I hope I'm still alive*
Cisza panująca w domu Harry’ego była czymś zupełnie odmiennym od szmeru i chichotów, które towarzyszyły mu jeszcze trzy dni wcześniej. Kornelia stała w pokoju gościnnym, ubierając perłowe korale i wygładzając czarną prostą sukienkę, sprawdzając czy wszystko było na swoim miejscu. W odbiciu lustra, w którym się przyglądała, zobaczyła siedzącego na łóżku Louis’ego, który wpatrywał się gdzieś w przestrzeń z zamyślonym wyrazem twarzy. On również przywdział czerń. Koszula, którą miał na sobie zgnieciona była na brzuchu, przez jego zgarbioną postawę, gdy opierał łokcie na kolanach, przykładając do ust złożone palce.
Po uporaniu się z uciążliwym zapięciem korali, Kornelia odwróciła się powoli w stronę Louis’ego i uśmiechnęła do niego blado. Odpowiedział tym samym, patrząc na nią z dołu, a następnie powrócił do swoich myśli. Dziewczyna podeszła do niego bez słowa i uklęknęła, kładąc dłonie na jego udach. Chwycił jedną z nich i przycisnął do ust, zamykając oczy.
- Gotowy? - zapytała cicho, muskając delikatnie policzek mężczyzny. Spojrzał na nią z nieopisanym bólem w oczach i pokręcił głową. Jego usta ułożyły się w słowo „nie”, lecz głos uwiązł w gardle. Czy kiedykolwiek byłby na to gotowy? Kornelia, wyprostowała się z klęczek i usiadła na jego kolanach, a ten od razu przycisnął swoją głowę do jej piersi, niczym przestraszone dziecko, tulące się do matki. Dziewczyna zaczęła głaskać jego miękkie włosy, szepcząc bez ustanku słowa pocieszenia, choć wiedziała, że żadne z nich nie mogło tak naprawdę dać ukojenia w bólu obecnym w sercu Louis’ego.
Po drugiej stronie domu, w sypialni, Harry toczył małą bitwę z czarnym krawatem, którego nie był w stanie zawiązać przez mocno drżące dłonie.
- Cholera, cholera! - warczał, szarpiąc się bezskutecznie z materiałem. Milena, która wcześniej zniknęła za drzwiami toalety, wbiegła do pokoju i stanęła przed Harrym.
- Hej, hej, spokojnie. Ja to zrobię - powiedziała cicho i odciągnęła delikatnie duże dłonie. Mężczyzna westchnął ciężko i pozwolił jej zawiązać swój krawat. Gdy już się z tym uporała, podniosła wzrok i zamarła ze ściśniętym gardłem. Zielone oczy wpatrywały się gdzieś w przestrzeń, zaszklone przez zbierające się w nich łzy. Jedna zdołała opaść na policzek Harry’ego, a Milena stanęła na palcach, by ją pochwycić. Harry wciągnął głośno powietrze, starając się powstrzymać płacz, lecz kolejne dwie krople utorowały sobie drogę w dół jego twarzy.
- Harry... - szepnęła, patrząc na niego z bolącym sercem.
- W porządku. Jest w porządku - ścisnął kąciki oczu palcem wskazującym i kciukiem, i wziął głęboki oddech. - Przepraszam - dodał, patrząc na nią z wymuszonym uśmiechem. Milena pokręciła szybko głową i wtuliła się w niego mocno. Odpowiedział od razu, przyciskając ją do siebie z desperacją. Stali tak przez chwilę w ciszy, a potem odsunęli się od siebie, rozproszeni cichym pukaniem.
- Już czas - powiedział Ed, wychylający się przez próg. Harry i Milena równo kiwnęli głowami i, chwyciwszy się za ręce, ruszyli za Edem do wyjścia z willi.
W holu czekali już na nich Niall i Phoebe, stojący ramię w ramię ze smutkiem bijącym z ich oczu. Nikt nie wiedział co powiedzieć, jakich słów użyć, bo każde wydawało się nieodpowiednie. Nic nie mogło poprawić sytuacji, w której znajdowali się od trzech dni.
Kornelia pociągnęła Louis’ego za rękę, gdy usłyszała na schodach kroki. Poczuła lekki opór, jakby Louis nie chciał wyjść naprzeciw temu, co ich czekało. Nie chciał pożegnać się z przyjacielem. Nie był na to gotowy. Ze łzami w oczach dziewczyna wyszeptała prośbę, a Louis zacisnął wargi i wstał, patrząc tępo w podłogę. Dał się jej poprowadzić, nie widząc przed sobą nic prócz martwych oczu chłopaka, który dzisiaj miał być już po ślubie.
YOU ARE READING
Through The Dark
FanfictionCo się dzieje, gdy podczas zwykłego urodzinowego wypadu poznajesz z przyjaciółką dwóch przystojnych, bezczelnych i bogatych mężczyzn? Twoje życie zmienia się całkowicie i to niekoniecznie na lepsze. Właśnie znalazłaś się przed wyborem między uczucie...
