny deszcz. Niechętne spojrzenie prześlizgnęło się po wykrzywionych ustach Pedera i lekko ściągniętej w kierunku nosa brwi i dzięki Bogu, że wciąż byli sami. — Prawie, jakby ktoś źle panu życzył.
Birger szturchnął ją zdrętwiałym ramieniem. Miała zaskakująco silny uścisk.
— Cóż, przynajmniej udało ci się wykręcić od jazdy w powozie w towarzystwie mojej słodkiej siostry. — Jorid się żachnęła, więc zniżył głos, pochylając się nieznacznie w stronę przyjaciela. — Uważaj, niewiele dziś zjadła, a wygląda na to, że ma na ciebie apetyt.
CZYTASZ
Heimr Árnadalr
Fanfiction„Przeszłość ma w zwyczaju powracać. A gdy to nastąpi... musimy być przygotowani". Brzemię klątwy królowej zaczyna ciążyć całemu królestwu. Księżniczka musi walczyć o swoje szczęśliwe zakończenie z dawnymi demonami. Na wydobywcę lodu zostają nałożone...
