Taaaaaki długi rozdział! Najdłuższy w historii TTD! Ale to w ramach rekompensaty, ponieważ kolejny pojawi się dopiero w dzień wigilii. (Taki prezent od nas pod choinkę!)
Uwaga!!!
Niektóre sceny w rozdziale mogą okazać się nieodpowiednie dla bardzo wrażliwych osób (choć nie jest to jeszcze szczyt naszych, ekhm, specyficznych pomysłów).
A teraz: ENJOY!
A. <3 & M. xx
Saviors and saints. Devils and heathens*
Milena
Siedzieliśmy z Harrym cicho w Maserati, nie wiedząc czy powinniśmy się odezwać. tak wiele zmieniło się w ciągu kilkunastu minut. W jednej chwili cieszyłam się z jego powrotu, przyzwyczajałam do bliskości w zaciszu mojej sypialni, w drugiej dowiedziałam się, że oddał moją najlepszą przyjaciółkę do burdelu. Wpatrywałam się w okno, co jakiś czas zerkając na śledzące nas Audi, w którym siedzieli Louis i Zayn. Wspominałam moment, gdy obudziłam się po krótkiej drzemce, w naszym mieszkaniu, pełna lęku, że powrót Harry’ego był tylko przyjemnym snem. Płakałam i wołałam tak samo, jak przy każdej pobudce w ciągu ostatnich trzech tygodni, ale jakiś głosik podpowiadał mi, że tym razem Harry odpowie. I odpowiedział. Gdy wszedł do pokoju ze zbolałą miną, niemal zemdlałam ze szczęścia. Wdrapał się na łóżko, a ja od razu pochwyciłam jego koszulę, wtulając twarz w pierś.
- Jestem tutaj - szepnął, głaszcząc mnie po włosach i powoli kołysząc nami w przód i w tył.
- Przepraszam - wydusiłam z siebie, ocierając ostatnie łzy. Było mi głupio, że czułam się od niego tak zależna.
- Nie masz za co, dziecino - powiedział w moje włosy, a ja zaśmiałam się na to zdrobnienie. Był przecież młodszy ode mnie. Wreszcie odsunęłam się lekko, by móc spojrzeć w jego zielone oczy. Tak za nimi tęskniłam…
- Co się tam stało? W Irlandii? - zapytałam, a jego uśmiech w sekundę spełzł z twarzy. Pokręcił głową i włożył mi miodowy kosmyk włosów za ucho.
- Porozmawiamy o tym później - odparł, a ja przytaknęłam w zgodzie, nie chcąc psuć tej cudownej chwili. Harry zacisnął wargi, uwydatniając przy tym swoje dołeczki w policzkach i spojrzał gdzieś ponad moim ramieniem.
- Milena… - zaczął niepewnie, wahając się czy ma kontynuować. Zachęciłam go delikatnym uśmiechem. - Irwin. Mówił, że dzwoniłaś. Często. Przytoczył kilka twoich wiadomości - wciąż uparcie unikał mojego wzroku, a ja zmarszczyłam brwi. Czy znajdowało się w nich coś, co mogło zagrozić Harry’emu? Większość wiadomości, które pamiętałam, były prośbami o kontakt.
- Czy… Powiedziałam w nich coś złego? - zapytałam z obawą, a on, niemal natychmiast, pokręcił głową. Zaśmiał się słabo i niespodziewanie złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
- Nie… Nie. Ja… - przerwał na moment - Porozmawiamy o tym kiedy indziej - westchnął, a ja przekrzywiłam głowę zaintrygowana tym przedziwnym zachowaniem. Miałam ochotę zacząć nalegać, by powiedział mi co mu leżało na sercu, ale doszłam do wniosku, że każdy z nas przeżył, w ciągu tych trzech tygodni, swoją dawkę stresu, co mogło różnie wpłynąć na nasze zachowanie. Dałam więc Harry’emu czas na oswojenie się z powrotem. Sama przecież tego potrzebowałam. Skończyliśmy więc na tuleniu się do siebie w ciszy, delikatnych pocałunkach i niewerbalnym wyrażaniu tego, jak za sobą tęskniliśmy.
A teraz byliśmy tutaj. Jechaliśmy na spotkanie faceta, którego mieliśmy zabić. Pogodziłam się z tym faktem o wiele szybciej niż Kornelia. Miałam wrażenie, że zamieniłyśmy się rolami. Chętną na związek z przestępcami, namawiającą na powrót do Londynu dziewczynę nawiedziły tysiące wątpliwości, podczas gdy ta, która sceptycznie podchodziła do całej sprawy, zaadaptowała się w tym świecie niemal idealnie. Dodać do tego fakt, że przeżyłam małe załamanie nerwowe. Czułam się jak zupełnie inny człowiek, jednocześnie pozostając tą samą dziewczyną. Może sprzeczności, które krążyły wokół Harry’ego dosięgnęły również mnie? Zawsze byłam silna psychicznie, a tutaj pogrążyłam się w rozpaczy, przez podejrzenie śmierci swojego chłopaka. Zawsze postępowałam zgodnie z ogólnie przyjętym prawem, nie wychylając się poza jego granice, teraz siedziałam w aucie, który gnał do miejsca planowanego mordu. Próbowałam wyobrazić sobie co robiła właśnie Kornelia. Jeszcze tego ranka chciała wyperswadować mi ten pomysł. Tłumaczyła, że nie możemy zaangażować się w zabójstwo, że to ponad nasze siły, nawet jeśli Harry i Louis mieli policję owiniętą wokół palca. Nie posłuchałam jej, bo nie potrafiłam znieść myśli, że mogłaby zostać oddana psychopatom. Ta dziewczyna pokazała złotą cierpliwość w ciągu ostatnich tygodni, więc mogłam zrobić choć tyle, by się jej odwdzięczyć. Być pomocą w schwytaniu zdrajcy naszej grupy.
Uśmiechnęłam się do siebie słabo. “Naszej” , nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam utożsamiać się z ich organizacją. Może wtedy, gdy poprosiłam Harry’ego o naukę strzelania? Może, gdy zrozumiałam, że już nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, kiedy krążyło nade mną widmo śmierci Harry’ego. Nie miałam pojęcia, który moment w naszej historii wybrać, ale byłam pewna, że teraz w pełni należałam do tej grupy. Byłam jej częścią, byłam pełnoprawnym członkiem, jak Karolina. Może spotkanie z Evanem traktowałam jako swojego rodzaju inicjację? Teraz jedyną pewną rzeczą było dla mnie uczucie, które rozsadzało mnie ośrodka. Uczucie złości na myśl, że Kornelia mogłaby znaleźć się w niebezpieczeństwie. Czy przyjaciółka zareagowałaby podobnie, gdyby owa sytuacja dotyczyła mnie? Możliwe, choć póki co wydawała się żałować swojej decyzji o przeprowadzce do Londynu. Ale wierzyłam w nią. Wierzyłam, że w głębi duszy była silniejsza, niż zdawała sobie z tego sprawę. Wierzyłam, że w końcu poczuje się tutaj tak samo na miejscu, jak od niedawna czułam się ja.
Harry sięgnął po moją dłoń, próbując pochwycić ją delikatnie, ale, przewidując jego ruchy, położyłam ręce na kolanach, odsuwając się od niego. Nie skomentował tego. Przełknął tylko ciężko ślinę, wprawiając w ruchy swoje mocno odznaczone jabłko Adama. Rzuciłam na niego krótko wzrokiem. Ciemne sińce pod oczami i rozcięta warga były żywym wspomnieniem jego walki z Louis’m. Walki, podczas której zachwiała się cała ich zażyła relacja. Czy był sposób, by to naprawić?
Auto zatrzymało się wreszcie przy jakimś, obskurnie wyglądającym, budynku. Wyjrzałam przez przednią szybę, by lepiej mu się przyjrzeć. To był opuszczony magazyn, o którym mówili chłopcy. Audi stanęło po naszej prawej stronie, a Louis praktycznie z niego wybiegł. Jego twarz była napięta, wściekłość nie schodziła z niej od wczoraj, łagodniejąc tylko w momentach, gdy patrzył na Kornelię i z nią rozmawiał. Harry miał kłopoty. Byłam pewna, że czeka ich kolejna walka, gdy to wszystko się skończy. Walka niekoniecznie na pięści.
Wysiedliśmy z Harrym z Maserati i zrównaliśmy się z, pędzącymi już do magazynu, Louis’m i Zaynem. Wszyscy postanowili milczeć, atmosfera wokół nas była tak gęsta, że niemal czułam ją na języku. Ścisnęłam pięści, czując, że zdenerwowanie zaczyna powoli wpływać do mojego systemu. Nie wiedziałam czego się spodziewać, jak zareaguję, gdy padną strzały. Mogłam tylko modlić się o to, żebym nie spanikowała.
Stanęliśmy wszyscy na środku pomieszczenia zapełnionego metalowymi półkami, na których stały zakurzone kartony i ciężkie narzędzia, większości których nie rozpoznawałam. Louis patrzył przed siebie z dumnie uniesioną brodą. Od czasu bójki nie zamienił ani jednego słowa z Harrym. Od niechcenia, poprawił rękawy swojej czarnej koszuli, a potem ponownie znieruchomiał. Zayn zerkał co chwilę na niego i Harry’ego w milczeniu. Nawet po wprowadzeniu go w szczegóły akcji nie zadawał zbędnych pytań i bez wahania zgodził się, by nam pomóc. Wcisnął ręce w kieszenie swoich spodni od garnituru, marynarkę rozpiął luźno. Widziałam zarys pasków kabury, które umieszczone były na jego ramionach. Kontrastowały one wyraźnie z bielą jego idealnie wyprasowanej koszuli. Harry chodził w tę i z powrotem z przyłożonym do ust kciukiem, wpatrując się w podłogę. Co jakiś czas kopał mały kamień, wzniecając w powietrze kłęby, błyszczącego się w świetle słońca, kurzu.
Pięć minut spóźnienia. Harry spojrzał niecierpliwie na zegarek i zatrzymał się na chwilę, by potem kontynuować swój nerwowy marsz. Dziesięć minut. Skrzyżowałam ręce na piersi, rozglądając się po magazynie. Zero warknięć nadjeżdżającego samochodu, zero znaków, że ktoś miał się zjawić. Piętnaście minut, dwadzieścia, trzydzieści. Louis stracił swoją gardę, zgarbił się nieco, a przez jego oczy przebiegł błysk strachu. Zayn oparł się o jedną z zakurzonych półek, nie zważając na czystość swojego ubrania.
- Nie przyjedzie - odezwał się Louis, wbijając wzrok w szeroką metalową, na wpół otwartą bramę, za którą stały nasze samochody. Harry stanął w miejscu, jakby sobie o czymś przypomniał.
- Nonsens, nie ma wyjścia. - warknął, a ja miałam wrażenie, że próbował o tym przekonać samego siebie.
- Uważa, że Michael do niego pisał, prawda? - zapytał Zayn, odgarniając z twarzy swoje długie, czarne włosy. Harry pokiwał szybko głową.
- Dostał wyraźne instrukcje. Spotkać się tu z nami, by odebrać za Michaela Kornelię, w czasie jego nieobecności w Anglii. Nie ma mowy o pomyłce. Wszystkie połączenia, które miał wykonać do Clifforda zostały przekierowane do mnie - rozpięta do połowy szara,luźna koszula zafalowała gwałtownie, gdy Harry wznowił swój marsz, nadając mu szybszego tempa.
Nagle uderzyła mnie myśl, która kotłowała się wcześniej gdzieś z tyłu głowy, powstrzymywana, przed przebiciem się do świadomości, przez lęk. Skoro Evan pracował już kiedyś z Harrym i jego grupą, musiał znać ich sposoby. Mógł pomyśleć, że chcemy wykiwać Michaela. I słusznie, choć motywy były nieco inne niż te, o które zakładałam, że podejrzewał nas Evan. A Kornelia była teraz sama w mieszkaniu, bezbronna. Niczym zwierzyna, która nieświadomie zaplątała się w sidła myśliwego.
- Harry… - szepnęłam, a on odwrócił się gwałtownie. Wystarczyło jedno spojrzenie, by wiedział co chciałam mu przekazać. Wyraz jego twarzy, ze zniecierpliwionego, zmienił się w coś pomiędzy zawodem, a strachem.
- Milena, przepraszam… - powiedział cicho, po czym, niespodziewanie, puścił się biegiem do Maserati. To wywołało kolejną burzę. Louis ruszył za nim, doganiając go w połowie drogi do bramy. Wyciągnął rękę, chwycił jego kołnierz i jednym silnym ruchem położył go na ziemi.
- Louis, nie! - krzyknęłam i, razem z Zaynem, pobiegliśmy w ich kierunku.
- Nie żyjesz! NIE ŻYJESZ! - ryk Tomlinsona odbił się echem od starych pustych ścian, ale, zanim uniesiona pięść zdążyła wbić się w policzek Harry’ego, Zayn chwycił go za ramiona i pociągnął do tyłu. Obaj padli na ziemię obok siebie, a Zayn, pozbierawszy się błyskawicznie, przyszpilił nadgarstki Louis’ego do brudnej posadzki.
- Nie mamy na to czasu! Kornelia wciąż może być w mieszkaniu! - ryknął, szarpiąc się z przyjacielem. Drugi raz w życiu przekonałam się, że z Zaynem nie należało zadzierać. Był silny, a jego głos sprawiał wrażenie zdolnego do zatrzymania wielkich zamieszek na ulicach.
W czasie jego szamotaniny z Louis’m, Harry zdążył podnieść się z podłogi i do nich podejść. Wyciągnął rękę do Louis’ego, rozwierając palce.
- Tommo, wybacz mi, byłem pewien, że to zadziała. Błagam, zachowaj wściekłość na później, musimy wracać do mieszkania! - wyrzucił z siebie z desperacją obecną w jego głosie. Louis zacisnął zęby, przypatrując mu się przez chwilę, a następnie odepchnął od siebie Zayna i podniósł się na nogi, ignorując, oferowaną przez Harry’ego dłoń. Pobiegł do Audi i, wsiadłszy do środka, odpalił silnik, nie czekając nawet na Zayna. Ruszył z piskiem opon w stronę centrum miasta. Miałam nadzieję, że zastanie w mieszkaniu moją przyjaciółkę.
- Haz, dalej, nie mamy czasu! - Malik poklepał Harry’ego po plecach i potruchtał w stronę czarnego Maserati. Mój chłopak zdawał się być zupełnie oszołomiony obecnymi zdarzeniami. Ruszył powoli przed siebie, a mnie dopadły obawy, że ta sytuacja wprowadzi go w podobne załamanie nerwowe, które sama niedawno przeszłam. To zdmuchnęło, tlący się jeszcze we mnie, płomień złości. Dogoniłam Harry’ego, przyspieszając kroku i wsunęłam swoją dłoń w jego.
- Musimy się pospieszyć - oznajmiłam łagodnym głosem, a on spojrzał na mnie niewidzącym wzrokiem. - Harry, ocknij się, musimy dogonić Louis’ego. - sięgnęłam jego policzka i pogłaskałam je czule. Zamrugał szybko, odzyskując przytomność umysłu i kiwnął głową.
- Cholera. Tak. Chodź - pociągnął mnie za rękę i popędziliśmy do auta.
YOU ARE READING
Through The Dark
FanfictionCo się dzieje, gdy podczas zwykłego urodzinowego wypadu poznajesz z przyjaciółką dwóch przystojnych, bezczelnych i bogatych mężczyzn? Twoje życie zmienia się całkowicie i to niekoniecznie na lepsze. Właśnie znalazłaś się przed wyborem między uczucie...
