Nadszedł w końcu wyczekiwany dzień, a mianowicie poniedziałek — pierwszy dzień w pracy. Obudziłam się o świcie zastając puste miejsce obok mnie. Tak to teraz będzie wyglądać przez 5 dni w tygodniu. Theo pracuje na ranne zmiany, a licząc również dojazd — musi wstać o wiele wcześniej ode mnie.
Opuściłam sypialnie udając się pierw do łazienki, a potem zeszłam do kuchni, gdzie wypiłam kawę oraz zjadłam śniadanie. Wróciłam na górę aby przebrać się w białą koszule, dżinsy oraz czarną marynarkę. Na stopy wsunęłam czarne baleriny i gotowa opuściłam dom.
Stanęłam na parkingu szkolnym parę minut przed dzwonkiem na pierwszą lekcję. Pani Martin nie musiała mnie oprowadzać, bo doskonale znałam te mury. Weszłam do swojego gabinetu, gdy nagle uderzyły we mnie wspomnienia. Kiedyś ten pokój należał do Monroe. Kobiety, która zabiła mojego przyjaciela i wiele niewinnych osób. Kobiety, która tutaj przeprowadzała wywiady z uczniami próbując wyłapać tych nadnaturalnych.
- Wspomnienia? - odezwał się za mną męski głos należący do Scotta. Odwróciłam się gwałtownie jakby co najmniej coś mi groziło.
- Tak.. - westchnęłam opierając się o biurko.
- Słuch o jej działaniach zaginął już jakieś dwa lata temu. Może to zabrzmi nieludzko ale mam nadzieje, że trafiła na dosyć agresywnego nadnaturalnego. - przyznał Scott. Chcąc nie chcąc musiałam się z tym zgodzić. Ta osoba nie zasługiwała na życie i czasem ogromnie żałowałam, że nie byłam tą, która poderżnęła jej gardło.
- Wierz mi, że nie tylko ty tak sądzisz. - powiedziałam kierując wzrok na Scotta.
- Zapomnijmy o tym. Zaczynamy nowe życie i na tym się skupmy. - poklepał mnie po ramieniu i opuścił gabinet równo z dzwonkiem na lekcje.
Jak to pierwszy dzień szkoły — było nudno, nic szczególnego. W tym czasie zajęłam się porządkowaniem gabinetu według swoich upodobań. Przejrzałam każdą teczkę i ułożyłam je alfabetycznie według nazwisk uczniów oraz przy okazji przetarłam każdą półkę pozbywając się tym samym kurzu.
Na przerwie obiadowej zajrzała do mnie Lydia trzymając w dłoniach dwa pudełka z chińszczyzną. Usiadła naprzeciw mnie przy biurku z szerokim uśmiechem i zaczęła rozmowę.
- Jak ci mija pierwszy dzień? Lekka nuda, no nie?
- Jak zawsze w pierwszy dzień szkoły tylko teraz z innej strony. - zaśmiałam się.
- Coś o tym wiem. Powtarzanie tego samego osiem razy jest męczące, a co dopiero początek. - westchnęła Lydia. - Jesteś szczęśliwa?
- Skąd ta nagła zmiana tematu? - zdziwiłam się.
- Po prostu chce wiedzieć czy moja przyjaciółka jest zadowolona z tego jak się ułożyło życie.
- Nie narzekam. Cieszę się z tego co mam.
- To najważniejsze. - uśmiechnęła się. Rozmawiałyśmy do końca przerwy wspominając studenckie czasy. Razem z dzwonkiem opuściła mój gabinet, a ja ponownie zajęłam się segregowaniem dokumentów. Moją pracę przerwało pukanie do drzwi. Do środka zaglądnęła jasnowłosa dziewczyna. Zapytała czy może zająć mi chwile, a ja oczywiście się zgodziłam.
- W czym mogę pomóc?
- Szykują się duże kłopoty. - odparła dziewczyna.
- Jakie kłopoty?
- Jestem kuzynką Masona i od niego wiem, że jest pani.. Alfą, a ja od paru dni czuje się obserwowana i wczoraj nareszcie udało mi się zobaczyć, kto mnie szpieguje. - wyjaśniła szybko.
- Kto?
- Ma ciemną karnację i ciemne krótkie lokowane włosy. Wydaje mi się, że kiedyś było o niej głośno w mieście. Monroe?
- Tamora Monroe. - odparłam doskonale wiedząc o kim mówi. Jednak wróciła aby dokończyć swoje dzieło.
Theo pov.
Opuściłem budynek FBI, ale to nie oznaczało powrotu do domu. Jakoś przed południem dostałem SMS-a od Scotta z prośbą spotkania. Zauważyłem go stojącego przy moim samochodzie.
- Przyjechałeś tu autobusem? - zdziwiłem się nie widząc nigdzie pojazdu McCall'a.
- Przybiegłem. Pomaga oczyścić umysł. - wzruszył ramionami i wyciągnął dłoń aby zbić ze mną piątkę na przywitanie. - Przejdziemy się po mieście? Nigdy nie miałem okazji tu być.
- Pewnie. Sam chętnie poznam te okolice. - przyznałem chowając kurtkę i plecak do auta. Zablokowałem samochód i wraz ze Scottem udałem się w głąb miasta. - Chcesz pogadać o Stilesie?
- Co? Czemu akurat o nim?
- To twój najlepszy kumpel, a skoro napisałeś do mnie, żeby pogadać to znaczy, że chcesz pogadać o nim. W przeciwnym wypadku zwróciłbyś się do niego. - wyjaśniłem. Sądziłem, że byłbym ostatnią osobą, z którą chciałby pogadać McCall.
- Ciekawa teoria ale nie. Potrzebuje porady w sprawie kobiet.
- Nadal nie rozumiem dlaczego nie poszedłeś z tym do Stilesa.
- Przypominam, że jego sposób na podryw to tekst „ładnie pachniesz". - odparł Scott przez co parsknąłem śmiechem.
- Dobra, więc w czym ci doradzić? - zapytałem gdy zajmowaliśmy miejsca na trybunach przy osiedlowym boisku.
- To może wydać się głupie, ale.. skąd wiesz, że jesteś odpowiedni dla Alex? - zadał jedno z cięższych pytań, na które nie ma prostej odpowiedzi.
- Wiesz, że nie wiem? Każdego wieczoru zastanawiam się co ona takiego we mnie widzi i czy na pewno jestem wystarczająco dobry aby stać przy jej boku. - wyznałem. - A później budzę się rano i czuje jej rękę na mojej klatce jakby chciała mieć pewność, że to ja nigdzie nie ucieknę.
- A ty skąd wiesz, że to właśnie ona?
- To zaczynasz rozumieć z czasem. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że nawet mając możliwość wyboru spośród wszystkich kobiet na świecie — zawsze wybierasz ją.
- Brzmi łatwo ale w rzeczywistości to mega ciężkie.
- Przeważnie sami sobie utrudniamy. Pytasz ze względu na Malię?
- Ta.. Zdecydowaliśmy się na przyjaźń i nie wiem czy to był dobry wybór.
- W tym to już niestety nie pomogę. Na pewno sam do tego prędzej czy później dojdziesz. - poklepałem go po plecach. Naszą rozmowę przerwał dźwięk nowej wiadomości. Oboje wyciągnęliśmy telefony sprawdzając kto napisał.
14:23
Do : Grupa
Od : Alex
Monroe jest w mieście.
----
- zachęcam do głosowania oraz obserwowania ❤️
Enjoy!
V.
CZYTASZ
Sacrifice || Theo Raeken
WerewolfAlexandra Evans - na pozór niczym nie wyróżniająca się nastolatka, która na co dzień chodzi do szkoły, odrabia lekcje i jest chodzącym przykładem dla młodszych roczników. Kto by pomyślał, że wraz ze Scottem i resztą przyjaciół spotykają się po noca...
