Obudziłam się dosyć wcześnie mimo zmęczenia spowodowanego podróżą. Zeszłam na dół do kuchni i od razu zaczęłam przeszukiwać kartony w celu znalezienia kubka, kawy i elektrycznego czajnika. Wczoraj po przyjeździe praktycznie zaraz poszliśmy spać więc wszystkie rzeczy nadal leżały w kartonach, które były ulokowane w całym salonie.
Po znalezieniu potrzebnych rzeczy zaparzyłam swój ulubiony napój i usiadłam na ganku przed domem. Wszystko wyglądało bardzo znajomo, a jednocześnie dosyć obco. Musiałam na nowo odnaleźć się w mieście, które śmiało mogłam nazwać rodzinnym.
- Czy ja mam zwidy? - znajomy głos przerwał moje rozmyślenia. Podniosłam głowę, a moim oczom ukazała się postać, której nie spodziewałam się tu zobaczyć.
- Liam? Co ty robisz w mieście? - zdziwiłam się ale chętnie wstałam i przytuliłam chłopaka na przywitanie.
- To chyba ja powinienem zadać to pytanie. - zaśmiał się odwzajemniając uścisk. Widać było, że wydoroślał. Jego włosy były krótkie i postawione, a ja jego twarzy widniał kilkudniowy zarost, który dodawał mu uroku. Był również bardziej wysportowany co dało się zauważyć szczególnie po bicepsach.
- Skończyłam studia i wróciłam do miasta. Mam pracę w naszym liceum. - pochwaliłam się.
- Super! Bardzo się cieszę. Jesteś tu z tym kretynem czy jednak już zdążył coś spieprzyć? - zapytał śmiejąc się.
- Przezabawne! - usłyszałam za sobą. Wraz z Liamem spojrzeliśmy w stronę drzwi, gdzie stał Theo oparty o futrynę.
- Podziwiam za wytrwałość. - przyznał Dunbar i puścił oczko w moją stronę.
- Lepiej pochwal się co tu robisz. Z tego co wiem powinieneś być w Nowym Jorku. - zauważył Theo stając obok nas.
- Taa. Studia jednak nie są dla mnie. Zrezygnowałem i wróciłem do Beacon Hills. Pracuje u mechanika i jakoś daje radę. - wzruszył ramionami.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później Liam pożegnał się z nami mówiąc, że spieszy się do pracy ale w zamian za to, aby przypieczętować spotkanie po latach, umówiliśmy się na wieczór w pobliskim barze.
Gdy weszłam do domu natychmiast chwyciłam za telefon, aby poinformować resztę przyjaciół o planowanym spotkaniu. Wszyscy chętnie się zgodzili.
- Jakoś nie widzi mi się to spotkanie. - stwierdził Theo. - Wątpię, że mnie tam chcą.
- Nie musisz iść jeśli nie chcesz, ale wierz mi, że każdy na pewno cię tam chce.
- No nie wiem. Wydaje mi się, że są mili tylko ze względu na ciebie.
- Nie przesadzaj. - przewróciłam oczami. - Minęło dużo czasu, a ty zdążyłeś zrobić wiele dobrego. Poza tym od kiedy przejmujesz się opinią innych?
- To są twoi przyjaciele, a wypada żeby bliscy mojej dziewczyny mnie lubili. Tym bardziej, że teraz znowu będziemy spędzać ze sobą dużo czasu. - odparł układając dłonie na moich biodrach.
- Nie ma czym się przejmować. Każdy z nas jest dorosły i na pewno nikt nie chowa urazy. - próbowałam przekonać go, że nie ma powodów aby się zamartwiać. Doskonale pamiętam jak Scott stworzył grupę abyśmy mieli ze sobą lepszy kontakt i sam z siebie dodał Theo. Nikt nie miał o to pretensji więc tym bardziej uważam, że wszystko jest w porządku między nimi.
Zajęliśmy się w końcu wypakowaniem kartonów. Zajęło nam to cały dzień, ale wrzucając ostatnie pudło byliśmy zadowoleni. Nareszcie poczuliśmy, że to nasz dom.
Nastał wieczór. Zaczęłam powoli szykować się do spotkania więc wzięłam prysznic po czym usiadłam przy toaletce aby nałożyć makijaż. Wzięłam eyeliner i namalowałam kreski na powiekach, rzęsy podkreśliłam tuszem, brwi zarysowałam brązową kreską natomiast włosy zostawiłam rozpuszczone, zaczesane na bok. Podeszłam do szafy aby wyciągnąć z niej krótką czarną koronkową sukienkę z odkrytymi ramionami oraz czarne szpilki do kompletu. Nałożyłam na siebie wybrany komplet i stanęłam przed lustrem.
- Wyglądasz ślicznie. - usłyszałam Theo. Stał opary o ścianę ubrany w jasne, trochę zdarte dżinsy i białą koszule z podwiniętymi rękawami.
- Ty również niczego sobie. - przyznałam i podeszłam do niego aby rozpiąć dwa pierwsze guziki jego koszuli. - Tak wygląda o wiele lepiej.
- Możemy już jechać?
- Pewnie. - uśmiechnęłam się i oboje zeszliśmy na dół aby po chwili wyjść z domu i zająć miejsce w samochodzie.
Podjechaliśmy pod bar jako ostatni. Przed budynkiem czekali już na nas Scott, Stiles, Lydia, Malia oraz Liam. Przywitaliśmy się kolejno ze wszystkimi i weszliśmy do środka aby zająć miejsca przy stoliku. Przyjrzałam się każdemu ale tylko u Scotta zauważyłam zmiany w wyglądzie, pomijając oczywiście wcześniejsze obserwacje co do Liama. Jego włosy były znacznie dłuższe, a zarostu nie pilnował już tak jak za czasów liceum i teraz na jego twarzy znajdowała się krótka broda.
- Dalej to do mnie nie dociera, że jesteśmy tu wszyscy razem. - wyznał Stiles, który obejmował Lydie. Cieszę się, że im się układa.
- Strasznie dziwnie wrócić tu po kilku latach. - przyznałam.
- I to jeszcze w takich okolicznościach. - dodał Scott. Oboje doskonale wiedzieliśmy, że nagłe zwolnienie się miejsc pracy nie jest przypadkowe i ewidentnie coś się szykowało.
- No właśnie. Scott jako trener, Alex jako psycholog, a Lydia załapała się jako matematyczka. To na pewno nie jest zbieg okoliczności. - wtrąciła Malia.
- Szkoda, że dla mnie los nie jest przychylny. Trzy lata studiów oraz dodatkowych kursów i jedyne miejsce, gdzie mnie wzięli to posterunek mojego taty. - westchnął Stiles biorąc łyk drinka.
- Przynajmniej dogadujesz się z szefem. - rzucił Theo na co wszyscy się zaśmiali.
- To gdzie ty pracujesz mądralo?
- W Riverside w Federalnym Biurze Śledczym. - pochwalił się.
- Ta, jasne. Próbujesz mnie dobić ale nie uda ci się to.
- Agent Federalny Raeken, do usług. - powiedział Theo i położył na blacie swoją wizytówkę. Stiles wziął ją nadal myśląc, że to żart ale po dokładnych oględzinach stwierdził, że to oryginał.
- Powiedziałbym teraz, że cię nienawidzę ale takie znajomości mogą się przydać więc zostawię to bez komentarza i w ciszy będę przeżywać swojego pecha.
Ależ ja za tym tęskniłam.
----
Ale, że zaczynamy drugą część?
Enjoy!
V.
CZYTASZ
Sacrifice || Theo Raeken
Manusia SerigalaAlexandra Evans - na pozór niczym nie wyróżniająca się nastolatka, która na co dzień chodzi do szkoły, odrabia lekcje i jest chodzącym przykładem dla młodszych roczników. Kto by pomyślał, że wraz ze Scottem i resztą przyjaciół spotykają się po noca...
