I see the dream is now becoming true
Milena
- Pan chyba żartuje! - wykrzyknęłam, zbyt późno łapiąc się na swoim podwyższonym tonie. Cichy męski śmiech rozbrzmiał w wielkim elegancko urządzonym gabinecie Edwarda Summersa. Był 28 kwietnia, ósmy dzień naszego nowego życia w Londynie, które od samego początku zaskakiwało nas niespodziewanymi przyjemnościami. A teraz jeszcze to...
W Polsce otrzymałam od firmy, która zaoferowała mi pracę, informację, że wszystkie koszty podróży i zakwaterowania, do czasu objęcia stanowiska, zostaną przez nią opłacone. Jakie było moje zdziwienie, gdy na dzień przed wylotem zobaczyłam na swoim koncie 2500 funtów. W przypływie uczciwości, zadzwoniłam do nich z pytaniem, czy się nie pomylili, ale oni zapytali mnie tylko, czy to za mało i czy powinni przysłać więcej. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Pracodawca Kornelii nie potraktował jej wcale gorzej. Choć nie dostała pracy w swojej profesji, a jako wokalistka w jakiejś restauracji, to zaliczka, którą jej zaproponowali wynosiła 1800 funtów. Szczęśliwe, anulowałyśmy rezerwację w małym, tanim hostelu i przeniosłyśmy się do 3-gwiazdkowego hotelu, w centrum Londynu. Nie wiedziałyśmy prawie nic o zarobkach, jakie miały czekać nas na nowych stanowiskach pracy, więc nie rozglądałyśmy się jeszcze za stałym lokum. Teraz byłam pewna, że miało to być łatwiejsze, niż myślałam.
- 5000? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Do ręki - odpowiedział Summers. Był przeciętnej urody mężczyzną po trzydziestce, którego idealnie skrojony garnitur praktycznie wykrzykiwał słowa: „CZŁOWIEK SUKCESU”. Jego brązowe włosy błyszczały od nadmiaru żelu, a ja czułam bijący od niego zapach drogiej wody kolońskiej.
- Ale przecież... Niech mnie pan nie zrozumie źle. Nawet nie przeprowadziliśmy rozmowy kwalifikacyjnej. Nie pokazałam swoich projektów, pomysłów... - zaczęłam, gestykulując żywo, starając się nie patrzeć na mojego potencjalnego szefa, jak na wariata.
- Polityka naszej firmy przewiduje sprawdzenia przeszłości zawodowej i doświadczenia kandydata i, na ich podstawie, podjęcia decyzji o zatrudnieniu. Poza tym, jesteśmy doskonale świadomi istnienia strony internetowej, na której zaprezentowała pani imponujące projekty. Nie mogliśmy doczekać się, by panią przyjąć - wyjaśnił, przyglądając się kartkom zgromadzonym w czarnej teczce, spoczywającej przed nim na ogromnym drewnianym biurku. Wyciągnęłam nieco szyję, starając się dostrzec, co jest w nich zapisane, lecz druk był zbyt mały. Czy to tam właśnie ujęta była moja „przeszłość zawodowa”?
- A co, jeśli odmówię? - zmrużyłam oczy, obserwując uważnie reakcję mężczyzny. Kąciki jego ust uniosły się w pełnym politowania uśmiechu. Z wysiłkiem powstrzymałam się przed przewróceniem oczami nad jego arogancją.
- Oczywiście, ma pani do tego pełne prawo. Będziemy jednak musieli prosić o oddanie pieniędzy, które otrzymała pani w ramach zaliczki. Radzimy przemyśleć tę decyzję. Nie znajdzie pani lepszego miejsca do zdobycia doświadczenia, a może nawet pracy aż do emerytury. Mamy podpisane kontrakty z najlepszymi udziałowcami w tej branży, a materiały i meble tworzone w departamencie produkcji, z którymi by pani pracowała, są pierwszoligowej jakości - oznajmił bezbarwnym tonem, jakby recytował tę samą regułkę po raz setny. Zacmokałam, przypatrując mu się z uwagą, pełna podejrzeń kumulujących się w mojej głowie. - Widzę, że ma pani do mnie kilka pytań - powiedział, a na jego twarzy ponownie zagościł arogancki uśmiech.
- Tak. Czy firma działa legalnie? - postanowiłam nie owijać w bawełnę. Śmiech.
- Oczywiście, że tak. Ciężko byłoby utrzymać takiego giganta bez działania zgodnie z panującym prawem - odpowiedział natychmiast. Dałabym sobie rękę uciąć, że był o to pytany wiele razy.
YOU ARE READING
Through The Dark
FanfictionCo się dzieje, gdy podczas zwykłego urodzinowego wypadu poznajesz z przyjaciółką dwóch przystojnych, bezczelnych i bogatych mężczyzn? Twoje życie zmienia się całkowicie i to niekoniecznie na lepsze. Właśnie znalazłaś się przed wyborem między uczucie...
