Loving can mend your soul
Milena
Tego nie dało się opisać słowami. Moment, w którym Harry otworzył oczy, wypowiedział pierwsze, od kilkunastu dni, słowa, wyciągnął rękę by mnie przytulić. Naturalnie nie mogłam powstrzymać łez, które tym razem okazały się objawem rozsadzającego mnie szczęścia. Opadłam w jego ramiona, śmiejąc się i płacząc jednocześnie, a on nie puszczał mnie aż nie uznałam, że czas się odsunąć.
- Co się stało? - zapytał, wskazując na aparaturę wokół siebie i kable podłączone do jego żył. Otarłam łzy i pociągnęłam nosem, niezdolna jeszcze przez chwilę do wypowiedzenia słowa. Wreszcie wzięłam głęboki oddech i ujęłam jego dłoń w swoją. Wiedziałam, że powinnam zawołać lekarzy, ale potrzebowałam chwili. Nie mogłam pozwolić im popsuć tego momentu.
- Co pamiętasz? - odpowiedziałam pytaniem, a on pokręcił głową i zmarszczył brwi, skupiając się na swoich wspomnieniach.
- Że wygrałem wyścig. Potem jechałem do warsztatu i rozmawiałem z mechanikiem… To on? Postrzelił mnie? - przeskanował spojrzeniem swoje ciało, jakby szukał rany od kuli. Zacisnęłam wargi i uśmiechnęłam się słabo.
- Nie, Harry. Miałeś wypadek - odparłam, przykładając jego dłoń do swoich ust, co, w ostatnich dniach, stało się moim przyzwyczajeniem. Harry zamrugał szybko i skrzywił się, jakbym opowiadała mu o zupełnie niezrozumiałych rzeczach.
- Ja nie mam wypadków. Kto był za to odpowiedzialny? - warknął, a jego złość wywołała niekontrolowany ruch, który skończył się syknięciem bólu i chwyceniem się za niezrośnięte żebra.
- Uspokój się, jesteś jeszcze mocno poobijany. - położyłam mu płaską dłoń na klatce piersiowej, a potem sięgnęłam nią do jego policzka, głaszcząc uspokajająco. Zamknął oczy na krótką chwilę, ale jego szczęka wciąż była zaciśnięta.
- Kto to zrobił? - zapytał nieco ciszej, a mnie żołądek związał się w mały supełek. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy, jeśli nie chciałam narażać bezpieczeństwa Phoebe. Calum miał rację, to wywołałoby wojnę. Nikt oprócz mnie, Kornelii i Phoebe o tym nie wiedział i wszystkie trzy uważałyśmy, że tak właśnie powinno zostać.
Oblizałam powoli wargę i spojrzałam gdzieś w bok, nie będąc w stanie na niego spojrzeć.
- Nie wiemy… - szepnęłam, wkładając kciuk w zęby i przygryzając go nerwowo.
- Ściemniasz. - stwierdził Harry osłabionym głosem, jakby próbował uniknąć kłótni. A może to przez leki i jego stan… Westchnęłam ciężko i odwróciłam w jego stronę głowę, by przyjrzeć mu się uważnie. Był blady, jego loki lepiły się do spoconego czoła, a ból połamanych kończyn wyraźnie dawał o sobie znać.
- Zawołam lekarza. Powinnam zrobić to już dawno. - szepnęłam, wstając z krzesła, ale on nie puścił mojej dłoni, zatrzymując mnie nagle.
- Kto to zrobił? - powtórzył swoje pytanie, mrużąc groźnie oczy. Nie tak wyobrażałam sobie jego pobudkę. Nie chciałam się kłócić po dwóch tygodniach obaw o jego życie. Przełknęłam ciężko ślinę i pochyliłam się nad nim, zamykając mu usta delikatnym pocałunkiem.
- Nie wiemy. Harry, potrzebujesz lekarza. Musimy się upewnić, że nam znowu nie zaśniesz - szepnęłam, głaszcząc go palcem po policzku. Jego oczy błądziły szaleńczo po mojej twarzy. Był skołowany, przez co spodziewałam się następnego pytania.
YOU ARE READING
Through The Dark
Fiksi PenggemarCo się dzieje, gdy podczas zwykłego urodzinowego wypadu poznajesz z przyjaciółką dwóch przystojnych, bezczelnych i bogatych mężczyzn? Twoje życie zmienia się całkowicie i to niekoniecznie na lepsze. Właśnie znalazłaś się przed wyborem między uczucie...
