66. Odrobina szaleństwa

404 26 10
                                        

Potrzebny Edit: Uwaga! Rozdział może być nieodpowiedni dla wrażliwych osób!

Eee... no to.. Miłego (...?) czytania! :D

Kochamy!

A. <3 & M. xx



Odrobina szaleństwa

Kornelia


       Zostałam wepchnięta do pokoju hotelowego z taką siłą, że zatrzymałam się dopiero na dwuosobowym łóżku, w które uderzyłam kolanami. Łzy nieprzerwanie znaczyły szlaki na moich policzkach, skutecznie pozbawiając ich lekkiego makijażu. Głośny trzask zamykanych drzwi sprawił, że zgarbiłam się ze szlochem. 

       - "Nie, Louis, nie", "nie zabijaj Caluma", "nie zabijaj MOJEGO UKOCHANEGO"! - gardło Louis'ego miało na następny dzień boleśnie poczuć konsekwencje jego wrzasków. Zacisnęłam dłoń na swoim ramieniu, spuszczając głowę, bo bałam się spojrzeć w, opanowane furią, oczy. 

       - To nie tak... - szepnęłam i skuliłam się, gdy nocna lampka roztrzaskała się na ścianie, zasypując podłogę ostrymi odłamkami. Louis oddychał szybko i rozglądał się po pokoju, jakby szukał kolejnej rzeczy, na której mógłby się wyżyć. 

       - Nie chodziło o Cal...

       - Nie pierdol, Kornelia! Nie wciskaj mi kłamstw, nie jestem głupi! - krzyczał głośno, powodując, że czułam się jeszcze mniejsza niż byłam. Płakałam cichutko, próbując zdobyć się na odwagę i przebić głosem Louis'ego, ale zdawało się to nie możliwe. Byłam pewna, że Phoebe i Niall słyszeli nas doskonale (a raczej Louis'ego), mimo że ich sypialnia znajdywała się trzy pokoje dalej. 

       - A teraz twój zdradziecki kochanek porwał Hazzę i Milenę. Kto wie co będą im robić, czy ich nie zabiją! TWOJĄ PRZYJACIÓŁKĘ, KORNELIA. - objęłam się ramionami, choć w pokoju było ciepło, zbyt ciepło. 

       - Wiem... - moje usta uformowały to słowo, lecz z gardła nie wydobył się żaden dźwięk

       - Co? - ostry ton Louis'ego wycinał długie szramy w moim sercu. Nie patrzyłam na niego, bo nie mogłam sobie wybaczyć tchórzostwa, jakim popisałam się kilkadziesiąt minut temu.

       - Wiem. - powtórzyłam nieco głośniej i przeczyściłam gardło. Louis zaklął, a w pokoju ponownie rozległ się huk tłuczonego szkła. Podniosłam nieznacznie wzrok, by zobaczyć co tym razem padło ofiarą wściekłości mojego chłopaka. Na szczęście były to tylko puste lampki i butelka po szampanie, jakim raczyliśmy się poprzedniego dnia.

       Nagle Louis podszedł do mnie szybkim krokiem, a ja pisnęłam mimowolnie i cofnęłam się gwałtownie, ponownie uderzając nogami w ramę łóżka. 

       - Gdybym wiedział, że przez ciebie wszystko pójdzie się jebać... - pochylił się groźnie nade mną i wyszeptał te słowa do ucha. 

       - Przepraszam... Ale nie uważam, żeby to była moja wina - zrobiłam to. Postawiłam mu się. Wiedziałam, że byliśmy w beznadziejnej sytuacji, że musieliśmy jak najszybciej ratować Milenę i Harry'ego, przewieźć ciało Zayna do Anglii, ale nie mogłam pozwolić, by Louis tak bezkarnie się na mnie wyżywał. 

       - Co? - był zdziwiony. Nie spodziewał się odważnej odpowiedzi. Wyprostował się, oddając mi nieco przestrzeni osobistej i patrzył na mnie z góry nienawistnym spojrzeniem, od którego miałam ochotę skoczyć z okna. Tak wiele rzeczy rozumiał opacznie. Tak wiele domysłów, którymi zaprzątał sobie głowę było nieprawdziwych. 

Through The DarkWhere stories live. Discover now