49. Somebody tell me, what now?

628 25 14
                                        

Somebody tell me, what now? *

 

Kornelia

      
          Pokręciłam głową i wsypałam kawę do mojego ulubionego kubka, gdy z sypialni Mileny dobył się jej głośny namiętny krzyk. Ktoś złożył jej rano wizytę. Zachichotałam do siebie i włączyłam czajnik, a następnie wyszłam z kuchni i przeszłam przez salon. Nie pukając otworzyłam z hukiem drzwi do sypialni przyjaciółki. 
        - Dobry! - wrzasnęłam. Harry i Milena siedzieli na łóżku twarzą do siebie, nadzy i mokrzy. Wyszczerzyłam zęby, gdy spojrzeli na mnie z największym szokiem na twarzach, a Milena szybko zakryła rękoma biust. Niepotrzebnie, bo zasłaniały go plecy Harry’ego. 
        - Możemy w czymś pomóc? - zapytała z wymuszonym uśmiechem, ciskając, w moją stronę, błyskawice z oczu. Parsknęłam i mrugnęłam do niej psotnie. Harry, spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 
        - Kawy? - zapytałam tonem niewiniątka. Milena wyszczerzyła zęby, tym razem szczerze, i kiwnęła głową.
        - Poproszę. - odpowiedziała. 
        - Harry? - zatrzepotałam rzęsami, gdy mężczyzna spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i uśmiechem zaskoczenia na ustach. 
        - Też, dziękuję - odpowiedział, a ja bez słowa zatrzasnęłam drzwi. Usłyszałam stłumiony przez ścianę wybuch śmiechu, a potem zapadła cisza, więc domyśliłam się, że zdecydowali się zakończyć to, co im przerwałam. Ruszyłam ponownie do kuchni i wyciągnęłam z górnej szafki dwa dodatkowe kubki. Wsypałam do każdego kawę i zalałam ją wrzątkiem. Dwa do połowy, jeden do pełna. Wyciągnęłam z lodówki mleko i wlałam je do kubków należących do mnie i Mileny. Gdy wsypałam łyżeczkę cukru do swojego i zaczęłam go mieszać usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Uśmiechnęłam się do siebie i pobiegłam do salonu na powitanie osoby, za którą całą noc tak tęskniłam. Stał do mnie tyłem zamykając za sobą drzwi, a gdy tylko się odwrócił rzuciłam mu się w ramiona, oplatając wokół jego brzucha nogi. 
        - WOW - Louis zachwiał się lekko, lecz szybko odzyskał równowagę i zachichotał. Cmoknęłam go szybko w usta, obejmując rękami jego szyję. Przytrzymał moje plecy, spoglądając mi głęboko w oczy. Jego wesoły uśmiech, był pełen uczucia, które poruszyło moje serce. 
        - Dzień dobry - powiedział cicho i złożył delikatnego buziaka na moim nosie. Zamknęłam oczy, oddając się tej małej pieszczocie. Gdy je ponownie otworzyłam, zobaczyłam, że Louis rozgląda się po salonie. 
        - A gdzie Milena? - zapytał, a ja zaśmiałam się żywo. 
        - Jak usłyszałam krzyki, które zaczęły wydobywać się z jej pokoju, zmartwiłam się, że jest atakowana lub ma koszmary, ale gdy wbiegłam na ratunek zobaczyłam, że to tylko Harry nadziewał ją na swój miecz - mrugnęłam do niego, a ten wybuchnął gromkim śmiechem, sprawiając, że oboje zaczęliśmy się trząść. 
        - Więc im przeszkodziłaś? - zapytał. Pokręciłam głową
        - Poczekałam aż nastąpią ostatnie dźwięki symfonii. Ale, gdybyś widział ich twarze, kiedy otworzyłam drzwi... - wyszczerzyłam zęby. Louis zacmokał w udawanej złości. 
        - Ty niedobra. - klepnął mnie zaczepnie w pośladek, a ja zmarszczyłam nos, patrząc na niego psotnie i pochyliłam się do pocałunku. Nie protestował i już po chwili czułam na swoich ustach ciepło jego warg, a nasze języki rozpoczęły czuły taniec. Zrobiło mi się gorąco, przez całe moje ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Zastanawiałam się czy kiedykolwiek miałam przyzwyczaić się do bliskości tego niesamowitego mężczyzny. Prawdopodobnie nie. To dziwne, że śniłam o Calumie, gdy miałam przy sobie tak seksownego faceta, jak Louis. Skarciłam w milczeniu swój mózg za podsuwanie mi nieodpowiednich obrazów.
        Pocałunek zakończył się zdecydowanie zbyt szybko i Louis delikatnie opuścił mnie na ziemię. Gdy stanęłam na nogi musiałam zadrzeć głowę, by spojrzeć w jego oczy. Wciągnął głęboki oddech, wdychając zapach kofeiny i opuścił powieki.
        - Mmmm... Kawa - westchnął i spojrzał na mnie porozumiewawczo. Przekręciłam oczami i odwróciłam się od niego, zmierzając do kuchni. Usłyszałam za sobą jego cichy śmiech i kroki, gdy podążył za mną. Usiadł na krześle przy małym stoliku pod ścianą, po czym zaczął obserwować moją krzątaninę. Podgrzałam ponownie wodę i wyciągnęłam czwarty kubek z szafki. Moja kawa zdążyła już nieco ostygnąć, więc upiłam połowę. Następnie pochyliłam się, by wyciągnąć z dolnej szuflady worek na śmieci. Usłyszałam za sobą gwizd, więc spojrzałam przez ramię na Louis’ego. Patrzył w zachwycie na moją pupę, odchylając się nieco na krześle. Parsknęłam śmiechem i popukałam się palcem w czoło. Mężczyzna wstał i podszedł do mnie. Wyprostowałam się, gdy położył ręce na moich biodrach. 
        -Może powinniśmy pójść w ślady Stylesów? - szepnął mi do ucha, odsuwając z szyi długie włosy. Oparłam się o niego plecami i westchnęłam cicho, zamknąwszy oczy. To była niezwykle kusząca propozycja, lecz wiedziałam, że para miała zaraz wyjść z sypialni. Poza tym nadszedł czas, by zacząć szaleńczy dzień przygotowań przed wyścigiem Harry’ego. Z niechęcią pokręciłam głową i położyłam swoje dłonie na dłoniach Tomlinsona. Poczułam ciepło na swojej szyi, gdy przycisnął do niej usta. Dreszcz rozkoszy przebiegł od tego miejsca w dół mojego ciała.Może jednak uda się wygospodarować kilkanaście minut? 
        Nagle Louis spojrzał w stronę salonu, a ja usłyszałam w nim ruch. Po chwili do kuchni wkroczyli, już kompletnie ubrani, Milena i Harry. Louis puścił mnie, usiadł z powrotem przy stoliku i puścił oko przyjacielowi, wyjawiając tym samym, że powiedziałam mu co zdarzyło się kilkanaście minut temu. Ten pokręcił głową i pokazał mu środkowy palec. Milena parsknęła śmiechem. Usiedli przy stoliku naprzeciw Louis'ego, zabierając wcześniej swoje kubki. 
        Gdy kawa dla Louis’ego była gotowa, postawiłam ją na stole przed nim i, z ciepłym kubkiem w dłoniach, usiadłam na jego kolanach. Położył swoją rękę na moim udzie i zaczął palcami rysować na nim kółeczka. Oparłam się plecami o jego klatkę piersiową i przymknęłam oczy. Przebywanie w jego ramionach sprawiało, że czułam się zrelaksowana jak nigdy. W pomieszczeniu zapadła krótka niezręczna cisza. Louis obserwował Milenę i Harry'ego z psotnym błyskiem w oku, a ja wiedziałam, że szykuje się do zaczepki. Przez moją twarz przemknął uśmiech. 
        - Więęęęc... - zaczął - Jak minął wasz poranek? - zapytał, puszczając mi oko. Ledwo powstrzymałam wybuch śmiechu i klepnęłam go za karę w klatkę piersiową. Harry odkaszlnął i spojrzał na mojego chłopaka z wyższością. 
        - Na pewno lepiej niż twój - odpowiedział tonem pełnym wyzwania. 
        - Och nie wątpię. - nie wytrzymując, parsknęłam śmiechem, rozlewając na podłogę nieco kawy. Milena wstała, wzdychając ciężko, wzięła w rękę szmatkę i wytarła powstałą plamę. Przeprosiłam ją spojrzeniem, a ona tylko pokręciła głową z uśmiechem. 
        Po lekkim śniadaniu chłopcy wyszli, by przygotować sprzęt Harry’ego do wyścigu, a ja zabrałam się za zmywanie naczyń. W tym czasie Milena poszła wziąć szybki prysznic. Nucąc jedną z moich ulubionych piosenek, krzątałam się wesoło po kuchni, przywracając ją do stanu przed śniadaniem. Gdy skończyłam, w podskokach podbiegłam do kanapy w salonie i opadłam na nią ciężko. Westchnęłam przeciągle i wzięłam do ręki kontroler, po czym uruchomiłam konsolę. Gdy na ekranie telewizora zaczęły pojawiać się po kolei loga producentów, wydawców gry, sięgnęłam leniwie po krakersy, stojące na stole, w kryształowej misie. Chrupiąc głośno włączyłam kontynuacje wcześniejszego zapisu i pogrążyłam się w wirtualnym, fantastycznym świecie elfów, smoków i krasnoludów. 
        Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że podskoczyłam. Gra tak bardzo mnie wciągnęła, że zapomniałam, że nie byłam sama w mieszkaniu. Milena pojawiła się w progu swojej sypialni z ręcznikiem na głowie i starannie zrobionym pełnym makijażem. Założyła na siebie białą długą luźną bluzkę, na którą narzuciła równie długi i luźny, cienki brzoskwiniowy sweterek. Na nogi naciągnęła czarne leginsy. 
        - Może być? - zapytała, wskazując dłońmi na swój strój. 
        - Bosko, ale jednak odpuściłabym ten ręcznik... Jaskrawy niebieski kolor troszkę gryzie się ze sweterkiem - powiedziałam śmiertelnie poważnym tonem, a Milena rzuciła we mnie gumką do włosów, którą miała wcześniej założoną na nadgarstku. 
        - Głupia - zachichotała i usiadła obok mnie na kanapie. Spojrzała zaciekawiona na ekran i wskazała na niego brodą. - W co grasz? - zapytała. Podążyłam za nią wzorkiem, by zobaczyć jak moja bohaterka zostaje brutalnie zamordowana przez giganta. Westchnęłam cicho, w oczekiwaniu na respawn. 
        - Skyrim - odpowiedziałam, ponownie skupiając się na przygodach mojej postaci.  - Więc w tym idziesz na wyścig? - zapytałam, rzucając magiczną płonącą kulą w orka, który próbował strzelić do mnie z łuku. 
        - mhm... - usłyszałam cichą odpowiedź po swojej lewej stronie. Przeszukałam ciało wroga, w nadziei na dorwanie drogocennych przedmiotów, lecz znalazłam tylko kilka wytrychów i bezużyteczną zbroję. Cóż, wytrychy przydadzą się później. Wsiadłam na konia i kontynuowałam wypełnianie zadanego mi questu. 
        - Czemu nie wzięłaś zbroi? - zapytała Milena. Nigdy nie grała w gry tego typu, ale często siadała obok mnie, jak w tym momencie, i obserwowała w milczeniu moje poczynania. Włączyłam menu inwentarzu i pokazałam jej imponujące statystyki swojego osprzętowienia. 
        - Mam na sobie o wiele lepszą - powiedziałam i puściłam oko do przyjaciółki. 
        - Aaaaa... 

Through The DarkWhere stories live. Discover now