68.This hole in my heart is proof of life

351 28 10
                                        

    This hole in my heart is proof of life   

Milena

     Choć podejmowaliśmy ryzyko zwlekając, nie mogliśmy tak od razu narazić Harry'ego na długą podróż. Dlatego zostaliśmy w chatce, do której przywiózł nas Calum, jeszcze przez kilka dni.

       - Michael nie wie gdzie się znajdujemy. Pewnie myśli, że wróciliśmy do Londynu. Powinno być bezpiecznie - powiedział pierwszego wieczora. Harry spał w sypialni, a reszta zajęła miejsca w salonie. Kornelia i Louis na fotelu, przytuleni szczelnie, Calum na kanapie, zerkający zazdrośnie co chwilę w ich stronę i ja na krześle, opatrywana przez Eda, który palącymi środkami dezynfekował moje rany na policzku i plecach. 

       - Michael miał też nie wiedzieć o twojej zdradzie, a tu psikus - zakpił Louis, na co Calum rzucił mu mordercze spojrzenie.

       - Małe niepowodzenie w planie. Więcej ich nie będzie. - warknął przez zaciśnięte zęby. Louis uniósł tylko brwi, jakby mu nie wierzył, ale już się nie odezwał. 

       - Milena... - w salonie rozbrzmiał cichy głosik Kornelii. Spojrzałam na nią, z uśmiechem czekając na dalsze słowa - Dobrze się czujesz? - zapytała. Przytaknęłam, a potem syknęłam cicho, gdy Ed przyłożył, nasączoną jakimś lekiem, watę do dolnej części szramy na plecach, pozostawionej przez nieznajomego.

       - Tak. Teraz najważniejsze jest zdrowie Harry'ego - odparłam, patrząc na medyka z wyrzutem. Wyszczerzył zęby wyraźnie zakłopotany. 

       - Nie mówię tylko o twoich ranach... - mruknęła Kornelia i schowała nos w burzy różowych włosów. Zacmokałam z dezaprobatą i uniosłam jedną brew. 

       - Jeżeli zamierzasz przeprowadzić na mnie terapię podobną do tych, które prowadziłaś na praktykach w poprawczaku, to zapomnij - zażartowałam, ale ona wciąż patrzyła na mnie z wyczekiwaniem. Westchnęłam ciężko i pozbyłam się uśmiechu z twarzy. - Jest w porządku. Jedyne co teraz czuję to szczęście, że Harry przetrwał i został uratowany. Że jest w dobrych rękach - tym razem spojrzałam z wdzięcznością na Eda. 

       - Do usług - powiedział, mrugając do mnie i opuścił wreszcie moją świeżą koszulkę, przygładzając ją nieco - Wszystko gotowe. Nie mogę obiecać, że nie zostaną blizny. Wręcz przeciwnie - oznajmił, schodząc nieco z wesołego tonu. Kiwnęłam głową i mu podziękowałam.

       - To nic. Ważne, że żyjemy. A z twarzą poradzę sobie makijażem - pokazałam mu język. 

       - Jesteś naprawdę silna. - zauważył Calum z podziwem. Wzruszyłam ramionami.

       - Nie bardzo. Jeszcze przed chwilą musiałeś mnie wyprowadzać z pokoju Harry'ego, bo nie mogłam przestać ryczeć. - czułam się zażenowana. Miałam być silna. Silna dla Harry'ego, który teraz potrzebował największego wsparcia. 

       - Każdy inny człowiek w twojej sytuacji wyglądałby okropnie. Prawdopodobnie wciąż siedziałby i płakał. Ty zamiast tego potrafisz nawet zdobyć się na żarty - zdziwiłam się, że Louis tak łatwo zgadzał się z Calumem.

       - To nic. Jak mówiłam, jestem po prostu szczęśliwa, że Harry jest bezpieczny - odparłam i zgarnęłam ze stołu talerz z makaronem, który pół godziny temu został przygotowany przez Kornelię. Pierwszy raz, od prawie trzech tygodni, jadłam coś smacznego. 

       Trzy tygodnie... Będąc w niewoli miałam pewność, że minęły dopiero dwa. Musiałam zupełnie stracić poczucie czasu. Tym bardziej czułam ból w sercu na myśl o torturach Harry'ego. On pewnie liczył każdy dzień, czekał na śmierć. W jego przypadku ta przyniosłaby mu ulgę. Gdyby nie Calum...

Through The DarkWhere stories live. Discover now